Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Okiem Praktyka 2015

18 kwietnia 2015 studenci wrocławskiej weterynarii zorganizowali drugą edycję Konferencji "Okiem Praktyka". Wyzwanie było nie lada, ponieważ zaplanowanie i realizacja wykładów dla kilkuset osób wymaga naprawdę dużego nakładu pracy i talentu organizatorskiego. W tym roku mieliśmy przyjemność poprowadzić wykłady z zapalenia trzustki i chorób nowotworowych u berneńskich psów pasterskich. Oprócz nas posłuchać można było prof. Niżańskiego, dr Hildebranda, dr Mederskiego, dr Wąsiatycza i dr Niedzielskiego. Było trochę rozrodowo, trochę ortopedycznie i trochę neurologicznie. Urazy u kotów, kulawizny i porażenia od wielu lat spędzają sen z oczu lekarzy weterynarii. Podobnie zapalenie trzustki: choroba - widmo, o której wszyscy słyszeli, ale mało kto potrafi prawidłowo diagnozować i leczyć. Tym bardziej, że objawy mogą być niespecyficzne, a i leczenie jest byle-jakie. O trzustce mówił dr Jacek Ingarden. Autorka bloga, Maja Ingarden, zajęła się berneńczykami, strasząc wszystkich potencjalnych właścicieli i przyszłych lekarzy listą problemów nowotworowych, z którymi mogą się w przyszłości spotkać.

Organizacja Konferencji, mimo pewnych problemów technicznych, zrobiła na nas duże wrażenie. I trzymamy kciuki za kolejne edycje, bo inicjatywa jest warta kontynuacji :)

W trakcie konferencji mieliśmy przyjemność poznać przyszłego weterynarza - Paulinę Jasińską, która dodatkowo jest studentką... filozofii. Wydawałoby się, że to dziwne połączenie zainteresowań, ale poczytajcie sami, co z takiej krzyżówki wynika na blogu Pauliny.

Maja i Jacek Ingarden z Pauliną Jasińską. 

piątek, 28 listopada 2014

Nie zawsze guz oznacza nowotwór...


W naszej pracy spotykamy się z różnymi reakcjami właścicieli na zauważone zmiany. Od ignorowania i bagatelizowania, po skrajną histerię. Największa liczba właścicieli na szczęście mieści się pośrodku statystyk, czyli podchodzą z umiarkowanym stresem i rozsądnie. Zbierają swojego zwierzaka do weterynarza i pokornie przyjmują wszelkie sugestie. Niektórzy po otrzymaniu wstępnego "wyroku" idą do sąsiadki, która w naszym społeczeństwie ma często głos ostateczny. Czasami sąsiadka zaakceptuje decyzje, czasami skrytykuje, a czasem zaproponuje wizytę u specjalisty. Rolę sąsiadki coraz częściej odgrywa internet. Doktor Google zasypuje nas całą górą porad. Od rozsądku czytającego zależy, co z tych porad wyniesie. Niedawno u jednego z pacjentów postawiliśmy podejrzenie dziedzicznej choroby mózgu. "Ale pani doktor" - mówił właściciel - "tutaj tylko część objawów pasuje, niemożliwe, żeby to było to, psy na jutubie dużo gorzej wyglądają i wszystkie mają mniejsze głowy...". Może i tak, ale przy decyzji, czy robić niepotrzebny (ryzykowny) zabieg, czy wcześniej zrobić dodatkowe badanie, które da nam jasny obraz, trzeba postępować rozważnie.

Pacjentką dnia była 2-letnia kocica. Podobno niegrzeczna i niepewna, u nas była wzorem dobrego zachowania. Kotka została jakiś czas temu adoptowana. Pewnego dnia właścicielka zauważyła duży guz na szyi. Guz był niebolesny, w okolicy węzłów chłonnych, kotka czuła się fantastycznie. Jako, że pańcia kocicy jest naszą klientką od wielu lat nie zastanawiając się długo zapakowała kocicę do kontenerka i z drżącym sercem przyjechała do nas z przekonaniem, że guz to na pewno jest nowotwór, tym bardziej, że jak do nas jedzie, to nie może być nic innego. Doktora Google na szczęście pominęła, bo tam częściej roztaczane są wizje katastrofalne, a nie optymistyczne ;) A my jeszcze dołożyliśmy stresu opowiadając o testach białaczkowych, które należy zrobić, bo białaczka w szeroko pojętej okolicy zbiera potężne żniwo...

Na szczęście udało się nam nie wpaść w panikę (a przy wyjątkowych zwierzakach wyjątkowych klientów nie jest to proste...), wzięliśmy trzy głębokie oddechy i zasypaliśmy właścicielkę górą dobrych wieści. Guz okazał się ropniem ślinianki. Test białaczkowy wyszedł ujemny. "Dzisiaj jest dzień dobrych wiadomości" - stwierdziła uśmiechnięta właścicielka.

Jak widać nie zawsze guz jest nowotworem. Ale nie można czekać z decyzją wizyty u weterynarza. Podstawowa zasada to "im wcześniej tym lepiej". Wcześnie wykryte nowotwory są często całkowicie wyleczalne. Wcześnie opracowane ropnie szybciej i lepiej się goją.