niedziela, 29 listopada 2015

Piraci w THERIOSie

28 listopada 2015 do THERIOSa zawitali... piraci! Okazją były piąte urodziny Błażeja. Solenizant wprawdzie gustuje w formacjach mundurowych, ale pomysł piratów został z entuzjazmem zaakceptowany. Organizacją zajęły się m. in. myślenickie harcerki, na czele z siostrami Błażeja - Julią i Karoliną. Zaproszone zostało całkiem spore stadko fanów piractwa, ponad 30 osób, większość to koledzy i koleżanki Błażeja z przedszkola.
Mali piraci przybyli punktualnie o 16.00. Na rozgrzewkę były znane wszystkim dzieciakom tańce i zabawy. Potem trzeba było wypełnić pełną przygód misję - poszukiwanie skarbu. Na początku piraci z kartonów budowali piracki statek. Kolejnym punktem była jaskinia szamanki, która zaprosiła dzieciaki do zabawy i tańców wokół końskiej czaszki. W drodze do skarbu okazało się, że na bezludnej wyspie utknął rozbitek. Tak rozpaczliwie machał rękami prosząc o pomoc, że mali piraci nie mogli go w tym nieszczęściu porzucić. W skrzyniach ze skarbami, między złotymi monetami ukryty był klucz, który został odnaleziony przez Jurka. Radość rozbitka była tak wielka, że osobiście uczestniczył w mianowaniu gości na prawdziwych piratów i nadawaniu im pirackich imion. I od tej pory przedszkolaki zamieniły się m. in. w Morską Bryzę, Tęczowę Krewetkę, Tańczącą Falę, Czarnobrodego, czy Szybkiego Pioruna. Na zakończenie piraci poukładali się w kartonowych pudłach, żeby oglądać bajkę o Piotrusiu Panie.

Oczywiście kulminacyjnym punktem był tort. Wprawdzie tradycyjnie był to tort prawdziwego żołnierza (z granatami i kaki) - polecam, przepis jest doskonały i niezawodny, do znalezienia TUTAJ >>>

Obiektywna ocena imprezy jest trudna. Na pewno ogarnięcie tak dużej grupy dzieciaków jest sporym wyzwaniem. Dzieci wyglądały na zadowolone, o czym może świadczyć płacz niektórych gości na wieść, że czas wracać do domu... Organizatorzy opadli z sił po odjeździe ostatniego małego pirata.


Wielkie dzięki dla niezawodnych harcerek: Julki, Karoliny, Izy, Nadii, Uli i Leny! Bez nich na pewno nie poradzilibyśmy sobie <3  
 



video


środa, 25 listopada 2015

Nowe dziwadełko - przypadkowiak

Przypadkowiak, czyli incydentaloma. Czy to jakiś szalony wymysł lekarzy z THERIOSa? Brzmi: 
- dziwnie 
- niepokojąco 
- śmiesznie 
- strasznie 
- prawdziwie 
- nieprawdziwie. 


Tak naprawdę to nie jest żaden wytwór fantazji. Wikipedia mówi: "Incydentaloma (przypadkowiakłac. incydentalomaang. incidentaloma) – guz znaleziony w badaniu obrazowym przypadkowo, któremu nie towarzyszą objawy kliniczne. Najczęstszymi bezobjawowymi guzami tej grupy są gruczolaki przysadki i nadnerczy. " 

Dlaczego przypadkowiak został głównym bohaterem dzisiejszego artykułu? Bo został również bohaterem listopadowego kursu ultrasonograficznego zorganizowanego w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS. Guz nadnercza został stwierdzony u 9-letniego gończego polskiego, Hajduka. Po raz pierwszy "wybadany został" pół roku temu i od tej pory jest poddawany wnikliwej obserwacji. Jest to jeden z tych rodzajów nowotworów, które nie wymagają interwencji lekarskiej. Najczęściej guzy te są łagodne i nie powodują żadnych objawów klinicznych, a usunięcie bywa znacznie bardziej niebezpieczne niż pozostawienie. Dla nas jako onkologów chirurgia powinna być podstawą, w innych sytuacjach lepsza jest chemioterapia, a nie-robienie-niczego jest czymś trudnym do wyobrażenia. A jednak czasami należy słuchać zdrowego rozsądku. "Najważniejsze nie szkodzić"


Dla uczestników kursu była to duża niespodzianka. Nie dość, że mieli okazję oglądnąć wiele ciekawych obrazów (guzy śledziony, wodobrzusze, wodopiersie, kamica pęcherza moczowego, torbielowatość jajników, limfadenopatia u psa i u kota), to jeszcze rzadko spotykany przypadkowiak... Więcej o naszych kursach TUTAJ >>>



Cielęce spojrzenie "ciekawego" pacjenta :)

poniedziałek, 23 listopada 2015

Po co nakłuwamy klatkę piersiowa przy wodopiersiu?

Wodopiersie oznacza płyn w klatce piersiowej. Zdarza się zarówno u psów, jak i u kotów. Co w takiej sytuacji należy zrobić? Po pierwsze, pozbyć się płynu, bo pacjent z zalaną klatką piersiową często się dusi. Po drugie: zbadać płyn, ocenić jego pochodzenie i w miarę możliwości przyczynę powstawania.

Dzisiejsza pacjentka, 10-letnia Tola, przyjechała z poważnym problemem. Oprócz silnej duszności i osłabienia pojawiły się wymioty. Sunia przestała jeść i pić, a spojrzenie jej smutnych oczu mówiło samo za siebie - dajcie mi spokój, nie chcę tak żyć... Podjęliśmy decyzję o upuszczeniu płynu w celu odciążenia płuc i serca. Udało się uzyskać około 300 mililitrów krwistej cieczy. Oczywiście płyn należało poddać badaniu. Ciężar właściwy, stężenie białka, liczba komórek jądrzastych, badanie cytologiczne. Wszystko to w THERIOSie wykonujemy sami, oceną cytologiczną zajęła się dr Maja Ingarden. Okazało się, że mamy do czynienia z bogatokomórkowym wysiękiem. Większość komórek stanowiły zmienione komórki mezotelium, czyli nabłonka wyścielającego wnętrze klatki piersiowej. Na podstawie objawów i przebiegu choroby postawiliśmy podejrzenie międzybłoniaka, czyli nowotworu wywodzącego się z błony surowiczej. Ze względu na częste upodabnianie się komórek pobudzonego mesothelium do komórek nowotworowych rozpoznanie nie jest na 100% pewne, ale podejrzenie niestety nie jest zbyt optymistyczne... Po usunięciu większości płynu sunia poczuła się znacznie lepiej, ożywił się jej wzrok, zaczęła się z ciekawością rozglądać... Na razie konieczne jest wzmocnienie pacjentki i wyciszenie stanu zapalnego, jak się uda, to przejdziemy do dalszych działań...
Rtg Toli przed i po upuszczeniu płynu