Tym razem naszymi słuchaczami były pierwszaki ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Myślenicach. Wspaniała klasa 1b z ich równie wspaniałą wychowawczynią, panią Gabrysią. Dostałam zadanie opowiedzenia o pracy weterynarza. Ale jak tu w ciągu 45 minut opowiedzieć o czymś, czym się zajmuję od dwudziestu lat? Pomyślałam, że wezmę największego pluszaka, jakiego znajdę w domu, torbę ratowniczą, a potem jakoś to będzie. Mistrzowie improwizacji dadzą radę. Pluszakiem okazała się julkowa małpa, trofeum z Biegu Katorżnika sprzed lat. Pomogła mi bardzo, bo była nie tylko sympatycznym towarzyszem spotkania, ale też obiektem dziecięcych ćwiczeń ratowniczych. W trakcie zabawy skaleczyła się w łapę i mali adepci sztuki weterynaryjnej musieli opatrzyć zranienie. Siedmiolatkowie wykazali się talentem i w ciągu kilku minut łapa naszego małpiszona została zabezpieczona.
...czyli rzecz o codziennym życiu lekarza weterynarii. Trochę o pracy, trochę o pasjach, trochę o rodzinie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek ingarden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jacek ingarden. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 listopada 2019
Za wcześnie na naukę?
Jednym z naszych zadań, jako weterynarzy, jest edukowanie. A kiedy jest najlepszy czas ta taką edukację? Niektórzy twierdzą, że o poważnych sprawach można rozmawiać z dorosłymi, albo przynajmniej z nastolatkami. ABSOLUTNIE SIĘ Z TYM NIE ZGADZAM! Może o poważnych sprawach NAJŁATWIEJ rozmawiać z dorosłymi. Ale na pewno najlepszym rozmówcą jest dziecko. Bywa, że NAJTRUDNIEJSZYM. Bo pytania dzieci są spontaniczne, a przez to bywają niezłą gimnastyką dla nawet najmądrzejszych głów. W jaki sposób naukowiec, czy profesor ma przekazać dziecku swoją wiedzę w taki sposób, żeby zrozumiało? Znam takich, którzy są w tym mistrzami. Potrafią obudzić w sobie dziecko i popatrzeć na świat oczami kilkulatka. Niestety, im ktoś jest mądrzejszy, tym jest to trudniejsze.
Na szczęście nasze ingardenowe weterynaryjne głowy nie są głowami geniuszy nauki, tylko przede wszystkim zajmujemy się leczeniem zwierzaków. Właścicielami naszych pacjentów są często lekarze, czy wielcy naukowcy z różnych dziedzin, ale przeciętny klient, który przyprowadza swojego zwierzaka nie jest specjalistą w dziedzinie medycyny, czy weterynarii. I trzeba przeprowadzić go przez wszystkie meandry procesu diagnostycznego i potem przedstawić problem i opcje leczenia. W centrum oczywiście jest pacjent, ale to nie pacjent podejmuje decyzje, tylko jego pan lub pani. Dzięki temu, że dużo rozmawiamy z naszymi klientami, łatwiej jest nam przekazywać wiedzę weterynaryjną przy okazji różnych pogadanek - od przedszkolaków, po wiekowych seniorów, od studentów weterynarii, po więźniów w zakładach karnych.
Tym razem naszymi słuchaczami były pierwszaki ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Myślenicach. Wspaniała klasa 1b z ich równie wspaniałą wychowawczynią, panią Gabrysią. Dostałam zadanie opowiedzenia o pracy weterynarza. Ale jak tu w ciągu 45 minut opowiedzieć o czymś, czym się zajmuję od dwudziestu lat? Pomyślałam, że wezmę największego pluszaka, jakiego znajdę w domu, torbę ratowniczą, a potem jakoś to będzie. Mistrzowie improwizacji dadzą radę. Pluszakiem okazała się julkowa małpa, trofeum z Biegu Katorżnika sprzed lat. Pomogła mi bardzo, bo była nie tylko sympatycznym towarzyszem spotkania, ale też obiektem dziecięcych ćwiczeń ratowniczych. W trakcie zabawy skaleczyła się w łapę i mali adepci sztuki weterynaryjnej musieli opatrzyć zranienie. Siedmiolatkowie wykazali się talentem i w ciągu kilku minut łapa naszego małpiszona została zabezpieczona.
Resztę spotkania w zasadzie poprowadziły pierwszaki. Poruszali interesujące ich tematy, które wystarczyło rozwinąć. Jakże łatwiej się z nimi dyskutowało w porównaniu do gimnazjalistów, czy licealistów. Większość dzieci miała jakieś swoje przygody z psami i kotami, a jak nie ze zwierzakami, to ze zdrowiem swoim lub swoich kolegów. Ja oczywiście pochwaliłam się moją kilkunastocentymetrową blizną na łokciu, tym bardziej, że jej współtwórcą okazał się tata jednej z uczennic ;) Wymienienie podstawowych specjalizacji lekarskich nie było większym problemem dla moich siedmiolatków. A to wszystko w nawiązaniu do medycyny "nieludzkiej", czyli weterynaryjnej.
Już teraz umówiliśmy się na kolejne spotkanie - tym razem na temat prawidłowych zachowań przy psach, które poprowadzi nasza zoopsycholog - Magda Kornaś. Z takimi słuchaczami zajęcia są prawdziwą przyjemnością <3
Tym razem naszymi słuchaczami były pierwszaki ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Myślenicach. Wspaniała klasa 1b z ich równie wspaniałą wychowawczynią, panią Gabrysią. Dostałam zadanie opowiedzenia o pracy weterynarza. Ale jak tu w ciągu 45 minut opowiedzieć o czymś, czym się zajmuję od dwudziestu lat? Pomyślałam, że wezmę największego pluszaka, jakiego znajdę w domu, torbę ratowniczą, a potem jakoś to będzie. Mistrzowie improwizacji dadzą radę. Pluszakiem okazała się julkowa małpa, trofeum z Biegu Katorżnika sprzed lat. Pomogła mi bardzo, bo była nie tylko sympatycznym towarzyszem spotkania, ale też obiektem dziecięcych ćwiczeń ratowniczych. W trakcie zabawy skaleczyła się w łapę i mali adepci sztuki weterynaryjnej musieli opatrzyć zranienie. Siedmiolatkowie wykazali się talentem i w ciągu kilku minut łapa naszego małpiszona została zabezpieczona.
środa, 15 marca 2017
BILBO i jego woreczek…
Bilbo jest 10-letnim berneńczykiem,
typowym przedstawicielem swojej rasy: sympatyczny, ufny i nieco
opieszały. I jak każdy berneńczyk nie oszczędza swoich
właścicieli pod kątem swojego zdrowia. Historia naszego pacjenta
jest niezwykle ciekawa:
- 3x skręt żołądka
- gastropeksja (czyli ufiksowanie
żołądka do ściany brzucha)
- krwiak i skręt śledziony zakończony
usunięciem śledziony
- niewydolność wątroby.
Do nas trafił z podejrzeniem guza
wątroby – do diagnostyki, a tak naprawdę po wyrok… Właściciel
spodziewał się najgorszego, ale przed podjęciem ostatecznej
decyzji chciał jeszcze zasięgnąć opinii onkologa.
W dniu wizyty Bilbo nie czuł się
najlepiej. Błony śluzowe były bladoróżowe, a brzuch silnie
napięty, bolesny i bardzo powiększony.
Usg niewiele wykazało, ponieważ w
badaniu przeszkadzał dziwnie układający się gaz. Widoczny był
wprawdzie guzowaty hipoechogeniczny twór, ale badanie było
niejednoznaczne. Uzupełnieniem było zdjęcie rtg klatki piersiowej
i brzucha. Przerzutów nie było, guz w brzuchu wielkości dużej
pięści wywodzący się przypuszczalnie wątroby był wyraźnie
widoczny, a do tego była… kupa. Przeładowane kałem jelita
wypełniały cały brzuch.
Sposobem znanego Wojaka Szwejka
zaczęliśmy od… lewatywy. Drugi krok to operacja. Bardziej
diagnostyczna, ale z nastawieniem, że trzeba będzie usunąć
fragment wątroby.
Po nacięciu brzucha pierwsze, co
usłyszeliśmy to syk. Jak z pękniętego olbrzymiego balona. Brzuch
był wypełniony… wolnym powietrzem. Z guz okazał się ogromnym,
atonicznym woreczkiem żółciowym, wypełnionym zielonkawą
galaretą. Bilbo musiał pożegnać się z prywatnym magazynem żółci i
jednym płatem zmienionej wątroby, które do towarzystwa dostały
guzek skórny z kufy. Okres pooperacyjny przebiegł bardzo dobrze.
Teraz nasz berniś prowadzi spokojne
życie emeryta – dostaje od czasu do czasu garść tabletek i
pewnie niebawem pokaże się na kontroli. A właściciel odetchnął
z ulgą podwójnie, bo po pierwsze: jego przyjaciel żyje, a po
drugie: w wątrobie nie było nowotworu, tylko masywne zapalenie,
które spowodowało całą kaskadę groźnych zmian.
Życzymy Bilbo kolejnych szczęśliwych
lat!
piątek, 27 stycznia 2017
Pierwsze takie szkolenie w Polsce!!! Chemioterapia w praktyce.
Pierwsza część szkolenia odbyła
się 13 i 14 stycznia 2017 roku. Zebrał się komplet uczestników.
Grupa mała, ale ze względu na charakter pracy z pacjentami
onkologicznymi i potężna dawkę wiedzy, którą należy przekazać,
zadecydowaliśmy jak organizatorzy, że większej liczby uczestników
nie przyjmiemy. Co ciekawe, większość osób to nasi wcześniejsi
kursanci, więc grupa zebrała się sama, bez żadnych reklam i
ogłoszeń.
W piątek doktor Maja Ingarden
wygłosiła trzy wykłady na temat zasad chemioterapii, kwalifikacji
pacjenta oraz przedstawiła podstawowe informacje o dostępnych i
stosowanych w PW THERIOS lekach onkologicznych. Zaprezentowany został
używany w THERIOSie sprzęt i preparaty onkologiczne. Popołudnie
minęło pod znakiem praktycznej chirurgii i elektrochemioterapii.
Pacjetką była Abi, goldenka z włókniako-mięsakiem. Zabiegi i
prezentację przeprowadzał doktor Jacek Ingarden.
Popołudniu pracująca w THERIOSie mgr Karolina Kwaśnica przedstawiła wykład na temat roli diety u
pacjentów onkologicznych, a pierwszy etap szkolenia zamknął doktor
Jacek wykładem na temat podstaw chirurgii w onkologii
weterynaryjnej.
Teraz czeka kursantów jeszcze drugi
etap szkolenia – praktyczne zastosowanie nabytej wiedzy w trakcie
5-dniowego stażu klinicznego. Przebieg dla każdego będzie inny, bo
będzie zależał od pacjentów, którzy w danym tygodniu odwiedzą
naszą przychodnię. Jednak niewątpliwie będą to ciekawe
doświadczenia, bo większość pacjentów PW THERIOS to przypadki
trudne i bardzo trudne, a lekarze tu pracujący zawsze chętnie
dzielą się swoją wiedzą ze swoimi kolegami po fachu :D
środa, 18 stycznia 2017
Czy skręt żołądka jest groźny? Historia Nestora.
Nestor jest 12-letnim wyżłem
niemieckim. Mieszka w ogrodzie, a w chłodniejsze dni nocuje w
ogrzewanym garażu. Jest szczęśliwym przedstawicielem swojej rasy.
Rozpieszczany przez właścicieli, którzy dogadzają mu różnymi
przysmakami. Pewnego dnia postanowili wypróbować nową karmę.
Nestor dostał swoją codzienną porcję jedzenia, wzbogaconą nowymi
chrupkami. Zjadł i poszedł spać. Rano właściciel wypuścił psa
do ogrodu, ale jakiś mu się Nestor wydał dziwny. Bez życia, z
dużym brzuchem. A do tego na ziemi widać było liczne pieniste
ślady, jakby wymioty bez wymiotów. Po konsultacji z lekarzem
weterynarii postanowił przyjechać do THERIOSa.
Już po rozmowie telefonicznej
podejrzewaliśmy skręt żołądka, więc potrzebny sprzęt już
czekał w pogotowiu. Na pierwszy rzut oka widać było, że sytuacja
jest poważna. Przyspieszony oddech, galopujące tętno, wydłużony
czas kapilarny, a do tego twardy jak kamień, powiększony brzuch.
Potem nieudana próba założenia sondy do żołądka, szybkie
zdjęcie rtg, morfologia i decyzja: trzeba otwierać. W ryzyku, bo
stary, trwający kilka godzin skręt żołądka zawsze jest
zagrożeniem życia. Właściciel – lekarz ludzki doskonale
rozumiał powagę sytuacji.
Żołądek wypełniał całą jamę
brzuszną i był tak mocno wypełniony gazem i jedzeniem, że nie
było możliwości odkręcenia i upuszczenia zawartości przez sondę.
Konieczne było nacięcie ściany żołądka. Dopiero potem doktor
Jacek umieścił żołądek we właściwej pozycji i dodatkowo
przymocował go do ściany brzucha. Niestety, ściana była wyraźnie
zmieniona. Po intensywnych kroplówkach zaczęła powoli wracać do
stanu prawidłowego, ale dopiero czas pokaże, czy uda się
całkowicie zregenerować krążenie.
Po operacji Nestor szybko się
wybudził, a pod wieczór nawet sam wyszedł na spacer. Widać, że
staruszek ma wielką wolę życia. Pierwszy etap leczenia ma za sobą.
Teraz przed nim kilka decydujących dni...
Komentarz lekarza weterynarii:
Skręt żołądka jest niezwykle groźną
chorobą dużych psów. Przyczyny mogą być różne, ale najczęściej
jest to zbyt intensywny ruch po dużym posiłku lub zmiana karmy. Są
różne teorie na temat wyżej lub niżej umieszczonych misek, ale ja
osobiście nie widzę żadnego związku wysokości misek z
występowaniem skrętów. Większość przypadków skrętów, które trafiły do THERIOSa to zbyt
szybkie wprowadzenie nowej karmy lub właśnie nadmierna aktywność,
dotycząca szczególnie psów, które na co dzień nie są zbyt
aktywne.
Przy ratowaniu psów ze skrętem
kluczowy jest czas. Największa przeżywalność jest u psów
operowanych do 2 godzin od przemieszczenia żołądka. Nieźle
wygląda sytuacja do 4 godzin. Gdy skręt nastąpił przed ponad
czterema godzinami, to szanse na przeżycie gwałtownie spadają.
Jak rozpoznać skręt żołądka?
Pies
staje się początkowo niespokojny, próbuje zwymiotować, ale udaje
mu się wyrzucić z siebie tylko pienistą ślinę. Są to tak zwane
„puste wymioty”. Dodatkowo rzuca się w oczy powiększony brzuch.
Najczęściej zdarza się, że najpierw dochodzi do rozszerzenia
żołądka, a dopiero później do skrętu. Jednak przy samym
rozszerzeniu możliwe jest założenie sondy i upuszczenie
zalegającej karmy i gazu. Do żołądka skręconego nie jesteśmy w
stanie wprowadzić sondy, przez co fermentacja karmy postępuje, gazu
jest coraz więcej, a do tego zaczynają namnażać się bakterie,
które przez uszkodzoną, napiętą do granic możliwości ścianę
dostają się do krwi i zatruwają cały organizm.
Jak pomóc psu z podejrzeniem skrętu?
Jedyna możliwość uratowania psa ze
skrętem żołądka to JAK NAJSZYBSZA WIZYTA U LEKARZA WETERYNARII!!!
Żołądek w miarę możliwości trzeba odbarczyć (sonda lub
nakłucie ściany), potem podstawowe badania i operacja. Odkręcony
żołądek chirurg przymocowuje do ściany brzucha w celu
zapobiegania ponownemu przemieszczeniu. Zabieg ten nazywany jest gastropeksją. Dla pacjentów, którzy
pomyślnie przeżyli operację ważna jest dalsza opieka i leczenie:
ciągle są to pacjenci wysokiego ryzyka, wymagający intensywnej
opieki lekarskiej.
Pamiętaj! Jeżeli u swojego psa
podejrzewasz skręt żołądka, to przez wyjazdem zadzwoń do
lekarza, żeby był przygotowany do działania. Czasami wystarczy
przygotować sprzęt, a czasem konieczne jest zorganizowanie zespołu
do pomocy, bo w pojedynkę ratowanie psów ze skrętem żołądka
jest niemożliwe!
niedziela, 15 stycznia 2017
O tym, jak weterynarz został górnikiem w Kopalni Soli ;)
Weterynarz na ogół zajmuje się
leczeniem kudłatych milusińskich. Ale czasem w ramach różnych
pomysłów zbiera też inne doświadczenia. Tym razem inspiracją
była wizyta gości z Francji – Asi i Thibaulta, czyli [Cibo].
Poprzestaniemy na [Cibo], bo imię pisane w pięknym, aczkolwiek
trudnym dla przeciętnego Polaka języku zupełnie nie odpowiada
rzeczywistości, czyli imieniu słyszanemu. Goście zapragnęli
zwiedzić kopalnię soli w Wieliczce. Zaglądnęłam na stronę i
poczułam pewien niedosyt. Trasa turystyczna wydaje się ciekawa, ale
jakoś tak trochę tchnie nudą. Szukam dalej – mój wzrok
przyciągnęła trasa górnicza. Zaglądam i widzę stadko
uśmiechniętych szarych ludków w pomarańczowych hełmach. Taaak,
to wygląda znacznie lepiej. Aktywne zwiedzanie, niezapomniana
przygoda, fascynujące spotkanie z górniczymi tradycjami i
obrzędami. Jedziemy!
Wszystkim, których ciągnie do
Wieliczki, polecam zwiedzanie aktywne, czyli trasę górniczą w szybie Regis <3
czwartek, 10 listopada 2016
Ptyś
O cudownym Ptysiu było już w poprzednim poście. Tym razem tylko załącznik: Ptyś-który-kocha-wszystko-co-żyje, a szczególnie jedzenie, popisuje się na stole w gabinecie. Co ciekawe, do zejścia na ziemię też trzeba go było namawiać. Ustawiliśmy krzesło, obiecaliśmy nagrodę (ulubione ciasteczko czekoladowe) i dopiero wtedy jaśnie pan zszedł na ziemię.
Główny bohater: Ptyś
Drugi plan: Agnieszka
Filmik pojawił się na stronie dzięki Adamowi :)
Główny bohater: Ptyś
Drugi plan: Agnieszka
Filmik pojawił się na stronie dzięki Adamowi :)
Etykiety:
dobry weterynarz w myślenicach,
golden retriever,
jacek ingarden,
klinika dla zwierząt,
maja Ingarden,
mastocytoma,
onkolog psów,
ptyś,
Therios Przychodnia Weterynaryjna
Lokalizacja:
Myślenice, Polska
środa, 2 listopada 2016
I znowu cesarka...
Cesarskie cięcia u naszych pacjentów
zawsze są dla nas, lekarzy i techników z Przychodni WeterynaryjnejTHERIOS, ogromnym przeżyciem. Z jednej strony ogromna
odpowiedzialność, żeby wybrać najlepszy moment operacji. Z
drugiej – powitanie nowego życia. Czasem trzeba walczyć, bo
maluszki mają problem ze złapaniem pierwszego oddechu, a czasami
wyzwaniem jest utrzymanie rozłażących się małych kulek w jednym
miejscu. Niektóre już po 15 minutach od opuszczenia bezpiecznej
macicy wybierają się na zwiedzanie okolicy!
Pacjentka sprzed kilku dni jest mopsem.
To już trzeci poród tej dzielnej psiej mamy. Pierwsze dwa
przebiegły bez powikłań, ale ze względu na stratę dwóch
szczeniąt i niezbyt dobrą kondycję w obecnej ciąży właściciele
zadecydowali cesarskim cięciu. „Proszę ciąć jak najszybciej”
- naciskali. Ale doktor Jacek cierpliwie tłumaczył, że jeszcze
jest czas. Bo nie chodzi tylko o to, żeby zrobić zabieg, ale żeby
zapewnić maksimum bezpieczeństwa matce i szczeniaczkom. Codzienne
badania hormonalne i częste kontrole usg trochę zestresowanych
właścicieli irytowały, ale na szczęście dali się przekonać, że
należy wziąć trzy głębokie oddechy i uzbroić się w
cierpliwość. Sunia była gruba jak balon, ledwo się ruszała i
odmawiała jedzenia. W końcu doktor stwierdził: „tniemy!”.
Cały personel THERIOSa włączył się
w przygotowania. Bo operacja to jedno, a drugie to opieka nad
noworodkami. Do pomocy od razu zgłosili się nasi praktykanci z
Czech, dla których taka operacja to nie lada gratka. Każdy może
się wykazać, bo też każda para rąk się przydaje do masowania
maluszków.
Operacja przebiegła bez powikłań.
Niestety po zabiegu trzeba było usunąć atoniczną macicę.
Przypuszczalnie zbyt silne jej wypełnienie było przyczyną złego
samopoczucia suni pod koniec ciąży. Decyzja o cesarskim cięciu z
wyboru była jak najbardziej słuszna.
Ale wróćmy do naszych małych
mopsików. Wspólnymi siłami urodziliśmy piękną szósteczkę
maluchów: trzy dziewczyny i trzech chłopaków. Wszystkie bardzo
żywotne, z grupy tych uciekających i awanturujących się. Po
pierwszym rozmasowaniu i odśluzowaniu zostały zważone i oznaczone
kolorowymi wstążeczkami. Po wybudzeniu mopsiej mamy cała rodzina
przejęta pojechała do domu. Kilka dni później dostaliśmy
informację, że całe towarzystwo czuje się znakomicie :)
wtorek, 18 października 2016
Październikowy kurs usg
Pierwszy kurs ultrasonograficzny
zorganizowaliśmy w 2003 roku. Ta edycja była... 48, słownie
CZTERDZIESTA ÓSMA!!! Przyszłoroczny kurs będzie jubileuszowy.
Przez ponad 10 lat organizacji nasze warsztaty ewoluują. Początkowo
były dwudniowe. Pierwszy z dr Siembiedą, kilka kolejnych z dr
Atamaniukiem. Po kilku latach zbierania doświadczeń i intensywnych
szkoleń podjęliśmy trud samodzielnego prowadzenia. Głównym
instruktorem jest dr Jacek Ingarden. Pomocą służą też inni
pracownicy Przychodni Weterynaryjnej THERIOS. Ze względu na
wszechstronność kursów (tak naprawdę są to kursy kliniczne,
gdzie każdy pacjent ma swoją historię zdrowotną) zadecydowaliśmy
o wydłużeniu kursu do 5 dni. Uczestnicy badają po 30-40 pacjentów,
do dyspozycji mają nowoczesne ultrasonografy. Mogą uczestniczyć w
zabiegach, mają też wgląd do wszystkich badań dodatkowych, które
były i są na bieżąco wykonywane. Dzięki klinicznemu charakterowi
naszych szkoleń każdy z nich jest inny, niepowtarzalny. Za każdym
razem zestaw pacjentów jest niespodzianką.
Uzupełnieniem praktyki jest teoria.
Praktyczna teoria. Przez te wszystkie lata stopniowo ograniczaliśmy
teorię „teoretyczną”, czyli zasadę działania aparatów, czy
całą masę fizyki, którą każdy weterynarz wynosi ze szkoły.
Nasi kursanci uczą się praktycznej pracy ze sprzętem i z
pacjentami. I jest oczywiście czas na koncert życzeń :) Ulubionym
narządem kursantów są nadnercza i trzustka. Obecnie dostępny
sprzęt daje możliwość szczegółowego badania nawet „trudnych”
narządów... Są też biopsje cienko- i gruboigłowe. Szczęściarze
uczestniczą w pobieraniu bioptatów od żywych pacjentów, a na
pewno wszyscy ćwiczą na zakupionych w sklepach spożywczych
narządach i owocach (ulubione oliwki widać na zdjęciu!).
Ten kurs również obfitował w
rozmaite ciekawe przypadki. Wśród 38 przebadanych pacjentów
znalazła się grupa pacjentów onkologicznych, m.in. pies z
chłoniakiem, z nowotworem jądra, z guzem nadnerczy, czy 17-letnia
kotka z rozległymi przerzutami do jamy brzusznej. Jak zwykle
przyjechało też trochę pacjentów rozrodowych, u których kursanci
rozpoznali w dwóch przypadkach torbiele jajników, u jednej
pacjentki początkowe stadium ropomacicza oraz zapalenie kikuta
macicy. Potwierdzone zostały dwie ciąże mnogie – u pekińczyka i
posokowca. Szeroko pojętych pacjentów internistycznych
reprezentowały m.in. zwierzaki z zapaleniem trzustki, niewydolnością
wątroby, przewlekłą niewydolnością nerek, atonią pęcherza
moczowego. I oczywiście grupa szczęśliwych, zdrowych pacjentów,
którzy są stałymi bywalcami naszych kursów (jak trzy berneńczyki
ze zdjęcia) :)
Kursantki na końcu kursu wyglądały
na bardzo zadowolone, co udokumentowały w naszej ankiecie przyznając
kursowi ultrasonograficznemu w THERIOSie wysoką liczbę punktów
w każdej kategorii :)
Więcej informacji o kursach organizowanych w PW THERIOS znajdziesz TUTAJ >>>
Więcej informacji o kursach organizowanych w PW THERIOS znajdziesz TUTAJ >>>
Etykiety:
biopsja cienkoigłowa,
dobry weterynarz,
guz jądra u psa,
jacek ingarden,
Kraków,
kurs usg psów i kotów,
Myślenice,
niepłodność,
onkolog psów,
ropomacicze,
Therios Przychodnia Weterynaryjna,
usg
Lokalizacja:
Myślenice, Polska
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Leo uratowany
Dla wszystkich fanów kociaka Leona filmik z pierwszego pooperacyjnego posiłku naszego pacjenta. Entuzjazm mówi sam za siebie: LEON ZOSTAŁ URATOWANY <3
Historię Leona przeczytasz TUTAJ >>>
Historię Leona przeczytasz TUTAJ >>>
Etykiety:
jacek ingarden,
klinika dla zwierząt,
Kraków,
maine coon,
maja Ingarden,
małopolska,
Myślenice,
najlepszy weterynarz,
resekcja jelita,
Therios Przychodnia Weterynaryjna,
wgłobienie jelita,
wziewka u kota
Lokalizacja:
Myślenice, Polska
piątek, 29 lipca 2016
Niebezpieczna przygoda Leo
Leo ma niespełna 5 miesięcy. Do
niedzieli był radosnym, beztroskim kociakiem. W niedzielę rozpoczął
się jego feralny tydzień. Właścicielka zauważyła wymioty i
wybrała się do pobliskiej lecznicy weterynaryjnej. Kociak dostał
leki i kroplówkę. Niestety, poprawy nie było. Wykonane zostało
usg, podobno wszystko było w najlepszym porządku. Kociak jednak
czuł się coraz gorzej – był słaby, nie interesował się
otoczeniem i szybko tracił masę ciała. Do nas trafił z
wystającymi żebrami i kręgosłupem, wyglądający jak zlepek
nieszczęść, a do tego pachniał jak... szambo. Wspólnie z
właścicielami podjęliśmy decyzję: robimy badania, nawadniamy i
operujemy.
Operacja ze względu na zły stan
naszego pacjenta była wykonywana w ryzyku, jednak nie było wyjścia.
Decyzja okazała się słuszna – jelito czcze Leona okazało się
wgłobione, czyli wsunięte w dalszy odcinek jelita i zaklinowane, a
jego spora część była objęta martwicą. Doktor Jacek usunął
purpurowo-czarny fragment i zszył oba końce.
Noc minęła spokojnie. Kociak
początkowo nie reagował na kontrolne badania. Dopiero około 4 nad
ranem po raz pierwszy wykazał objawy buntu przeciwko pomiarowi
temperatury. Następnego dnia dostał pierwszych kilka kropli wody,
którą chętnie wypił. Jutro czeka go pierwszy płynny posiłek.
Jak jelita podejmą pracę, w sobotę wróci do domu.
niedziela, 10 lipca 2016
Ciekawi pacjenci PW THERIOS ostatnich dni w zdjęciach rtg
Sesja fotograficzna za nami, ale
pacjenci „fotograficzni inaczej” tłumnie odwiedzają Przychodnię Weterynaryjną THERIOS. Zdjęcia rentgenowskie, bo o nich mowa, są
jedną z metod diagnostycznych „pierwszego rzutu”. Zmiany kostne,
guzy, nieprawidłowy kształt i rozmieszczenie narządów, czy ciała
obce, to tylko niewielki wycinek zastosowania rentgenodiagnostyki w
weterynarii. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie ułożenie pacjenta,
dobranie odpowiednich parametrów naświetlenia, a następnie końcowa
obróbka cyfrowa otrzymanego zdjęcia. Radiografia cyfrowa daje nam
dodatkowo możliwość wykonania wielu pomiarów na poziomie
komputera.
Ostatnie dni przyniosły kilka
ciekawych radiologicznie przypadków:
1. 7-letnia labradorka Abi z zaawansowaną dysplazją stawów biodrowych. Co ciekawe, sunia nie wykazuje znacznego stopnia objawów klinicznych, a właściciele przyjechali z powodu widocznego usztywnienia zadu w trakcie chodzenia.
2. 3-letni Dżyngis z wrodzoną
anomalią palców tylnej łapki.
3. Ruda – kotka z poporodowym skrętem macicy. Skierowana na pilny zabieg przez lekarza pierwszego kontaktu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























