poniedziałek, 29 grudnia 2014

Poświąteczny zawrót głowy z pacjentami...


Poniedziałki po świętach zawsze są pracowite. Nasze zwierzaki jak na złość najgorsze choroby wymyślają akurat w czasie świąt. A do tego wielu właścicieli z wizytą czeka na okres międzyświąteczny, ponieważ mogą wziąć wolne z pracy i zaopiekować się swoim zwierzakiem po planowanym zabiegu. Są też tacy, którzy wybierają się do nas przy okazji świątecznego przyjazdu do rodziny z dalekich miast, czy nawet krajów. Taki też poniedziałek dzisiaj nastał.

Zabiegi były dwa, jeden u naszej stałej pacjentki Fugi, która na szczęście niczego ciekawego nie wymyśliła, tylko niewielkie guzki skórne.

Druga była sunia z pokastracyjnym nietrzymaniem moczu. Wcześniej była konsultowana w Wielkiej Brytanii, ale leczenie nie przyniosło oczekiwanych efektów. Przyjechała do nas na specjalistyczny zabieg podwieszenia pochwy. Problem jest spowodowany zaburzeniem anatomicznym w obrębie jamy brzusznej, do którego czasami dochodzi po zabiegach sterylizacji. Szczególnie narażone są rasy molosowate oraz wyżły weimarskie. Inne rasy rzadko, ale też mogą mieć problemy. Szczególnie rzadko nietrzymanie moczu występuje u kastrowanych samców. Niedawno na kontrole przyjechał Fred, u którego trzeba było operacyjnie podwiesić prostatę. Efekt jest rewelacyjny. Problemy z niekontrolowanym oddawaniem moczu skończyły się jak ręką odjął. Mamy nadzieję, że dzisiejsza operacja też będzie równie skuteczna i poprawi naszej pacjentce komfort życia.


Odwiedzili nas też dzisiaj licznie pacjenci onkologiczni. Była suczka z gruczolako-rakiem ślinianki, był golden z chłoniakiem i zapaleniem trzustki (leczony od sierpnia). Ostatnim moim pacjentem był berneńczyk, również chłoniakowy. Przyjechał na diagnostykę kwalifikującą do chemioterapii. Standardowe badania nie wykazały niczego szczególnego. Ale w trakcie badania usg nie spodobał mi się układ gazów w brzuchu. Występowały jakby punktowo. Zazwyczaj jelita są zgazowane całe i badanie jest utrudnione. Tutaj było inaczej. I jakieś dziwne odbicia i zakłócenia... "Zróbmy jeszcze zdjęcie rtg" zadecydowałam. Nie byłam pewna, czy decyzja jest dobra, czy nie generuję niepotrzebnych kosztów. Ale jak na ekranie monitora pojawiło się zdjęcie już wiadomo było, że hmmm... mamy problem w postaci... zobaczcie sami. 4,5 centymetra metalowej śruby w żołądku. Przypuszczalnie została zjedzona ze śniegiem. Ze względu na stopień zaawansowania chłoniaka nie mogliśmy pozwolić sobie na operacyjne usuwanie ciała obcego. Zostawić też nie za bardzo. Nasz pacjent pojechał "na sygnale" na endoskopię do Wrocławia, do dr Dariusza Niedzielskiego. Jak się uda wyciągnąć śrubę endoskopowo, to za kilka dni będziemy podawać pierwszą chemię... Jak widać badania dodatkowe są potrzebne i jeżeli niczego się nie znajdzie, to tylko trzeba się cieszyć...

Ciało obce (śruba) w żołądku berneńczyka z chłoniakiem.

Operacja podwieszenia pochwy przy pokastracyjnym nietrzymaniu moczu.

Pacjentka po zabiegu już prawie wybudzona.


niedziela, 28 grudnia 2014

Święta, święta...


Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia 
oraz szczęśliwego Nowego Roku
życzymy wszystkim naszym pacjentom 
oraz ich właścicielom :)


p.s. Dziękujemy za cudną świąteczną bombkę właścicielce Drago. 
Dla niego szczególnie dużo zdrowia życzymy :)

środa, 17 grudnia 2014

Publikacje jesienno - zimowe

Miałam nie zanudzać czytelników publikacjami. Dlatego z 4 zrobiłam dwa małe kolaże. Dwa artykuły to tradycyjnie, opisane dla "Weterynarii" przypadki spod mikroskopu. wznowa chłoniaka i rak pęcherza moczowego. Kolejne to ubrane w słowa pisane wykłady dr Jacka Ingardena z tegorocznego, październikowego Kongresu PSLWMZ (czyli w formie rozciągniętej Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt). Jeden dla asystentów (chirurgiczny), drugi dla lekarzy - rozrodowców, na temat onkologii narządu rodnego. Podsumowanie tegorocznych publikacji wypadło całkiem nieźle: 17 publikacji :) Do tego jeszcze 11 kursów i seminariów, a 12, ostatni w 2014 roku, właśnie trwa. I zapowiada się ciekawie, ponieważ w ciągu dwóch dni kursanci przebadali już 14 psów i kotów, w tym wiele z ciekawymi patologiami.

Pełna lista publikacji:
Mai Ingarden >>>
Jacka Ingardena >>>



środa, 3 grudnia 2014

Fotograficznie - onkologicznie...

Dzisiaj w THERIOSie było pracowicie i pod względem klinicznym i fotograficznym. W związku z tym tekstu będzie mało, za to zdjęć sporo:
Po pierwsze: przegląd pogwarancyjny u 10-letniej suni doga kanaryjskiego.Niestety niesterylizowanej. Sunia po serii badań wylądowała na stole operacyjnym. Ogromny guz sutka był spowodowany torbielami na jajnikach. Problemy z chodzeniem: dysplazją bioder i spondylozą.






Po drugie: Cezar. Historia tego psiaka sięga niemal 6 lat wstecz. Jako młody psiak trafił do nas z połamaną miednicą i tylną łapą. Właściciele nie chcieli go leczyć, zrzekli się na rzecz fundacji, która pokryła koszty operacji i znalazła Cezarowi nowy, kochający dom. Niestety problemy naszego bohatera się nie skończyły. W okolicy odbytu pojawił się guz. Miejscowy lekarz usunął go, niestety guz zaczął odrastać. Bez rozpoznania histopatologicznego nie można było podjąć dodatkowych kroków. Dzisiaj Cezar został zoperowany. Na zdjęciach poniżej widać guza przed zabiegiem i tuż po. W związku z dużym zakresem tkanki zajętej nowotworem dr Jacek Ingarden musiał zastosować uszypułowany przeszczep skóry.


 A to jest Karma, 11-latka, u której konieczna była amputacja łapy z powodu złośliwego nowotworu kości. Nasza pacjentka czuje się fantastycznie, już przyzwyczaiła się do biegania na trzech łapach. Ale żeby uzyskany efekt trwał jak najdłużej konieczne jest zastosowanie chemioterapii. Dzisiaj podaliśmy pierwszą dawkę karboplatyny. Na samym końcu filmik dla tych niedowiarków, którzy uważają, że na trzech łapach psy nie potrafią biegać :)

video

piątek, 28 listopada 2014

Nie zawsze guz oznacza nowotwór...


W naszej pracy spotykamy się z różnymi reakcjami właścicieli na zauważone zmiany. Od ignorowania i bagatelizowania, po skrajną histerię. Największa liczba właścicieli na szczęście mieści się pośrodku statystyk, czyli podchodzą z umiarkowanym stresem i rozsądnie. Zbierają swojego zwierzaka do weterynarza i pokornie przyjmują wszelkie sugestie. Niektórzy po otrzymaniu wstępnego "wyroku" idą do sąsiadki, która w naszym społeczeństwie ma często głos ostateczny. Czasami sąsiadka zaakceptuje decyzje, czasami skrytykuje, a czasem zaproponuje wizytę u specjalisty. Rolę sąsiadki coraz częściej odgrywa internet. Doktor Google zasypuje nas całą górą porad. Od rozsądku czytającego zależy, co z tych porad wyniesie. Niedawno u jednego z pacjentów postawiliśmy podejrzenie dziedzicznej choroby mózgu. "Ale pani doktor" - mówił właściciel - "tutaj tylko część objawów pasuje, niemożliwe, żeby to było to, psy na jutubie dużo gorzej wyglądają i wszystkie mają mniejsze głowy...". Może i tak, ale przy decyzji, czy robić niepotrzebny (ryzykowny) zabieg, czy wcześniej zrobić dodatkowe badanie, które da nam jasny obraz, trzeba postępować rozważnie.

Pacjentką dnia była 2-letnia kocica. Podobno niegrzeczna i niepewna, u nas była wzorem dobrego zachowania. Kotka została jakiś czas temu adoptowana. Pewnego dnia właścicielka zauważyła duży guz na szyi. Guz był niebolesny, w okolicy węzłów chłonnych, kotka czuła się fantastycznie. Jako, że pańcia kocicy jest naszą klientką od wielu lat nie zastanawiając się długo zapakowała kocicę do kontenerka i z drżącym sercem przyjechała do nas z przekonaniem, że guz to na pewno jest nowotwór, tym bardziej, że jak do nas jedzie, to nie może być nic innego. Doktora Google na szczęście pominęła, bo tam częściej roztaczane są wizje katastrofalne, a nie optymistyczne ;) A my jeszcze dołożyliśmy stresu opowiadając o testach białaczkowych, które należy zrobić, bo białaczka w szeroko pojętej okolicy zbiera potężne żniwo...

Na szczęście udało się nam nie wpaść w panikę (a przy wyjątkowych zwierzakach wyjątkowych klientów nie jest to proste...), wzięliśmy trzy głębokie oddechy i zasypaliśmy właścicielkę górą dobrych wieści. Guz okazał się ropniem ślinianki. Test białaczkowy wyszedł ujemny. "Dzisiaj jest dzień dobrych wiadomości" - stwierdziła uśmiechnięta właścicielka.

Jak widać nie zawsze guz jest nowotworem. Ale nie można czekać z decyzją wizyty u weterynarza. Podstawowa zasada to "im wcześniej tym lepiej". Wcześnie wykryte nowotwory są często całkowicie wyleczalne. Wcześnie opracowane ropnie szybciej i lepiej się goją.


wtorek, 11 listopada 2014

Rikitikitaki

Pewnego dnia, ponad miesiąc temu, spod tarasu w ogródku usłyszeliśmy rozpaczliwe miauczenie. Okazało się, że źródłem płaczu była maleńka czarno-biała kotka. Jak się tam dostała? Podejrzewam, że ktoś widzą dwa szczekające, szalejące przy płocie psy postanowił zrobić sobie widowisko... W końcu kilkutygodniowe kociaki same nie pchają się na ogrodzoną, strzeżoną przez psy posesję... Na szczęście nasze psy nie są mordercami (chociaż Hajduk czasami na takiego wygląda...) i maluchowi nie zrobiły krzywdy. I tak nasza rodzina powiększyła się o kolejnego zwierzaka. Imię wymyśliła Julka, wprawdzie dla żartu, ale wszystkim się spodobało. I została Rikitikitaki, w skrócie Rikitiki, przez Mikołaja uproszczona do Tiki.

Rikitiki okazała się prawdziwą wojowniczką. Całymi godzinami poluje na włóczki, rajstopy, kulki, ścierki i chusteczki... I na Rubina. Nasz Rubin w ciągu ostatnich dwóch lat stal się statecznym kocurem. Riki wywróciła jego ustabilizowany świat do góry łapami. Początkowo warczał, fuczał i unikał małej zołzy ze wszystkich sił. W końcu zrezygnował z wrogości i zamienił się w cierpliwego wujaszaka. Oczywiście nie pokazuje sympatii, ale roztoczył nad Rikitiki swego rodzaju opiekę. Uwielbia obserwować małą i udaje, że nie zauważa, że został upolowany :)

Kilka dni temu Rikitiki została w końcu zaszczepiona przeciwko chorobom zakaźnym. Zrobiliśmy jej też badania krwi, m. innymi test w kierunku kociej białaczki, który wyszedł negatywny :) Wyprawa do THERIOSa była dla niej sporym przeżyciem, ale taki już jest koci i psi los, że od czasu do czasu trzeba odstraszyć choroby wizytą u weterynarza ;)

poniedziałek, 20 października 2014

Tydzień trudnych przypadków w PW THERIOS.

Taaak. To był trudny i pracowity tydzień. Zaczęło się od cesarki w sobotę wieczorem. Potem zamiast z górki było już tylko pod górkę...


Rtg jamy brzusznej kota a zapaleniem otrzewnej.
Płyn z jamy brzusznej kota z zapaleniem trzustki.
Po pierwsze: zapalenia trzustki. Koty i psy namiętnie mają problemy z trzustką. Do czasu pojawienia się specjalistycznych weterynaryjnych testów uważało się, że zapalenia trzustki u naszych milusińskich są rzadkością. Okazuje się jednak, że większość przypadków jest nie zdiagnozowana. Objawy są tak niespecyficzne, że trudno od pierwszego rzutu okiem podejrzewać problem trzustkowy. A do tego testy są drogie... Ale zbagatelizowanie problemu skutkuje podaniem leków, które doprowadzają do prawdziwej "eksplozji" narządu. Tak się stało z 14-letnim kotem, który trafił do nas z wodobrzuszem. Na podstawie badania płynu stwierdziliśmy paskudne zapalenie otrzewnej, do którego doprowadziły enzymy z zapalnie zmienionej trzustki. Wnętrze brzucha zostało praktycznie strawione. Niestety kociska nie udało się uratować...  Trochę lepiej poszło nam z młodą springer-spanielką, u której po sterylizacji pozostał w brzuchu gazik, który doprowadził do zapalenia otrzewnej oraz zapalenia trzustki i wątroby. Dzisiaj dowiedziałam się, że wyniki są już lepsze i sunia czuje się bardzo dobrze. Dobrze czuje się też kot diagnozowany i leczony przez dr Krysię Skiersinis, która po 6-miesięcznej przerwie wróciła do pracy w PW THERIOS :)

Dr Jacek Ingarden i dr Przemek Maciejowski.


Po drugie: kostniakomięsaki. Dopadła nas prawdziwa epidemia tego złośliwego nowotworu. W ciągu kilku ostatnich dni już dwie łapy zostały amputowane, reszta pacjentów czeka na decyzję...Walka jest trochę nierówna, bo osteosarcoma jest złośliwym nowotworem i na etapie rozpoznania pojedyncze komórki nowotworowe już są rozsiane po organizmie. A do tego chorują głównie duże psy, których właściciele nie wierzą, że ich psiak poradzi sobie na trzech łapach. Jednak radzą sobie i to całkiem nieźle. One nie mają świadomości, że są kalekami. Dla nich najważniejsza jest radość życia. A na trzech łapach życie może być równie radosne jak na dwóch. Najważniejsze, że nie boli. Po operacji konieczna jest chemioterapia. Dzięki niej psiaki żyją nawet ponad rok od rozpoznania. Oczywiście pod warunkiem, że właściciele nie czekają kilku miesięcy z decyzją...
Dzisiaj też amputowaliśmy taką zrakowaciałą łapę, u 11-letniej suczki w typie owczarka belgijskiego. Doktorowi Ingardenowi towarzyszył dr Przemek Maciejowski z Zabierzowa. Sunia tuż po wybudzeniu zaczęła się podnosić na łapy. Trochę była zdziwiona faktem, że jak zasypiała łapy były cztery, a teraz są trzy. Ale w ciągu kilku dni pozna nową sytuację i będzie biegać jak przed chorobą.

Zmienione nowotworowo nerki u 4-letniego yorka.
Po trzecie: guzy w brzuchach. Różne. Bardziej lub mniej typowe. Pierwszy guz okazał się obrośniętą tkanką gazą, pozostawioną wiele lat temu przy okazji sterylizacji. Błąd, który nie powinien się lekarzowi zdarzyć, ale jak to mówią: "nie myli się ten, co nic nie robi". Na szczęście sunia zniosła zabieg bardzo dobrze i dzisiaj wpadła do nas merdając na wszystkie strony ogonem.

Guz numer 2 to już był gorszy problem. W brzuszku niewielkiego psiaka rozwinął się złośliwy nowotwór śledziony, hemangiosarcoma. Pacjent po zabiegu czuje się już dobrze, ale przed nim jest jeszcze chemioterapia i niestety, rokowanie nie najlepsze.

Obrośnięta tkanką gaza.
Złośliwe okazały się też guzy u 4-letniego yorka. Nawrót chłoniaka doprowadził do zajęcia nerek, jelit i wątroby. Psiak był już tak wyniszczony i słaby, że postanowiliśmy nie walczyć dalej i pozwolić mu odejść...

Było jeszcze ropomacicze u 16-letniej suczki. Zabieg przebiegł bez komplikacji, sunia ma się pojawić na kontrolę za kilka dni. Właściciele starszych psów zawsze mówią o swoich obawach przed operowaniem starszych psów i kotów. Oczywiście ryzyko zabiegu jest większe niż u młodych zdrowych psów, szczególnie jak planujemy poważny zabieg na jamie brzusznej. Ale obecnie stosowane leki znieczulające i dostęp do narkozy wziewnej ogranicza ryzyko do minimum.





niedziela, 12 października 2014

O psie Świętego Mikołaja...

Jak myślicie, jakiej rasy psa ma Święty Mikołaj? Oczywiście... gończego polskiego ;) Wspomniany Święty jest naszą rodziną przez psy, a do tego Chrzestnym Ojcem naszej córki Julki. Od wielu lat przyjeżdża 6 grudnia do myślenickiego Przedszkola nr 5  i przy wtórze góralskich przyśpiewek rozdaje przedszkolakom prezenty.

A jak to z wieloma Świętymi bywa, ten też miewa "pod górkę", czyli prawa Murphy'ego obowiązują go w pierwszej kolejności. Nasz Święty jest znawcą i miłośnikiem pięknej polskiej rasy psów myśliwskich, gończego polskiego. Wiele lat czekał na swoje wymarzone szczenięta. I zawsze było... pod górkę. W tym roku postanowił, że Słonka dostaje ostatnia szansę. Szczeniaki muszą się urodzić nawet, jakby świat miał się zawalić. Najpierw zaginęły papiery hodowlane. Potem okres płodny zbiegł się z urlopem. Kilka dni przed porodem eksplodował silnik w samochodzie. A na końcu termin porodu wypadł dokładnie w czasie Chrztu Św. najmłodszej wnuczki Świętego. Ale Święty uparł się, że skoro tak wiele kłód przeskoczył, to co tam, z tą też sobie poradzi. Za szczeniaki współwinę ponoszą Ingardenowie, to teraz niech też się wykażą.

Liczymy szczeniaki...
I tak zaczęła się kolejna nasza "gończa" przygoda. Niby gończe zdradziłam, ale jakoś uwolnić się od nich nie mogę ;) Słonka urodziła w sobotę trzy dorodne szczeniaki, dwa pieski i suczkę. Wiedzieliśmy, że na swoją kolej czeka jeszcze jeden maluch. Ale jak w drogach rodnych pojawiła się zielona wydzielina, trzeba było podjąć szybką decyzję o cesarskim cięciu. W sobotę wieczorem trudno było zorganizować zespół operacyjny. Do operacji doktor Jacek i doktor Maja, ale kto do szczeniaków i "brudnej roboty"? Wykorzystaliśmy młode łapki naszych córek. Obie już nie raz pomagały przy porodach, więc doświadczenie mają. Ostatni szczeniak wyglądał nieszczególnie dobrze: cały zatopiony w zielonej mazi, siny, bez żadnych oznak życia, płuca wręcz zalane śluzem. Ale walkę zawsze należy podjąć. Już po kilku minutach nasz "wymoczek" zaczął piszczeć i domagać się pierwszego jedzenia.

Poród zakończył się pełnym sukcesem: wszystkie szczenięta żywe, dwie dziewczynki i dwóch chłopaków. Już prawie 24 godziny są z nami. Żywotne, wiecznie głodne, a d tego pod opieką troskliwej mamy - Słonki.
A Święty Mikołaj już nie może się doczekać kiedy zobaczy te swoje wymarzone maluchy :)


dr Maja bada Słonke.

Masowanie brzuszka.

Cesarskie cięcie.

Młoda akuszerka :) 

Już po wszystkim... Mama z czwórką szczeniąt odpoczywa.

Ostatnia, uratowana suczka :)


poniedziałek, 22 września 2014

Na nowy rok szkolny...

... czyli dzieciaki do szkoły, a my do pisania i szkolenia...
W zeszły weekend w PW THERIOS odbył się kolejny kurs hematologiczny.
W świecie czasopism weterynaryjnych też nas pełno. W "Weterynarii" nowy artykuł cytologiczno-hematologiczny teamu Ingardenów, w "Weterynarii w Praktyce" praktycznie o badaniu płynów z jam ciała.
W planach mamy jeszcze wykłady dr Jacka na Kongresie Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt, kilka kolejnych publikacji i kilka kursów :)

Prywatnie czekają na nas zawody jeździeckie: skokowe i rajdy długodystansowe.





środa, 17 września 2014

Chłoniaki u kotów, a szczególnie o chłoniaku nerkowym...

O chłoniakach mówi się dużo, bo też jest to bardzo częsty nowotwór naszych milusińskich. Najczęściej spotykam się z chłoniakami u psów, nieco rzadziej u kotów, najrzadziej u gryzoni. U psów dominuje postać wielowęzłowa, a kotów jelitowa i śródpiersiowa. Tematem artykułu jest kot, więc zajmę się bliżej tym gatunkiem.
Cytologiczny obraz chłoniaka.
Większość chorujących kotów jest młoda, a nowotwór rozwija się na podłożu wirusowej białaczki kotów. Tak jest w Polsce, ponieważ ciągle wielu właścicieli nie decyduje się na profilaktykę białaczki. Kraje bardziej od naszego cywilizowane mają zgoła inną statystykę. U nich do lecznic trafiają najczęściej koty chłoniakowe starsze, z ujemnym wynikiem testu "białaczkowego". I jest ich zdecydowanie mniej niż "białaczkowców". Kolejnym problemem jest odpowiedzialność wielu właścicieli. Wielokrotnie rozmawiałam z właścicielami kotów chorych i nosicieli. Informowałam o możliwościach leczenia i przekonywałam do sterylizacji i szlabanu na kontakt z innymi kotami. Temat się rozmywał jak zaznaczałam, że to chodzi nie tylko o tego konkretnego kota - pacjenta, ale też o inne koty, które mogą zostać zarażone. Wzruszenie ramionami i... nic więcej.

Wróćmy jednaka do naszych "nerkowców". Przyjeżdża do nas teraz na leczenie cudny kocur Amir. Łypie niebieskimi ślepiami oczekując pomocy. Jest wyjątkowy. Tak współpracującego kota dawno nie spotkałam. I to cudne zwierzę spotkała niesprawiedliwość - obie nerki ma zajęte przez chłoniaka. Chłoniak jest złośliwym nowotworem pochodzącym z limfocytów. Atakuje wszystkie miejsca, w których znajdują się te komórki, czyli praktycznie... wszystko. Poza węzłami chłonnymi może pojawić się w śledzionie, wątrobie, jelitach, oczach, układzie nerwowym, a także na skórze i w nerkach. Rozpoznanie stawia się na podstawie badania cytologicznego (biopsja zaatakowanego narządu) i histopatologicznego. Objawy też zależą od chorego narządu. Przy nerkach objawy będą takie jak przy innych chorobach nerek. Najczęściej brak apetytu, wymioty, zwiększone pragnienie i oddawanie moczu i niedokrwistość. Nerki są bardzo duże, czasami wręcz można zobaczyć obustronne wybrzuszenia za żebrami, poniżej kręgosłupa. Do oceny możliwości leczenia konieczna jest kwalifikacja pacjenta do leczenia. Na pewno trzeba zrobić badani krwi, badanie moczu, usg i rtg. Jak wyniki będą w miarę dobre, to można wprowadzić chemię. Niestety, chłoniak nerkowy kotów nie jest wdzięczny do leczenia. Przy zastosowaniu odpowiednich protokołów uzyskuje się poprawę, niestety, do nawrotów dochodzi już w ciągu kilku miesięcy. Dobrym wynikiem jest uzyskanie 6-miesięcznej remisji, czyli czasu "uśpienia" chłoniaka.
Chemioterapia chłoniaka nerkowego opiera się na standardowych protokołach, jednak jeden z leków zastępuje się cytarabiną, która tutaj działa szczególnie dobrze.

Nasz Amir na pierwsze leki odpowiedział bardzo dobrze. Guzy nerek wprawdzie nie zniknęły, ale przestały być wyczuwalne. W kontrolnym usg widoczny był tylko jeden niewielki guzek. Niestety, w ciągu tygodnia nerki znowu się powiększyły. Kocisko czuje się przy tym całkiem nieźle. Dzisiaj dostał kolejną porcję chemii, tym razem czerwoną doksorubicynę. Walka jest zawzięta, każda ze stron (my kontra nowotwór) nie chce ustąpić. Czy się uda? Zobaczymy... 

Prawa nerka kota z chłoniakiem. 

Lewa nerka kota z chłoniakiem.

Więcej o chłoniaku na naszej stronie internetowej >>>>>
Więcej o wirusowej białaczce kotów na naszej stronie internetowej >>>>>

wtorek, 2 września 2014

Jesienne porządki, czyli zdrowy uśmiech psa i kota :D

Zaglądnijmy do jamy ustnej zęby swojego zwierzaka. Zapalenie dziąseł, paradontoza, cuchnący oddech? U psa i kota zęby też bolą, tak jak ludzi. To, że zwierzaki lepiej radzą sobie z bólem nie zwalnia nas od dbania o uśmiech naszego pupila. Zaniedbana jama ustna jest źródłem chorobotwórczych bakterii, a stan zapalny dziąseł umożliwia wysiew tych bakterii do krwi. Z krwią bakterie wędrują po organizmie i osiedlają się w narządach: sercu, nerkach, wątrobie, trzustce, szpiku. Małe ogniska skutkują niewydolnością, masywny wysiew (na przykład przy obniżonej odporności) to znana nam wszystkim sepsa, która może doprowadzić do śmierci.

Co można zrobić, żeby ograniczyć ryzyko? Wystarczy regularnie czyścić zęby naszego pupila, stosować preparaty rozpuszczające kamień (np w postaci proszku dodawanego do wody, czy past enzymatycznych) i dezynfekujące. Jeżeli już pojawi się kamień, trzeba go usunąć przy pomocy ultradźwięków, a następnie wypolerować powierzchnię oczyszczonych zębów. Polerowanie jest niezwykle ważne, ponieważ mikrourazy szkliwa przyspieszają pojawienie się nowego kamienia. Zniszczone zęby najczęściej się usuwa, chociaż coraz popularniejsze jest ich leczenie u "psiego dentysty". Można zakładać plomby, leczyć kanałowo, nadbudowywać ubytki.

Zarówno czyszczenie, jak i leczenie wymaga znieczulenia ogólnego. W THERIOSie zalecamy wykonanie podstawowych badań przed narkozą, które pozwolą nam uniknąć powikłań. I oczywiście znieczulenie wziewne. Rurka intubacyjna nie tylko jest drogą podawania gazu znieczulającego, ale też dzięki wypełnionemu powietrzem balonikowi izoluje drogi oddechowe od milionów bakterii, które uwalniają się w trakcie czyszczenia zębów. Po zabiegu w znieczuleniu wziewnym pacjenci szybko się wybudzają i szybko dochodzą do siebie.

Zatem zaglądnijmy do jamy ustnej naszych zwierzaków i zapewnijmy im piękny uśmiech i zdrowe zęby :)

Ultradźwiękowe usuwanie kamienia nazębnego.

Polerowanie zębów przy pomocy specjalnej pasty polerującej.


niedziela, 24 sierpnia 2014

ROZRÓD PSÓW I KOTÓW - PROMOCJE DLA HODOWCÓW!!!

Nareszcie rusza super atrakcyjna oferta dla hodowców. 

Co oferujemy?
- kompleksową opiekę nad hodowlą: suki hodowlane, reproduktor, szczenięta
- atrakcyjne ceny
- konsultacje specjalistów
- wieloletnie doświadczenie hodowlane
- pełne zaplecze diagnostyczne i terapeutyczne
- szkolenia dla lekarzy weterynarii, techników i hodowców


Co obejmuje promocja?
- konkurencyjne ceny za szczepienia
- duże rabaty przy wyznaczaniu okresu płodnego i sztucznym unasiennianiu 
- zniżki na badanie usg w kierunku ciąży
- zniżki przy cesarskim cięciu
- gratis porady hodowlane
- rabaty na szkolenia "rozrodowe"
- pierwszeństwo w przypadku darmowych badań usg

Jakie są warunki promocji? 
Wystarczy wykonać w PW THERIOS szczepienie jednego miotu szczeniąt lub kociąt (min. 3 sztuki) w wieku 6 tygodni.

Lekarze Przychodni Weterynaryjnej THERIOS:
dr n. wet. Jacek Ingarden, specjalista rozrodu zwierząt
lek. wet. Maja Ingarden, specjalista chorób psów i kotów 

Więcej informacji na stronie Przychodni Weterynaryjnej THERIOS i w recepcji.  




Kurs usg troszkę inaczej...

W dniach 18-22 sierpnia odbyła się kolejna, wakacyjna edycja kursu „USG jamy brzusznej psów i kotów”. Grupa uczestników reprezentowała, jak zwykle całą Polskę i nie tylko ;-) (od Częstochowy, przez Jarocin i Elbląg, aż po hrabstwo Hampshire w Wielkiej Brytanii).

Prowadzący kurs, Dr Jacek Ingarden opowiada:
"Podczas kursu mieliśmy okazję oceniać zmiany nowotworowe w jądrach i wątrobie, rozsiane ogniska w jamie brzusznej, ropomacicze zamknięte i otwarte, ciąże i in. Z ciekawych przypadków rozpoznany został gruczolakorak trzustki, potwierdzony badaniem cytologicznym i histopatologicznym. Kursanci uczestniczyli w pobieraniu biopsji pod kontrolą usg. W sumie zostało przebadanych około 40 pacjentów."
W rozmowach kuluarowych pojawił się pomysł krótkiego kursu łuczniczego, co udało się przeprowadzić, ze względów pogodowych, dopiero ostatniego dnia. Uczestnicy, poza talentem ultrasonograficznym, wykazali się również niezłymi predyspozycjami łuczniczymi. W związku z tym, że główny fotograf THERIOSa, dr Maja Ingarden, w czasie kursu przyjmowała pacjentów, sprawozdanie fotograficzne obejmuje tylko "zajęcia dodatkowe" ;) 









środa, 6 sierpnia 2014

O łakomym kocie...


Zdjęcie rtg naszego pacjenta. Widoczna igła.
Kot jest zadziwiającym stworzeniem. Z jednej strony podanie mu tabletki często graniczy z cudem. Z drugiej koty są klasycznymi przypadkami, u których w przewodzie pokarmowym można znaleźć różne ciekawe rzeczy, wydawałoby się niezjadliwe. To najczęściej koty ulegają zatruciom i poparzeniom, to koty zlizują własne włosy, którymi się zatykają i to koty mają szczególne upodobanie do połykania igieł i nici... Dzisiaj trafił do nas taki właśnie klasyczny przypadek kota - pożeracza rzeczy niezjadliwych. Nietypowy był przebieg choroby, która zaczęła się... w listopadzie zeszłego roku, czyli prawie rok temu! Właściciel podejrzewał, że kot zjadł igłę. Trafił do lecznicy, w której zostało zrobione zdjęcie rtg, które niczego nie wykazało. Na szyi otworzyła się przetoka, z której sączyła się ropa z krwią. Kolejne badania niczego nie wykazały. Po antybiotykach była chwilowa poprawa, po czym dziura się ponownie otwierała. Wykonano fiberoskopię. I znowu nic... Po wielu miesiącach bezskutecznej walki pacjent trafił do THERIOSa. Doktor Ingarden ucieszył się z ciekawego przypadku, ale zaczął standardowo od zdjęcia rtg, które wykazało... igłę. Okazało się, że igła tkwiła w korzeniu języka i dlatego trudno było ją znaleźć w standardowym badaniu klinicznym. A dlaczego nie był widoczna na pierwszym zdjęciu rtg? Czy to lekarz popełnił błąd? Nie sądzę... Jeżeli na zdjęciu igła ułożyła się w projekcji strzałkowej, to mogła być widoczna jako małe kropeczka. Jeżeli do tego obraz nałożył się na kość, to szukanie naszej igły można było porównać do szukania przysłowiowej igły w stogu siana...

Na szczęście w ostatecznym rozrachunku igła została znaleziona i wydobyta z naszego pacjenta. Po zabiegu okolicę przetoki potraktowaliśmy falami milimetrowymi. I mamy nadzieję, że na wizycie kontrolnej po problemie nie będzie śladu :)

Pacjent w trakcie wybudzania po zabiegu.

Przyczyna problemu: igła.
Fale milimetrowe stosowane w PW THERIOS przyspieszają gojenie ran.