Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropomacicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ropomacicze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 października 2016

Październikowy kurs usg

Pierwszy kurs ultrasonograficzny zorganizowaliśmy w 2003 roku. Ta edycja była... 48, słownie CZTERDZIESTA ÓSMA!!! Przyszłoroczny kurs będzie jubileuszowy. Przez ponad 10 lat organizacji nasze warsztaty ewoluują. Początkowo były dwudniowe. Pierwszy z dr Siembiedą, kilka kolejnych z dr Atamaniukiem. Po kilku latach zbierania doświadczeń i intensywnych szkoleń podjęliśmy trud samodzielnego prowadzenia. Głównym instruktorem jest dr Jacek Ingarden. Pomocą służą też inni pracownicy Przychodni Weterynaryjnej THERIOS. Ze względu na wszechstronność kursów (tak naprawdę są to kursy kliniczne, gdzie każdy pacjent ma swoją historię zdrowotną) zadecydowaliśmy o wydłużeniu kursu do 5 dni. Uczestnicy badają po 30-40 pacjentów, do dyspozycji mają nowoczesne ultrasonografy. Mogą uczestniczyć w zabiegach, mają też wgląd do wszystkich badań dodatkowych, które były i są na bieżąco wykonywane. Dzięki klinicznemu charakterowi naszych szkoleń każdy z nich jest inny, niepowtarzalny. Za każdym razem zestaw pacjentów jest niespodzianką.

Uzupełnieniem praktyki jest teoria. Praktyczna teoria. Przez te wszystkie lata stopniowo ograniczaliśmy teorię „teoretyczną”, czyli zasadę działania aparatów, czy całą masę fizyki, którą każdy weterynarz wynosi ze szkoły. Nasi kursanci uczą się praktycznej pracy ze sprzętem i z pacjentami. I jest oczywiście czas na koncert życzeń :) Ulubionym narządem kursantów są nadnercza i trzustka. Obecnie dostępny sprzęt daje możliwość szczegółowego badania nawet „trudnych” narządów... Są też biopsje cienko- i gruboigłowe. Szczęściarze uczestniczą w pobieraniu bioptatów od żywych pacjentów, a na pewno wszyscy ćwiczą na zakupionych w sklepach spożywczych narządach i owocach (ulubione oliwki widać na zdjęciu!).

Ten kurs również obfitował w rozmaite ciekawe przypadki. Wśród 38 przebadanych pacjentów znalazła się grupa pacjentów onkologicznych, m.in. pies z chłoniakiem, z nowotworem jądra, z guzem nadnerczy, czy 17-letnia kotka z rozległymi przerzutami do jamy brzusznej. Jak zwykle przyjechało też trochę pacjentów rozrodowych, u których kursanci rozpoznali w dwóch przypadkach torbiele jajników, u jednej pacjentki początkowe stadium ropomacicza oraz zapalenie kikuta macicy. Potwierdzone zostały dwie ciąże mnogie – u pekińczyka i posokowca. Szeroko pojętych pacjentów internistycznych reprezentowały m.in. zwierzaki z zapaleniem trzustki, niewydolnością wątroby, przewlekłą niewydolnością nerek, atonią pęcherza moczowego. I oczywiście grupa szczęśliwych, zdrowych pacjentów, którzy są stałymi bywalcami naszych kursów (jak trzy berneńczyki ze zdjęcia) :)

Kursantki na końcu kursu wyglądały na bardzo zadowolone, co udokumentowały w naszej ankiecie przyznając kursowi ultrasonograficznemu w THERIOSie wysoką liczbę punktów w każdej kategorii :)

Więcej informacji o kursach organizowanych w PW THERIOS znajdziesz TUTAJ >>> 







poniedziałek, 6 czerwca 2016

O Szinie walecznej...

Szina swoją walkę o życie zaczęła w październiku 2014 roku. Najważniejszy problem, z którym trafiła do THERIOSa to złośliwy nowotwór łapy, kostniakomięsak. Zapadła trudna decyzja o amputacji. Czy olbrzymi dog niemiecki poradzi sobie na trzech łapach? Czy warto walczyć o niecały rok życia? Dodatkowym problemem okazała się zaawansowana kardiomiopatia i padały kolejne pytania: czy sunia przeżyje operację? Czy po amputacji łapy chore serce da radę pracować na jeszcze większych obrotach? Wspólnie z właścicielem podjęliśmy decyzję: walczymy. Widać było u naszej pacjentki wielką wolę życia i nikt nie miał serca odmówić jej pomocy...

Operacja przebiegła bardzo dobrze i już następnego dnia właściciel zadzwonił z informacją, że Szina radośnie kica na trzech łapach. Potem chemia... sześć kroplówek, brak objawów ubocznych. W styczniu na skórze pojawiły się guzki. Z duszą na ramieniu zdecydowaliśmy o kolejnym zabiegu. Kolejne powodzenie. Jeden z guzków okazał się mastocytomą, groźnym nowotworem skórnym, brzegi cięcia chirurgicznego czyste. Kolejnych kilka miesięcy minęło bez przygód, aż do sierpnia. Usg wykazało guza śledziony. Znowu burzliwe dyskusje i kolejna decyzja – operujemy. Kolejny udany zabieg i szybka rehabilitacja, guz na szczęście nie przerzutowy. Szina mimo chorego serca świetnie znosiła każde znieczulenie. Oczywiście była traktowana wyjątkowo, leki były dobierane specjalnie dla jej chorego serduszka...

Niestety, nad naszą wyjątkową pacjentką zawisło fatum – kontrolne usg wykazało... ropomacicze. Początkowo leczyliśmy zachowawczo i na kolejne miesiące odnieśliśmy sukces. Ale po kolejnej cieczce ropomacicze wróciło i już nie można było odkładać kolejnej operacji. W styczniu 2016 roku, 15 miesięcy po pierwszej operacji, Szina znowu na stole operacyjnym... Zmieniona zapalnie macica usunięta, pacjentka po raz kolejny uratowana...

Tydzień temu nasza gwiazda trafiła do THERIOSa kolejny raz. Chudnie, jest słaba, ciężko oddycha. Podejrzenie przerzutów... Robimy zdjęcia i stwierdzamy płyn w klatce piersiowej. Płuca zatopione, ale płyn szybko ściągnięty. Oddech od razu się poprawił. Jeszcze badanie - zmodyfikowany wysięk charakterystyczny dla niewydolności krążenia, brak komórek nowotworowych. Dalsze badania potwierdziły, że problemem tym razem jest serce. Tyle wytrzymało, aż w końcu zaczęło się podawać. Tyle, że Szina wcale nie ma zamiaru odchodzić. Wygrać z rakiem, a przegrać z serduchem? Do dwóch lat brakuje nam jeszcze czterech miesięcy! Czy pobijemy kolejny rekord i wygramy kolejny kwartał życia? Walka trwa, pacjentka bardzo chce żyć, bo mimo wszystkich przygód życie Sziny jest radosne i beztroskie. Szina waleczna dalej walczy :)


Płyn z klatki piersiowej Sziny: przed odwirowaniem i po odwirowaniu. 

środa, 10 lutego 2016

Białaczka, czy nie białaczka? Historia Soni.

Powiększenie brzuszka przed zabiegiem
Sonia jest 8-letnim yorczkiem. Wyjątkowo grzeczna, pokornie znosi wszystkie badania i zabiegi. Pół roku temu właściciele zauważyli małe guzki na gruczole sutkowym. Markery nowotworowe nie wykazały złośliwości, ale i tak lekarz prowadzący zalecił usunięcie guzków i sterylizację. Jednak ze względu na optymistyczny wynik badania i ryzyko zaburzeń kardiologicznych właściciele odstąpili od operacji.
2 tygodnie temu Sonia poczuła się źle, pojawiły się wymioty, brak apetytu i silne osłabienie. Wykonano badania, które wykazały duże prawdopodobieństwo białaczki. Do tego bardzo powiększony brzuszek. Suczka została skierowana na konsultację onkologiczną do dr Mai Ingarden.

Doktor Maja podrapała się po głowie i stwierdziła, że… coś tu nie gra. Rasa, wiek, objawy. A jak już na etapie wywiadu kupy się wszystko nie trzyma, to trzeba zrobić badania. Po pierwsze: badania krwi. Absolutne minimum to morfologia z rozmazem i biochemia. Po drugie: diagnostyka obrazowa, usg i przeglądowe zdjęcia rtg. W międzyczasie rozmowa o potencjalnym zagrożeniu leczenia białaczki przy guzach sutka. Taka rozmowa zawsze coś ciekawego wnosi. Wprawdzie pacjentka była kilkakrotnie badana, m. in. było wykonywane usg, które wykazało powiększoną wątrobę i śledzionę, a do nas trafiła na konsultację onkologiczną, ale pewne pytania zawsze powinny być zadane. Do takich pytań należy cieczka. Kiedy była ostatnia i jaki miała przebieg? Okazało się, że cieczkę Sonia miała 2 miesiące temu i prawie nie było krwawienia. Właścicielka przyznała, że nie miała typowego przebiegu. 
Powiększona macica na zdjęciu rtg
Zdjęcia rtg i usg wykazały powiększoną znacznie macicę, a badania krwi silne zapalenie i silne zatrucie. A białaczka? Białaczki nie było! Uszkodzony szpik produkował nieprawidłowe komórki, które „zwykły” analizator rozpoznał jako limfocyty. Cytometr (Lasercyte) nie dał się oszukać i pokazał prawdziwy wynik: neutrofilię z monocytozą.
Właściciele dostali dwie wiadomości, dobrą i złą. Dobra: nie ma białaczki, znamy przyczynę choroby i jest szansa na wyleczenie. Zła: stan Soni jest bardzo poważny i bez operacji nie ma szans na przeżycie.
Decyzja: w pierwszej kolejności usunięcie macicy, a jak dojdzie do siebie gruczołu sutkowego.
Zabieg pacjentka zniosła doskonale, już godzinę po zabiegu pomaszerowała na spacer. Po kilkutygodniowej rehabilitacji czekają ją kolejne zabiegi, tym razem usunięcia guzów sutka. 

Badanie usg: widoczna macica wypełniona ropą 

Pierwszy wynik: fałszywie wysokie limfocyty

Wynik z PW THERIOS: neutrofilia z monocytozą
 
Usunięta wypełniona ropą macica

Brzuszek Soni po zabiegu

Pacjentka tuż po wybudzeniu 



środa, 3 grudnia 2014

Fotograficznie - onkologicznie...

Dzisiaj w THERIOSie było pracowicie i pod względem klinicznym i fotograficznym. W związku z tym tekstu będzie mało, za to zdjęć sporo:
Po pierwsze: przegląd pogwarancyjny u 10-letniej suni doga kanaryjskiego.Niestety niesterylizowanej. Sunia po serii badań wylądowała na stole operacyjnym. Ogromny guz sutka był spowodowany torbielami na jajnikach. Problemy z chodzeniem: dysplazją bioder i spondylozą.






Po drugie: Cezar. Historia tego psiaka sięga niemal 6 lat wstecz. Jako młody psiak trafił do nas z połamaną miednicą i tylną łapą. Właściciele nie chcieli go leczyć, zrzekli się na rzecz fundacji, która pokryła koszty operacji i znalazła Cezarowi nowy, kochający dom. Niestety problemy naszego bohatera się nie skończyły. W okolicy odbytu pojawił się guz. Miejscowy lekarz usunął go, niestety guz zaczął odrastać. Bez rozpoznania histopatologicznego nie można było podjąć dodatkowych kroków. Dzisiaj Cezar został zoperowany. Na zdjęciach poniżej widać guza przed zabiegiem i tuż po. W związku z dużym zakresem tkanki zajętej nowotworem dr Jacek Ingarden musiał zastosować uszypułowany przeszczep skóry.


 A to jest Karma, 11-latka, u której konieczna była amputacja łapy z powodu złośliwego nowotworu kości. Nasza pacjentka czuje się fantastycznie, już przyzwyczaiła się do biegania na trzech łapach. Ale żeby uzyskany efekt trwał jak najdłużej konieczne jest zastosowanie chemioterapii. Dzisiaj podaliśmy pierwszą dawkę karboplatyny. Na samym końcu filmik dla tych niedowiarków, którzy uważają, że na trzech łapach psy nie potrafią biegać :)


wtorek, 25 czerwca 2013

"Czary-mary"




Stawy biodrowe opisanej w tekście pacjentki.
Brzydkie, to mało powiedziane...
Praktycznie ich nie ma. 

Anegdota na dziś: 

Do Theriosa wchodzi klient uśmiechnięty od ucha do ucha. 
"Pamięta pani moją sunię? Tą, która chodzić nie mogła... Biega jak szalona, a to już minął prawie rok! 
Chciałbym taką samą terapię dla mojej babci, z którą lekarze ludzcy nie mogą sobie poradzić..." 

Sunia jest ogromną, 60-kilogramową bernardynką. W 2012 roku, w wieku 10 lat, trafiła do nas z ropomaciczem. Było źle, tym bardziej, że rozwinęła się ostra niewydolność nerek. Jakoś się pozbierała. Potem pojawiła się kulawizna. Zdjęcie rtg wykazało zaawansowaną dysplazję. Cudem było to, że sunia w ogóle chodziła. Niestety, ze względu na problemy z nerkami nie można było podać standardowych leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Mój małżonek (Jacek Ingarden) zastosował "czary-mary" i sunia się poprawiła (bo o naprawieniu nie mogło być mowy...). Przez prawie rok nie wiedzieliśmy, co się z nią dzieje. Teraz już wiemy :) 

poniedziałek, 4 marca 2013

Szalony piątek...



Miało być spokojnie, bo jeden pacjetnt się wypisał, a Saba... No cóż, Saba miała przyjechać po wyrok... Ponad rok temu trafiła do nas z autoimmunologiczną niedokrwistością, która o mało jej nie zabiła. Wygraliśmy. ale w pewnym momencie zaczęła źle tolerować sterydy. Stwierdziliśmy guz nadnerczy i silną niewydolność wątroby. Przez pół roku o komfort Saby walczyli lekarze w Kalwarii. Ustabilizowali cukrzycę, która się rozwinęła i niewydolność wątroby. Ale dwa tygodnie temu Saba zaczęła się źle czuć. Po raz kolejny sunia przyjechała do nas. Tym razem... z paskudnym ropomaciczem.
Daliśmy właścicielce alternatywę: zabieg w dużym ryzyku lub eutanazja. Właścicielka wybrała zabieg. Zabieg przebiegł pomyślnie. W sobotę Saba sama się podnosiła i nawet merdała ogonem. Kryzys przyszedł następnego dnia i z niedzieli na poniedziałek sunia przeszła za TM :( Saba była wyjątkową pacjentką, cierpliwą i ufną. Tyle razy wychodziła z opresji, że mieliśmy nadzieję, że tym razem też się uda...



Potem była sznaucerka z anaplazmozą na biopsję szpiku i śledziony i młoda owczarzyca na biopsję nerki. Z właścicielami owczarka ponarzekaliśmy na współczesną młodzież. Że roszczeniowa, przemądrzałą i w ogóle jakaś taka inna niż 20 lat temu... Jako nauczyciele mieli sporo do opowiadania.


Dalej Klara z dysplazją łokci i bioder. Dostała dostawowo kwas hialuronowy i we wtorek przyjedzie na pobranie tłuszczu do hodowli komórek macierzystych... 



Do domu pojechały dwie pacjentki, które spędziły u nas ponad tydzień: kocica Marzenka w niewydolnością nerek (zatrucie płynem do chłodnic) i Luka po operacji ropomacicza.


Był jeszcze zabieg usunięcia guzów sutka, jakieś szczepienia i odrobaczania. I na koniec dwóch pacjentów "chłoniakowych". Rex na chemię i Tosia. Tośka dostała od nas dwa lata życia. Jest po chemioterapii ratunkowej,, na którą ładnie zareagowała. Niestety, zaczęła ostatnio kaszleć... Zdjęcie rtg wykazało zajęte guzami płuca. Przegrywamy walkę o Tosię... To takie niesprawiedliwe, żeby wygrać z jednym nowotworem, a przegrać z drugim...