Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maja. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2016

Wysiadywania dzień 1

24 godziny minęły. Nadszedł czas nasadzania. Kurczęta nie będą miały szczęścia posiadać prawdziwej piórzastej mamy, tylko mamę zastępczą: plastikową. Przez najbliższe 3 tygodnie będą sobie mieszkać w swoich jajkach w wentylowanym, grzanym i nawilżanym plastikowym pudle. Wentylator śpiewać im będzie kołysanki, a ja... pewnie będę ratować im kilka razy dziennie życie przed małymi opiekunami w postaci Błażeja i Mikołaja. Mąż weterynarz wprawdzie pogodził się z myślą, że rodzina nam się znowu powiększy (po milionie dżdżownic to w sumie niewielka liczba), ale wyraził obawę, że przy tak ruchliwych i hałaśliwych niańkach jak chłopaki Ingarden, kurczaki urodzą się zestresowane, a może nawet wściekłe. I trzeba koniecznie znaleźć jakieś wyjątkowo ciche i spokojne miejsce. I znaleźliśmy - za najbezpieczniejszy został uznany blat kuchenny... Przynajmniej na widoku, z możliwością stałej kontroli całego towarzystwa ;)

sobota, 10 października 2015

Z życia THERIOSa...

Telegraficznie, bo pisane (wyjątkowo!) męską ręką ;) 

Śródoperacyjnie... Widoczne duże naczynie krwionośne. 
"11-letni westik - kilka miesięcy temu doszło do powiększenia podżuchwowego węzła chłonnego, od niedawna pojawienie się i szybki wzrost guza po stronie przeciwnej. Skierowany do Przychodni WeterynaryjnejTHERIOS z podejrzeniem chłoniaka. Biopsja cienkoigłowa wykluczyła chłoniaka, padło podejrzenie nowotworu nabłonkowego. Ze względu na fatalne samopoczucie pacjenta, problemy z oddychaniem i praktycznie brak snu od kilku dni, zadecydowaliśmy o interwencji chirurgicznej. Było ciężko, bo jeden z guzów był otoczony dużymi naczyniami, ale daliśmy radę się ;). Zdjęcie podczas zabiegu i na kontroli, kilka dni później. HP wykazało raka o dużym stopniu złośliwości. Jak tylko rana się wygoi wchodzimy z chemioterapią.

Na wizycie kontrolnej kilka dni później...
Drugi pacjent to 11-letnia bokserka, przywieziona w bardzo złym stanie. Suczka straciła władzę w kończynach miednicznych i miała silną niedokrwistość. Lekarz prowadzący rozłożył ręce i wysłał pacjentkę „na sygnale” do Therios'a. Pozapadane żyły uniemożliwiły założenie wenflonu. Płyny zostały podane doszpikowo. Jest to rzadko wykorzystywana, ale bardzo dobra metoda podawania płynów u pacjentów wstrząsowych.

Przyczyną tak złego stanu zdrowia był rozsiany nieoperacyjny nowotwór zajmujący prawie całą jamę brzuszną. W takich sytuacjach nie walczymy, tylko namawiamy na eutanazję..." 

Nawadnianie doszpikowe

środa, 30 września 2015

Europejska dermatologia w Krakowie!

W tym roku Kraków stał się dermatologicznym centrum Europy. To duże wyróżnienie. Największa weterynaryjna impreza dermatologiczna zagościła w nowo wybudowanym ICE - CentrumKongresowym, zaprojektowanym z rozmachem przez Krzysztofa Ingardena i jego zespół. Wnętrza obiektu robią niesamowite wrażenie i wydają się być stworzone do tego typu imprez. Poprzednia nasza wizyta w ICE miała miejsce prawie rok temu, na uroczystym otwarciu. I z tym większą przyjemnością odwiedziliśmy ten obiekt ponownie, tym razem przy okazji odbywającego się 24-25-26 września 2015 roku 28 Europejskiego Kongresu Stowarzyszenia Dermatologów Weterynaryjnych (ESVD i ECVD).

Wykłady były podzielone na dwa bloki: łatwiejszy, w przystępny sposób zbierający aktualną wiedzę dermatologiczną, oraz specjalistyczny, mniej praktyczny, ale zapewne z perspektywami przyszłościowymi. Ja (Maja Ingarden z Przychodni Weterynaryjnej THERIOS) wybrałam wersję łatwiejszą, skierowaną do praktyków. Początkowo byłam trochę zawiedziona, bo było zdecydowanie za łatwo. Ale to tylko na początku. W miarę pojawiania się nowych tematów poprzeczka była podnoszona coraz wyżej i wyżej... I do samego końca wykładowcy trzymali słuchaczy w dermatologicznym napięciu. A wykładowcy byli nie-byle-jacy, prawdziwa światowa śmietanka. Był Doug DeBoer z USA, Nina Glos i Ralf Mueller z Niemiec, Marcel Kovalik ze Słowacji, Jan Rybnicek z Czech, David Shearer z UK i Chiara Noli z Włoch. Były też inne sławy, ale wymienionych wyżej osobiście wysłuchałam delektując się ładnym angielskim, którym się posługiwali. Jakie tematy zostały poruszone? Całe mnóstwo, począwszy od prostego drapania, poprzez wyłysienia, alergie, strupy, pasożyty, grzyby, bakterie, immunologię i farmakologię. Wszystkie wykłady wspaniale ilustrowane. Była też moja ukochana cytologia i trochę histopatologii. Merytorycznie mój głód wiedzy został w pełni zaspokojony :)

W czasie przerw był czas na spotkania towarzyskie i zapoznanie się z najnowszymi trendami dermatologicznymi. Miło było spotkać wśród uczestników wiele znajomych twarz. Mało licznie reprezentowana była Małopolska, za to przyjechało wielu lekarzy ze Śląska, Warszawy i Lublina. W sumie do Krakowa przyjechało prawie 1000 lekarzy weterynarii z całego świata, w tym 200 przedstawicieli naszego zawodu z Polski!

A co nowego pojawi się w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS po wędrówce po stoiskach? Wszystkiego nie zdradzę, ale na pewno w najbliższym czasie wzbogacimy naszą ofertę o wykonywane na miejscu testy alergiczne (do tej pory korzystaliśmy z dużo droższych laboratoriów zewnętrznych), rozpoczęliśmy współpracę z nowym laboratorium, pojawi się sporo nowych preparatów dermatologicznych. Mam nadzieję, że dermatologia w THERIOSie będzie jeszcze lepsza i nasi pacjenci będą mogli być leczeni jeszcze skuteczniej :)


 


Fot: internet 

sobota, 29 sierpnia 2015

O nosach i chrapaniu po raz kolejny...

Jak co roku przedstawiam jednego z naszych wielu chrapiących pacjentów. Niespełna roczny buldożek. Chrapie odkąd zamieszkał z nowymi właścicielami. Ale chrapanie to pół biedy. Niedotlenienia związanego z wąskimi szparami nosowymi i długim podniebieniem nie widać, a radosne "chrumkanie" dla wielu właścicieli jest urocze i nie chcą się tego tak charakterystycznego i sympatycznego odgłosu pozbywać. Nasz pacjent poszedł o krok dalej: zdarzyło mu się zasłabnąć i stracić przytomność, a upały zmieniły jego szczenięce życie w prawdziwy koszmar. Właściciele zasięgnęli języka u zaprzyjaźnionych wetów i... przyjechali do nas, mimo dużej odległości, którą musieli przebyć.

Jak wyglądało podniebienie zobaczcie na filmie:

Zabieg przebiegł bez powikłań, a komfort życia naszego pacjenta poprawił się już dwa dni po zabiegu. Właściciele widzą kolosalną różnicę, co nas bardzo cieszy, bo jeszcze kilka upalnych dni przed nami...

Plastyka nosa: przed i po zabiegu. 
Skrócone podniebienie miękkie u opisywanego pacjenta. 
Więcej o "chrapiących" psach na stronie Przychodni Weterynaryjnej THERIOS >>>

sobota, 11 lipca 2015

Miodowy jubileusz ;)


Taki prezent dostaliśmy od zaprzyjaźnionej hodowli shih tzu "Solaris Avis". Własnej produkcji, od własnych pszczół, z własnych uli. 

Uwielbiamy miód. Miód jemy z chlebem, pijemy z herbatą i kawą, dodajemy do przetworów, mięsa i białego sera, czasem też zajadamy... łyżką, bezpośrednio ze słoika. Ostatnio na naszym stole króluje ucierany miód malinowy z Krzczonowa, pyszny, ale... kupny. Takiego podarowanego, pięknie podanego i to z okazji 16 urodzin istnienia hodowli to jeszcze nie próbowaliśmy... Aż szkoda będzie otwierać i zjadać ;) Ale jak już otworzymy i zjemy, to na pewno tyle dobrych myśli poleci do psiaków z hodowli, że zdrowia i dalszych sukcesów hodowlanych im nie zabraknie. Dziękujemy <3  



niedziela, 17 maja 2015

If Du Reverdy

If du Reverdy
Czy to zaklęcie? Nie! If du Reverdy to imię kawalera dla naszych klaczy. Starszy już pan, bo 19-letni, ale wysportowany i utytułowany. Nie mieliśmy przyjemności osobiście go poznać, bo mieszka w Stadzie Ogierów w Gnieznie, ale słuchy chodzą, że jest piękny, grzeczny, chętny do współpracy i niesie dobre geny, jego ojciec to sam Le Tot de Semilly, utytułowany i utalentowany skoczek. Oglądałam film z zawodów - fruwa na wysokościach trudnych do ogarnięcia... 

Tak piszą o naszym wybrańcu: 
International show jumping stallion If Du Reverdy was competed by Thomas Velin at major events across Europe winning many prizes along the way. If Du Reverdy pedigree is exceptional, sired by one of the all time great selle francais stallions Le Tot de Semilly who either won or placed in 22 international grand prix`s as well as 63 national grand prix classes. He represented France in many international championships and nation cup teams. As a breeding stallion If Du Reverdy continued to excel and his offspring has earned him a big reputation as a sire of performance horses , progeny of Le Tot de Semilly include Dollar de Semilly, Ultimée du Chemin, Baccara du Tot, Dandy du Marais II, Diamant de Semilly and the list goes on. 
Żródło: http://www.highoffleystud.co.uk/horseinfo.asp?id=14891

Słynny dziadek - Le Tot de Semilly 
Nasienie przyjechało w piątek. Już 2 miesiące wcześniej zaczęliśmy przygotowania klaczy. Trzeba je było zsynchronizować. Po co? Po pierwsze, żeby unasiennić je za jednym zamachem, z jednego transportu nasienia. Po drugie, żeby ewentualne źrebaki urodziły się w jednym czasie. Udało się, chociaż nie idealnie, bo różnica między owulacjami wyniosła kilka godzin. Za to obie dziewczyny owulowały z lewego jajnika. Inna była reakcja na unasiennianie: Urania, jako pierworódka trochę się kręciła i żeby wycelować idealnie do szyjki macicy, trzeba było zastosować tak nielubianą przez nas dutkę. Daglezja na widok pipety zaczęła aż mruczeć i cichutko rżeć z radości. 

W zapładnianiu klaczy brała udział cała rodzina. W końcu to nie lada atrakcja uczestniczyć w "produkcji" tak długo wyczekiwanych źrebaczków. Podawania strzykawek, trzymanie klaczy i opowiadanie im o wspaniałym If du Reverdy, a na deser oglądanie nasienia pod mikroskopem. Oczywiście nie obyło się bez małego wykładu na temat iksów i igreków... W takiej rodzinie nie dało się tego uniknąć. Iksy i igreki tak się spodobały, że jednogłośnie wybrane zostały imiona dla maluchów: Iks i Igrek. 


Teraz przed nami dłuuugie 2 tygodnie oczekiwania na badanie usg... Z niecierpliwością czekamy na pozytywne badanie i na źrebaczki...  






niedziela, 12 kwietnia 2015

Misia - pacjentka bez kawałka szczęki...

Misia ma 9 lat. Jest żywiołową zwariowaną terierką. Pewnego dnia właścicielka zauważyła na dziąśle Misi guzowatą zmianę, sunia zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Badanie histopatologiczne wykazało włókniakomięsaka (fibrosarcoma), złośliwy nowotwór łącznotkankowy. Zdjęcia rtg i badanie kliniczne nie wypadły optymistyczne - zajęta kość i okoliczne tkanki. Na szczęście rtg klatki piersiowej i usg brzucha nie wykazały zmian przerzutowych. Pacjentka zakwalifikowała się do dalszego leczenia.
Do wyboru były dwie opcje operacyjne: okaleczający zabieg usunięcia całej szczęki lub paliatywna częściowa maxillektomia i potem chemioterapia. Właścicielka wybrała druga opcję. Misia została zoperowana przez dr Jacka Ingardena. Pierwsze trzy dni były ciężkie, sunia nie chciała jeść i mimo mocnych leków przeciwbólowych widać było, że cierpi. Czwartego dnia nastąpił przełom i na wizytę kontrolną pacjentka przyjechała w doskonałej formie :)
Tego typu nowotwory mają tendencje do rozrastania się. Leczenie chirurgiczne rzadko prowadzi do całkowitego wyleczenia. Naszym celem w przypadku Misi było usunięcie głównej masy guza. Chemioterapia ma zniszczyć i zahamować pozostałe komórki nowotworowe. Na jak długo? Nie wiemy. Liczymy na długie miesiące... Rokowanie jak w każdym przypadku złośliwego nowotworu jest ostrożne. Ale widok uśmiechniętej od ucha do ucha pacjentki utwierdza nas w słuszności postępowania.





Misia po operacji

Misia na wizycie kontrolnej :) 


sobota, 31 stycznia 2015

Co słychać w kocim świecie ciszy?

Luka ma 3 lata. Jest cudowną białą kotką. Niewielu naszych kocich pacjentów okazuje nam taką sympatię i entuzjazm przy okazji wizyty w THERIOSie ;) Luka łasi się do nas, mruczy, zagląda na półki i miauczy zaczepnie. Ale kocica ma problem z sierścią - prawie całe "podwozie" jest częściowo wyłysiałe. Nie ma zaczerwienienia, ropy, ani pasożytów. Włos wygląda jakby był "przystrzyżony". wszystkie cztery łapki, brzuch, boki ciała i spód ogona. Reszta sierści jest ładna, błyszcząca... O co chodzi?
Na pierwszy rzut oka podejrzewałam problem psychiczny. Ale to tylko podejrzenie. Trzeba było porozmawiać z opiekunami, oglądnąć pacjentkę i wykluczyć inne przyczyny ubytku włosa. I poobserwować. Coś w zachowaniu kotki było nie tak. I głos jakiś taki dziwny, nie taki ostrożny, jak u innych kotów...
- Czy Luka słyszy? - zapytałam. Właściciele zaczęli się zastanawiać

i stwierdzili, że faktycznie, coś z kocicy słuchem jest nie tak.
- A czy pozostałe koty ją lubią? - tu odpowiedź była natychmiastowa. Luki inne koty nie akceptują. Odpędzają ją, dokuczają. Biedula całymi godzinami siedzi w swoim kącie, na półce i głównie zajmuje się... pielęgnacją. I tak od roku...
Problemy skórne zakaźne i pasożytnicze zostały wykluczone. Kotka jest okazem zdrowia tylko taka... nieładna od zewnątrz. Właściciele dostali trudne zadanie: zapewnić kocicy spokój, najlepiej całkowicie odizolować ją od kotów na kilka tygodni. Luka jest w świecie kocim odmieńcem, a koty nie akceptują odmienności. Swoim specyficznym głosem przyciąga uwagę, a dla drapieżnika, jakim jest kot, zbytnie przyciągnięcie uwagi jest niebezpieczne. Więc należy odmieńca wyeliminować. Takie są brutalne prawa przyrody. Na szczęście Luka ma fantastycznych opiekunów, którzy podjęli trud zorganizowania głuchej kotce jej własnego świata ciszy, gdzie nikt nie będzie jej niepokoił... Mam nadzieję, że za kilka tygodni przywiozą pacjentkę porośniętą sierścią i szczęśliwą :D

Więcej o dermatosie psychogennej kotów na stronie PW THERIOS >>>

piątek, 9 stycznia 2015

Bywa i tak... czyli przygoda kota Leona.

Kot Leon jest 9-miesięcznym rudzielcem, który lubi wędrówki po najbliższej okolicy. Pewnego dnia, jakieś 2 tygodnie temu, również wybrał się na wycieczkę w poszukiwaniu przygód. Nie wiadomo, na czym polegała przygoda, która go spotkała. Najważniejsze, że wrócił kulejąc na przednią łapkę. Ale kulawizna powoli zaczęła ustępować, więc wizytę u weterynarza właściciele odłożyli na później. Niestety, na drugiej łapce pojawiła się ropna przetoka. Tym razem w trybie pilnym koci podrostek został zabrany do THERIOSa. Rana została opatrzona, ale utykanie na łapkę nie dawało doktorowi Jackowi spokoju i namówił właścicieli na zdjęcie rtg. Przyczyną okazało się złamanie jednej z kości przedramienia, kości promieniowej. Kość zaczęła się już zrastać, więc zabieg nie był potrzebny. Ale zdziwienie właścicieli było ogromne, bo przecież Leon całkiem dobrze sobie na złamanej łapce radził!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Poświąteczny zawrót głowy z pacjentami...


Poniedziałki po świętach zawsze są pracowite. Nasze zwierzaki jak na złość najgorsze choroby wymyślają akurat w czasie świąt. A do tego wielu właścicieli z wizytą czeka na okres międzyświąteczny, ponieważ mogą wziąć wolne z pracy i zaopiekować się swoim zwierzakiem po planowanym zabiegu. Są też tacy, którzy wybierają się do nas przy okazji świątecznego przyjazdu do rodziny z dalekich miast, czy nawet krajów. Taki też poniedziałek dzisiaj nastał.

Zabiegi były dwa, jeden u naszej stałej pacjentki Fugi, która na szczęście niczego ciekawego nie wymyśliła, tylko niewielkie guzki skórne.

Druga była sunia z pokastracyjnym nietrzymaniem moczu. Wcześniej była konsultowana w Wielkiej Brytanii, ale leczenie nie przyniosło oczekiwanych efektów. Przyjechała do nas na specjalistyczny zabieg podwieszenia pochwy. Problem jest spowodowany zaburzeniem anatomicznym w obrębie jamy brzusznej, do którego czasami dochodzi po zabiegach sterylizacji. Szczególnie narażone są rasy molosowate oraz wyżły weimarskie. Inne rasy rzadko, ale też mogą mieć problemy. Szczególnie rzadko nietrzymanie moczu występuje u kastrowanych samców. Niedawno na kontrole przyjechał Fred, u którego trzeba było operacyjnie podwiesić prostatę. Efekt jest rewelacyjny. Problemy z niekontrolowanym oddawaniem moczu skończyły się jak ręką odjął. Mamy nadzieję, że dzisiejsza operacja też będzie równie skuteczna i poprawi naszej pacjentce komfort życia.


Odwiedzili nas też dzisiaj licznie pacjenci onkologiczni. Była suczka z gruczolako-rakiem ślinianki, był golden z chłoniakiem i zapaleniem trzustki (leczony od sierpnia). Ostatnim moim pacjentem był berneńczyk, również chłoniakowy. Przyjechał na diagnostykę kwalifikującą do chemioterapii. Standardowe badania nie wykazały niczego szczególnego. Ale w trakcie badania usg nie spodobał mi się układ gazów w brzuchu. Występowały jakby punktowo. Zazwyczaj jelita są zgazowane całe i badanie jest utrudnione. Tutaj było inaczej. I jakieś dziwne odbicia i zakłócenia... "Zróbmy jeszcze zdjęcie rtg" zadecydowałam. Nie byłam pewna, czy decyzja jest dobra, czy nie generuję niepotrzebnych kosztów. Ale jak na ekranie monitora pojawiło się zdjęcie już wiadomo było, że hmmm... mamy problem w postaci... zobaczcie sami. 4,5 centymetra metalowej śruby w żołądku. Przypuszczalnie została zjedzona ze śniegiem. Ze względu na stopień zaawansowania chłoniaka nie mogliśmy pozwolić sobie na operacyjne usuwanie ciała obcego. Zostawić też nie za bardzo. Nasz pacjent pojechał "na sygnale" na endoskopię do Wrocławia, do dr Dariusza Niedzielskiego. Jak się uda wyciągnąć śrubę endoskopowo, to za kilka dni będziemy podawać pierwszą chemię... Jak widać badania dodatkowe są potrzebne i jeżeli niczego się nie znajdzie, to tylko trzeba się cieszyć...

Ciało obce (śruba) w żołądku berneńczyka z chłoniakiem.

Operacja podwieszenia pochwy przy pokastracyjnym nietrzymaniu moczu.

Pacjentka po zabiegu już prawie wybudzona.


niedziela, 28 grudnia 2014

Święta, święta...


Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia 
oraz szczęśliwego Nowego Roku
życzymy wszystkim naszym pacjentom 
oraz ich właścicielom :)


p.s. Dziękujemy za cudną świąteczną bombkę właścicielce Drago. 
Dla niego szczególnie dużo zdrowia życzymy :)

środa, 17 grudnia 2014

Publikacje jesienno - zimowe

Miałam nie zanudzać czytelników publikacjami. Dlatego z 4 zrobiłam dwa małe kolaże. Dwa artykuły to tradycyjnie, opisane dla "Weterynarii" przypadki spod mikroskopu. wznowa chłoniaka i rak pęcherza moczowego. Kolejne to ubrane w słowa pisane wykłady dr Jacka Ingardena z tegorocznego, październikowego Kongresu PSLWMZ (czyli w formie rozciągniętej Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt). Jeden dla asystentów (chirurgiczny), drugi dla lekarzy - rozrodowców, na temat onkologii narządu rodnego. Podsumowanie tegorocznych publikacji wypadło całkiem nieźle: 17 publikacji :) Do tego jeszcze 11 kursów i seminariów, a 12, ostatni w 2014 roku, właśnie trwa. I zapowiada się ciekawie, ponieważ w ciągu dwóch dni kursanci przebadali już 14 psów i kotów, w tym wiele z ciekawymi patologiami.

Pełna lista publikacji:
Mai Ingarden >>>
Jacka Ingardena >>>



środa, 3 grudnia 2014

Fotograficznie - onkologicznie...

Dzisiaj w THERIOSie było pracowicie i pod względem klinicznym i fotograficznym. W związku z tym tekstu będzie mało, za to zdjęć sporo:
Po pierwsze: przegląd pogwarancyjny u 10-letniej suni doga kanaryjskiego.Niestety niesterylizowanej. Sunia po serii badań wylądowała na stole operacyjnym. Ogromny guz sutka był spowodowany torbielami na jajnikach. Problemy z chodzeniem: dysplazją bioder i spondylozą.






Po drugie: Cezar. Historia tego psiaka sięga niemal 6 lat wstecz. Jako młody psiak trafił do nas z połamaną miednicą i tylną łapą. Właściciele nie chcieli go leczyć, zrzekli się na rzecz fundacji, która pokryła koszty operacji i znalazła Cezarowi nowy, kochający dom. Niestety problemy naszego bohatera się nie skończyły. W okolicy odbytu pojawił się guz. Miejscowy lekarz usunął go, niestety guz zaczął odrastać. Bez rozpoznania histopatologicznego nie można było podjąć dodatkowych kroków. Dzisiaj Cezar został zoperowany. Na zdjęciach poniżej widać guza przed zabiegiem i tuż po. W związku z dużym zakresem tkanki zajętej nowotworem dr Jacek Ingarden musiał zastosować uszypułowany przeszczep skóry.


 A to jest Karma, 11-latka, u której konieczna była amputacja łapy z powodu złośliwego nowotworu kości. Nasza pacjentka czuje się fantastycznie, już przyzwyczaiła się do biegania na trzech łapach. Ale żeby uzyskany efekt trwał jak najdłużej konieczne jest zastosowanie chemioterapii. Dzisiaj podaliśmy pierwszą dawkę karboplatyny. Na samym końcu filmik dla tych niedowiarków, którzy uważają, że na trzech łapach psy nie potrafią biegać :)


piątek, 28 listopada 2014

Nie zawsze guz oznacza nowotwór...


W naszej pracy spotykamy się z różnymi reakcjami właścicieli na zauważone zmiany. Od ignorowania i bagatelizowania, po skrajną histerię. Największa liczba właścicieli na szczęście mieści się pośrodku statystyk, czyli podchodzą z umiarkowanym stresem i rozsądnie. Zbierają swojego zwierzaka do weterynarza i pokornie przyjmują wszelkie sugestie. Niektórzy po otrzymaniu wstępnego "wyroku" idą do sąsiadki, która w naszym społeczeństwie ma często głos ostateczny. Czasami sąsiadka zaakceptuje decyzje, czasami skrytykuje, a czasem zaproponuje wizytę u specjalisty. Rolę sąsiadki coraz częściej odgrywa internet. Doktor Google zasypuje nas całą górą porad. Od rozsądku czytającego zależy, co z tych porad wyniesie. Niedawno u jednego z pacjentów postawiliśmy podejrzenie dziedzicznej choroby mózgu. "Ale pani doktor" - mówił właściciel - "tutaj tylko część objawów pasuje, niemożliwe, żeby to było to, psy na jutubie dużo gorzej wyglądają i wszystkie mają mniejsze głowy...". Może i tak, ale przy decyzji, czy robić niepotrzebny (ryzykowny) zabieg, czy wcześniej zrobić dodatkowe badanie, które da nam jasny obraz, trzeba postępować rozważnie.

Pacjentką dnia była 2-letnia kocica. Podobno niegrzeczna i niepewna, u nas była wzorem dobrego zachowania. Kotka została jakiś czas temu adoptowana. Pewnego dnia właścicielka zauważyła duży guz na szyi. Guz był niebolesny, w okolicy węzłów chłonnych, kotka czuła się fantastycznie. Jako, że pańcia kocicy jest naszą klientką od wielu lat nie zastanawiając się długo zapakowała kocicę do kontenerka i z drżącym sercem przyjechała do nas z przekonaniem, że guz to na pewno jest nowotwór, tym bardziej, że jak do nas jedzie, to nie może być nic innego. Doktora Google na szczęście pominęła, bo tam częściej roztaczane są wizje katastrofalne, a nie optymistyczne ;) A my jeszcze dołożyliśmy stresu opowiadając o testach białaczkowych, które należy zrobić, bo białaczka w szeroko pojętej okolicy zbiera potężne żniwo...

Na szczęście udało się nam nie wpaść w panikę (a przy wyjątkowych zwierzakach wyjątkowych klientów nie jest to proste...), wzięliśmy trzy głębokie oddechy i zasypaliśmy właścicielkę górą dobrych wieści. Guz okazał się ropniem ślinianki. Test białaczkowy wyszedł ujemny. "Dzisiaj jest dzień dobrych wiadomości" - stwierdziła uśmiechnięta właścicielka.

Jak widać nie zawsze guz jest nowotworem. Ale nie można czekać z decyzją wizyty u weterynarza. Podstawowa zasada to "im wcześniej tym lepiej". Wcześnie wykryte nowotwory są często całkowicie wyleczalne. Wcześnie opracowane ropnie szybciej i lepiej się goją.