Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u psa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u psa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

Na niebiesko...

Dwóch porannych pacjentów w kolorze… niebieskim. Przyszli jednocześnie, szkoda, że nie było możliwości zrobienia im razem zdjęć, bo kolorystycznie dobrani byliby idealnie. Niebieski nr 1 to piękny Brytyjczyk, starszy pan z niewydolnością nerek. Trafił do nas z polecenia naszego kolegi - weterynarza. Kot czuł się źle, wyniki nerkowe rokowały też nie najlepiej (kreatynina 5,15 mg/dl, mocznik 124 mg/dl), do tego niski potas. Zostaliśmy jego ostatnią szansą i… wyrocznią. „Jak uznacie, że nie ma sensu dalsza walka, to trzeba będzie go uśpić”. Nie uśpiliśmy. Po kilku dniach kreatynina spadła o prawie 1, mocznik o 20 i kocisko zaczęło jeść. Elektrolity stabilne. Walka jeszcze się nie skończyła i nie wiemy, czy ją wygramy, ale dobre samopoczucie pacjenta jest najlepszym dowodem, że decyzja była dobra i warto było spróbować


Drugi „niebieski” do nasza stara dobra znajoma Szina. 11 miesięcy temu przyjechała do nas z kostniako-mięsakiem kości (osteosarcoma). Dodatkowym stresem była choroba serca, którą zdiagnozowaliśmy przed zabiegiem. Doktor Jacek Ingarden podjął wyzwanie anestezjologiczno-chirurgiczne i zoperował pacjentkę. Potem przyszedł czas na chemioterapię, którą Szina zniosła bardzo dobrze. Mimo obaw o sprawność po amputacji łapy sunia radzi sobie doskonale. Jest aktywna, bawi się, chętnie spaceruje. Tylko podczas ponadtrzydziestostopniowych upałów nie chciała wychodzić z domu, ale jest to zrozumiałe W najbliższym czasie czeka ją jeszcze jeden zabieg, ale liczymy na kolejne miesiące szczęśliwego życia…  

Tradycyjnie prosimy, ślijcie duuużo dobrych myśli dla tych wyjątkowych "niebieskich" pacjentów!

sobota, 28 marca 2015

Radiologicznie...

 Weterynarz po godzinach się rehabilituje, w związku z tym pacjentów ogląda głównie wirtualnie. A jak już drogi moje i pacjentów się skrzyżują, to połamana ręka uniemożliwia robienie zdjęć... Na szczęście nasz rentgen nie próżnuje i dzięki temu dzisiaj zarzucę czytelników bloga zdjęciami... rentgenowskimi. Zdjęcia w większości pochodzą z piątku 27 marca. Tylko jedno jest wcześniejsze, ale ściśle z piątkiem związane.

  Pacjent nr 1: 3-letni owczarek niemiecki z zerwanym więzadłem kolanowym. Uraz był stary, kilkutygodniowy. U psiaka w dniu wizyty w THERIOSie widoczne były potężne zaniki mięśni w chorej kończynie. Doktor Jacek Ingarden zadecydował o konieczności operacyjnego leczenia, TPLO. Zaprosił do Myślenic naszego zaprzyjaźnionego chirurga, doktora Darka Niedzielskiego z Wrocławia, specjalistę, z którym współpracujemy od ponad 10 lat. Operacja miała miejsce w niedzielę, potem tydzień zabiegów rehabilitacyjnych pod okiem mgr Agnieszki Wojnickiej i w piątek powrót do domu. W dniu wypisania ze szpitala pacjent już zaczynał się na chorej łapce opierać :)

  Pacjent nr 2: 11-letni labrador z przewlekłym kaszlem i odkrztuszaniem krwistej ropy. Podejrzewamy nowotwór płuc... Ale mimo złego rokowania psiak po pierwszej dawce leków czuje się lepiej...

  Pacjent nr 3: 11-letnia kotka. Objawy: nijakie. Osłabienie, apatia, spadek masy ciała, zaburzenia równowagi i zaparcia. Trzy miesiące wcześniej zaparcia. O czym mogą świadczyć zaparcia? Tłumaczenie może było dziwne. Właścicielka słuchała z zainteresowaniem, ale co sobie myślała? Nie wiem. Liczę na wyrozumiałość ;) Tłumaczyłam, że z naszych obserwacji zaparcie świadczy, że kot jest... chory. Chore mogą być jelita, wątroba, serce, pęcherz moczowy, gardło, trzustka... W zasadzie to niewiele nam ten objaw mówi poza tym, że kot jest... chory. I naszym zadaniem jest znalezienie przyczyny. Jakaś przyczyna jest, to pewne. Ale niekoniecznie trzeba jej szukać w okolicach jelit grubych. Diagnostyka nawet nas zaskoczyła; przyczyną zaparć i spadku masy ciała okazał się... kręgosłup. Potężne zmiany zwyrodnieniowe i nadwichnięcie. Kotka chudła, bo musiało ją boleć. A zaparcie? No cóż, kolejny raz potwierdziła się nasza teoria...


  Pacjent nr 4 to zdrowa klinicznie sunia w typie amstafa. Kolejny sympatyczny i grzeczny amstaf wśród naszych pacjentów :) Przyjechała na konsultację guzków sutka i badania przed ewentualnym zabiegiem. Rutynowo wykonaliśmy zdjęcie klatki piersiowej. Zmian przerzutowych nie znaleźliśmy, ale idealnie nie jest. Poza zmianami poinfekcyjnymi (sunia została 3 miesiące temu adoptowana ze schroniska) mamy na zdjęciu spondylozę i powiększone serce. Przed zabiegiem konieczne będzie zrobienie dodatkowych badań kardiologicznych i bezwzględnie wskazana jest bezpieczniejsza narkoza wziewna.  




czwartek, 12 marca 2015

Opinia właściciela - o leczeniu chłoniaka :)

Wirtualnie też pomagamy :) Oto mail od właścicielki Gucia, który żyje i ma się dobrze. Na odległość też da się leczyć... Dziękuję za miłe słowa :) 

"Witam Pani Maju! Już dużo minęło od czasu naszej ostatniej korespondencji, ale ja ciągle pamiętam, ze to Pani była osobą na drodze leczenia mojego Gucia, dzięki której on jeszcze z nami jest. Wszyscy weterynarze mówili, że leczenie chemioterapią to uśmiercanie psa... I już mieliśmy się poddać i nagle trafiłam na Pani stronę. Pani swoją działalnością i dobrymi radami pchnęła nas w dobrym kierunku. Gucio ciągle jest leczony pod czujnym okiem dr Gugały i ma się świetnie. Czuje się wręcz wyśmienicie, a muszę podkreślić, że przed kuracją chemioterapią był w bardzo złym stanie. Dla mnie to duży sukces, że jest z nami w tak dobrej kondycji, bo nic nie zapowiadało takiego obrotu zdarzeń dlatego uważam, że należą się Pani jeszcze raz podziękowania - więc DZIĘKUJEMY.   

PS w załączniku przesyłam zdjęcia rozpieszczanego przez nas stale Gucia. 
PS 2 gdyby ktoś zapytał mnie czy leczyć chemioterapią moja odpowiedź byłaby TAK ! ZDECYDOWANIE! 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego Pani i zwierzakom, które mają szczęście się z Panią spotkać.
Sarah" 



Mail i zdjęcia opublikowane za zgodą właścicielki. 
Fot. z archiwum właścicieli Gucia. 

środa, 17 grudnia 2014

Publikacje jesienno - zimowe

Miałam nie zanudzać czytelników publikacjami. Dlatego z 4 zrobiłam dwa małe kolaże. Dwa artykuły to tradycyjnie, opisane dla "Weterynarii" przypadki spod mikroskopu. wznowa chłoniaka i rak pęcherza moczowego. Kolejne to ubrane w słowa pisane wykłady dr Jacka Ingardena z tegorocznego, październikowego Kongresu PSLWMZ (czyli w formie rozciągniętej Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt). Jeden dla asystentów (chirurgiczny), drugi dla lekarzy - rozrodowców, na temat onkologii narządu rodnego. Podsumowanie tegorocznych publikacji wypadło całkiem nieźle: 17 publikacji :) Do tego jeszcze 11 kursów i seminariów, a 12, ostatni w 2014 roku, właśnie trwa. I zapowiada się ciekawie, ponieważ w ciągu dwóch dni kursanci przebadali już 14 psów i kotów, w tym wiele z ciekawymi patologiami.

Pełna lista publikacji:
Mai Ingarden >>>
Jacka Ingardena >>>



niedziela, 12 października 2014

O psie Świętego Mikołaja...

Jak myślicie, jakiej rasy psa ma Święty Mikołaj? Oczywiście... gończego polskiego ;) Wspomniany Święty jest naszą rodziną przez psy, a do tego Chrzestnym Ojcem naszej córki Julki. Od wielu lat przyjeżdża 6 grudnia do myślenickiego Przedszkola nr 5  i przy wtórze góralskich przyśpiewek rozdaje przedszkolakom prezenty.

A jak to z wieloma Świętymi bywa, ten też miewa "pod górkę", czyli prawa Murphy'ego obowiązują go w pierwszej kolejności. Nasz Święty jest znawcą i miłośnikiem pięknej polskiej rasy psów myśliwskich, gończego polskiego. Wiele lat czekał na swoje wymarzone szczenięta. I zawsze było... pod górkę. W tym roku postanowił, że Słonka dostaje ostatnia szansę. Szczeniaki muszą się urodzić nawet, jakby świat miał się zawalić. Najpierw zaginęły papiery hodowlane. Potem okres płodny zbiegł się z urlopem. Kilka dni przed porodem eksplodował silnik w samochodzie. A na końcu termin porodu wypadł dokładnie w czasie Chrztu Św. najmłodszej wnuczki Świętego. Ale Święty uparł się, że skoro tak wiele kłód przeskoczył, to co tam, z tą też sobie poradzi. Za szczeniaki współwinę ponoszą Ingardenowie, to teraz niech też się wykażą.

Liczymy szczeniaki...
I tak zaczęła się kolejna nasza "gończa" przygoda. Niby gończe zdradziłam, ale jakoś uwolnić się od nich nie mogę ;) Słonka urodziła w sobotę trzy dorodne szczeniaki, dwa pieski i suczkę. Wiedzieliśmy, że na swoją kolej czeka jeszcze jeden maluch. Ale jak w drogach rodnych pojawiła się zielona wydzielina, trzeba było podjąć szybką decyzję o cesarskim cięciu. W sobotę wieczorem trudno było zorganizować zespół operacyjny. Do operacji doktor Jacek i doktor Maja, ale kto do szczeniaków i "brudnej roboty"? Wykorzystaliśmy młode łapki naszych córek. Obie już nie raz pomagały przy porodach, więc doświadczenie mają. Ostatni szczeniak wyglądał nieszczególnie dobrze: cały zatopiony w zielonej mazi, siny, bez żadnych oznak życia, płuca wręcz zalane śluzem. Ale walkę zawsze należy podjąć. Już po kilku minutach nasz "wymoczek" zaczął piszczeć i domagać się pierwszego jedzenia.

Poród zakończył się pełnym sukcesem: wszystkie szczenięta żywe, dwie dziewczynki i dwóch chłopaków. Już prawie 24 godziny są z nami. Żywotne, wiecznie głodne, a d tego pod opieką troskliwej mamy - Słonki.
A Święty Mikołaj już nie może się doczekać kiedy zobaczy te swoje wymarzone maluchy :)


dr Maja bada Słonke.

Masowanie brzuszka.

Cesarskie cięcie.

Młoda akuszerka :) 

Już po wszystkim... Mama z czwórką szczeniąt odpoczywa.

Ostatnia, uratowana suczka :)