Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onkolog psów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onkolog psów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 stycznia 2018

Jeden przypadek, dużo zdjęć rtg. Czy to potrzebne?

Przedstawiam Państwu Korę - prawie 10-letnią bernardynkę, która przestała opierać się na przedniej łapie. Dostawała różne leki, ale efektu nie było. Przyjechała do PW THERIOS na konsultację, bo kość w okolicy nadgarstka zaczęła się podejrzanie rozrastać i lekarz prowadzący zaczął podejrzewać proces nowotworowy.

Już na pierwszy rzut oka widać było, że trzeba brać pod uwagę najgorszy scenariusz: nowotwór kości, tak zwany kostniako-mięsak (osteosarcoma). Ale to tylko mocne podejrzenie, konieczne jest potwierdzenie - najlepiej histopatologiczne, a przynajmniej cytologiczne. I trzeba ustalić dalszy plan. Co dalej? Czy leczenie ma sens? Co możemy zyskać decydując się na leczenie?

Po pierwsze: zrobiliśmy zdjęcia rtg nadgarstka. Radiologicznie obraz odpowiada kostniako-mięsakowi. Decyzja o biopsji kości. Dzięki zdjęciu wiemy, że liza kości dotyczy dalszej nasady kości łokciowej - cenna wskazówka lokalizacyjna. Okolica jest mocno spuchnięta i nakłuwanie "na ślepo" może skutkować nietrafionym bioptatem. 



Materiał pobrany - kostny walec najpierw ląduje na szkiełkach, gdzie po odciśnięciu do badania cytologicznego przenoszę go do formaliny, w której powędruje do Wrocławia do patomorfologa. Cytologia potwierdza podejrzenie, można wstępnie porozmawiać z właścicielami o propozycjach leczenia. A propozycje nie są optymistyczne: Korę czeka amputacja łapy i potem chemioterapia. Od razu nasuwa się pytanie: czy 75-kilogramowy pies będzie w stanie biegać na 3 łapach? Do tego potrzebne jest kolejne zdjęcie rtg, dzięki któremu ocenimy stan stawów biodrowych naszej pacjentki. Uffff, na szczęście jest nieźle. Jak na prawie 10 letnią bernardynkę jest nawet doskonale. 




Kolejne pytanie: co zyskujemy wykonując tak okaleczający zabieg? Czy leczenie będzie skuteczne i jak wiele życia podarujemy Korze? Tą odpowiedź, przynajmniej częściowo, da nam kolejne zdjęcie - klatki piersiowej. Obecność przerzutów rokuje źle, "czyste" radiologicznie płuca dają szansę na rok, a może nawet na 2 lata szczęśliwego życia. I tutaj mamy kolejny powód do radości – płuca są czyste! 


Teraz musimy poczekać na potwierdzenie histopatologiczne i właściciele staną przed trudną decyzją o dalszym postępowaniu. Tak, czy inaczej czeka ich "burza mózgów", ale jakże będzie łatwiejsza, gdy mają pełen obraz sytuacji, niż gdyby musieli decyzje podejmować na oślep...


Kora prosi o dużo dobrych myśli, bo ważą się jej losy <3 

niedziela, 23 kwietnia 2017

A co jak się nie da? Historia trójpalczastej Nory.

Przygotowanie do zabiegu: tuż przed narkozą
Do THERIOSa przyjeżdżają czasami pacjenci rokujący tak źle, że lekarzom prowadzącym brakuje pomysłów, co zrobić. Czy możemy mu jakoś pomóc? - pytają właściciele. U nas się już nie da, ale spróbujcie jeszcze w Myślenicach – słyszą.

Lekarze w THERIOSie niestety nie są cudotwórcami, ale często widząc błagalne spojrzenia właścicieli myślą, myślą i myślą i wpadają na jakiś pomysł, dzięki któremu pacjent dostaje kolejne miesiące, czy nawet lata życia.

Tak trafiła do nas Nora, 12-letnia labradorka z guzem na łapie. Biopsja wykazała włókniakomięsaka i praktycznie przeżartą nowotworem jedną z kości śródręcza. Kilku onkologów stwierdziło, że jedyną szansą jest amputacja łapy. Ale Norcia z powodu rozległych zwyrodnień stawów palców ledwo chodziła na czterech, a co dopiero jakby jej ilość łap ograniczyć. Chemia – nie za bardzo, bo sunia wiekowa. Elektrochemia – nie działa przy nowotworach kości. Pozostała radioterapia, ale dostępna w Polsce działa dość powierzchownie, a guz u Nory był na tyle duży, że o dobrej penetracji w głąb tkanek nie było co marzyć. Co robić? Sunia w dobrej kondycji, szczęśliwa, tylko ta boląca, zniekształcona łapa…

Rtg łapek Nory 

Doktor Jacek operuje... 
Postanowiliśmy, że coś musimy wymyślić, bo nie można się tak od razu poddać. Ale operacja wiązała się z ryzykiem – miejsce fatalne, bo prawie bez tkanki, z niewielkim zapasem skóry, a do tego te wszystkie naczynia, nerwy i ścięgna, które tylko czekają, żeby ktoś je uszkodził… Doktor Jacek podrapał się po głowie i stwierdził: No dobra, robimy. Zabieg eksperymentalny i w ryzyku, ale warto spróbować. Usunął palec, potem elektrochemia tkanek miękkich i w dalszym planie kontynuacja radioterapii – już bez kości i bez guza, na znacznie mniejszą głębokość.

Operacja początkowo wyglądała dramatycznie, bo po usunięciu palca i guza wydawało się, że nie ma szans na zbliżenie brzegów rany i wygojenie. Ale Doktor posklejał wszystko w jedna całość i stworzył… trójpalczastego stwora.

Gojenie rany pooperacyjnej wspomagaliśmy falami milimetrowymi (RGA). Kontrola po dwóch dniach mile zaskoczyła wszystkich, którzy zebrali się, żeby kibicować Norze. Umówione zostały kolejne zabiegi RGA, a po całkowitym wygojeniu radioterapia we Wrocławiu. Nora dostała nową szansę i mamy nadzieję, że ją wykorzysta <3

Wybudzanie po operacji 

Kontrola - trójpalczasty stwór

Trójpalczasta Norcia w całej okazałości 
Szukaj nas też na facebooku 

wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołajkowe wspomnienie

Historia DJa jest smutna. Ale wspomnienie bardzo aktualne. Jeden z najdzielniejszych naszych pacjentów, cierpliwy i pod każdym względem wyjątkowy. 11-letni berneński pies pasterski.
Przyjechał do nas ponad 6 miesięcy temu z historią choroby sięgającą kilka miesięcy wstecz. Krwawienia z nosa, duszność, infekcje. Leki pomagały tylko na chwilę, więc lekarz prowadzący skierował DJa do THERIOSa. Dokładne badanie wykazało kalafiorowaty guz migdałka, podejrzenie raka. Zmieniony migdałek został usunięty przez dr Jacka Ingardena. Histopatologia bezlitośnie potwierdziła podejrzenie – rak płaskonabłonkowy migdałka. Paskudny, źle rokujący. Ale pacjent czuł się dobrze, więc właściciele podjęli walkę. DJ przeszedł leczenie chemią, potem dodatkowe zabiegi i elektrochemioterapię. Przez cały czas czuł się stabilnie, więc nie było mowy o zakończeniu leczenia. Walkę przegrał pod koniec listopada, po pół roku od pierwszej u nas wizyty, a prawie rok od pojawienia się pierwszych objawów. 


Kilka dni temu w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS pojawili się właściciele z mikołajkowym podziękowaniem za opiekę. Z jednej strony wrócił smutek, bo do tej pory zawsze zjawiali się u nas ze swoim bernisiem. Z drugiej miły gest, bo dla nas, weterynarzy, to ważne, że wiemy, że nasza praca, nawet taka ze smutnym zakończeniem, ma sens... 

DJ w psim raju <3 Fot. z archiwum właścicieli.

czwartek, 10 listopada 2016

Ptyś

O cudownym Ptysiu było już w poprzednim poście. Tym razem tylko załącznik: Ptyś-który-kocha-wszystko-co-żyje, a szczególnie jedzenie, popisuje się na stole w gabinecie. Co ciekawe, do zejścia na ziemię też trzeba go było namawiać. Ustawiliśmy krzesło, obiecaliśmy nagrodę (ulubione ciasteczko czekoladowe) i dopiero wtedy jaśnie pan zszedł na ziemię.

Główny bohater: Ptyś
Drugi plan: Agnieszka
Filmik pojawił się na stronie dzięki Adamowi :)

wtorek, 18 października 2016

Październikowy kurs usg

Pierwszy kurs ultrasonograficzny zorganizowaliśmy w 2003 roku. Ta edycja była... 48, słownie CZTERDZIESTA ÓSMA!!! Przyszłoroczny kurs będzie jubileuszowy. Przez ponad 10 lat organizacji nasze warsztaty ewoluują. Początkowo były dwudniowe. Pierwszy z dr Siembiedą, kilka kolejnych z dr Atamaniukiem. Po kilku latach zbierania doświadczeń i intensywnych szkoleń podjęliśmy trud samodzielnego prowadzenia. Głównym instruktorem jest dr Jacek Ingarden. Pomocą służą też inni pracownicy Przychodni Weterynaryjnej THERIOS. Ze względu na wszechstronność kursów (tak naprawdę są to kursy kliniczne, gdzie każdy pacjent ma swoją historię zdrowotną) zadecydowaliśmy o wydłużeniu kursu do 5 dni. Uczestnicy badają po 30-40 pacjentów, do dyspozycji mają nowoczesne ultrasonografy. Mogą uczestniczyć w zabiegach, mają też wgląd do wszystkich badań dodatkowych, które były i są na bieżąco wykonywane. Dzięki klinicznemu charakterowi naszych szkoleń każdy z nich jest inny, niepowtarzalny. Za każdym razem zestaw pacjentów jest niespodzianką.

Uzupełnieniem praktyki jest teoria. Praktyczna teoria. Przez te wszystkie lata stopniowo ograniczaliśmy teorię „teoretyczną”, czyli zasadę działania aparatów, czy całą masę fizyki, którą każdy weterynarz wynosi ze szkoły. Nasi kursanci uczą się praktycznej pracy ze sprzętem i z pacjentami. I jest oczywiście czas na koncert życzeń :) Ulubionym narządem kursantów są nadnercza i trzustka. Obecnie dostępny sprzęt daje możliwość szczegółowego badania nawet „trudnych” narządów... Są też biopsje cienko- i gruboigłowe. Szczęściarze uczestniczą w pobieraniu bioptatów od żywych pacjentów, a na pewno wszyscy ćwiczą na zakupionych w sklepach spożywczych narządach i owocach (ulubione oliwki widać na zdjęciu!).

Ten kurs również obfitował w rozmaite ciekawe przypadki. Wśród 38 przebadanych pacjentów znalazła się grupa pacjentów onkologicznych, m.in. pies z chłoniakiem, z nowotworem jądra, z guzem nadnerczy, czy 17-letnia kotka z rozległymi przerzutami do jamy brzusznej. Jak zwykle przyjechało też trochę pacjentów rozrodowych, u których kursanci rozpoznali w dwóch przypadkach torbiele jajników, u jednej pacjentki początkowe stadium ropomacicza oraz zapalenie kikuta macicy. Potwierdzone zostały dwie ciąże mnogie – u pekińczyka i posokowca. Szeroko pojętych pacjentów internistycznych reprezentowały m.in. zwierzaki z zapaleniem trzustki, niewydolnością wątroby, przewlekłą niewydolnością nerek, atonią pęcherza moczowego. I oczywiście grupa szczęśliwych, zdrowych pacjentów, którzy są stałymi bywalcami naszych kursów (jak trzy berneńczyki ze zdjęcia) :)

Kursantki na końcu kursu wyglądały na bardzo zadowolone, co udokumentowały w naszej ankiecie przyznając kursowi ultrasonograficznemu w THERIOSie wysoką liczbę punktów w każdej kategorii :)

Więcej informacji o kursach organizowanych w PW THERIOS znajdziesz TUTAJ >>> 







niedziela, 9 października 2016

Weterynarz i... zioła

… czyli kurs zielarski dla początkujących.

Od kilku lat na całym świecie nastała moda na powrót do natury. Mieszkańcom Ziemi znudziły się chemiczne eksperymenty koncernów farmaceutycznych i producentów żywności i postanowili wrócić do korzeni. Jednym z rozwijających się ostatnio kierunków jest ziołolecznictwo. Zresztą zioła to nie tylko leczenie, ale też świetny dodatek żywieniowy, czy składnik naturalnych kosmetyków. W moim ogródku od kilku lat zagościły zioła, którymi raczę swoją rodzinę i zwierzyniec. A im więcej pomysłów, tym większy niedosyt. I pewnego dnia wpadła mi w ręce informacja o kursach zielarskich organizowanych w opactwie tynieckim. To jest to! - pomyślałam i wysłałam zgłoszenie.

Pierwsza część kursu dotyczyła agrotechniki, czyli metod uprawy ziół. Prowadząca warsztaty pani profesor Elżbieta Pisulewska przedstawiła nam zasady prowadzenia upraw dużych i małych. Poznaliśmy tajemnice lawendy i mięty, a także kozłka lekarskiego i czosnków. Żeńska część grupy miała okazję wykonać twarzowe maseczki zapewniające wieczną młodość umęczonej skórze, m.in. z mojego ulubionego jarmużu. Zwiedziliśmy też ogródek ziołowy pełen roślin teoretycznie niby znanych, ale w praktyce zadziwiających.

Dodatkową atrakcją było zwiedzanie Opactwa z przewodnikiem, sympatycznym Bratem Karolem, który dzień później, w niedzielę, na Mszy Świętej, podjął trudną próbę nauczenia wiernych fragmentu psalmu. Brat wykazał się dużą cierpliwością i... poczuciem humoru, bo niestety nie trafił na pojętnych uczniów ;)

Strona Opactwa Benedyktynów w Tyńcu TUTAJ >>>

Informacje o warsztatach „Tajemnice ziół” TUTAJ >>>

 



  

środa, 13 lipca 2016

Pechowa 13-stka

Trzynasty dzień miesiąca – kto nie zna tego przesądu? Wiele osób najchętniej nie ruszyło by się w ten dzień z domu. Po co kusić los? Gorzej, jak tego akurat dnia trzeba stawić się u lekarza weterynarii ze swoim zwierzakiem. Smutne rozpoznania sypią się jedno po drugim. Tak też było 13 lipca w THERIOSie. Rozpoznania złe, ale może właśnie dzięki tym smutnym diagnozom nasi pacjenci dostaną długie miesiące szczęśliwego, bezbolesnego życia? Albo łatwiej będzie podjąć decyzję o skróceniu cierpienia, gdy nie będzie się już dało opanować bólu...

Pierwsza pacjentka, o której opowiem, to kulejąca na tylne łapki 10-letnia rottweilerka. Pierwsze podejrzenie: dysplazja. Zdjęcie rtg rozwiało wątpliwości – nieoperacyjna liza kości, przypuszczalnie tła nowotworowego. Zastanawiamy się nad paliatywnym zastosowaniem chemioterapii. Niestety, najskuteczniejszej, chirurgicznej metody leczenia kostniakomięsaka nie jesteśmy w stanie zastosować...


Druga pacjentka została przez nas nazwana Baśką. Imię wprawdzie ma inne, ale przez pomyłkę określiłam ją Baśką, więc Baśką już dla mnie pozostanie :) Też sunia, 9-letnia cane corso. Ta ma więcej szczęścia, bo zmiana na łapie wygląda paskudnie, ale mamy wiele możliwości, żeby jej pomóc. Podejrzenie to samo – kostniakomięsak (osteosarcoma), wstępnie potwierdzony cytologicznie. Dla pewności pobraliśmy wycinek kości do badania histopatologicznego. Może pójdzie śladem Sziny i zostawi w tyle książkowe statystyki? W klatce piersiowej i brzuchu brak przerzutów, badania krwi w porządku, biodra zdrowe. 




Ostatnia pacjentka onkologiczna z pechowej „13-stki”, to roczna Kitka. Kilka dni temu źle się poczuła. Lekarka prowadząca stwierdziła płyn w klatce piersiowej i skierowała do THERIOSa na konsultację. Kotka jest ofiarą wirusowej białaczki kotów – choroby zakaźnej, która regularnie zbiera żniwo wśród kotów do piątego roku życia. Jedną z konsekwencji działania wirusa jest chłoniak – złośliwy nowotwór układu chłonnego. Już na zdjęciu rtg widać było charakterystyczny obraz dla postaci śródpiersiowej tego nowotworu. Pobraliśmy do badania płyn. Cytologia potwierdziła wstępne rozpoznanie... Przed wybudzeniem podaliśmy Kitce przez maskę sporą porcję tlenu, żeby poprawić jej komfort życia. Na ostatnim zdjęciu kocica nieświadoma choroby zwiedza stół, na którym oczekuje na pierwszą porcję leków przeciwnowotworowych... 




  Więcej informacji o białaczce kotów, chłoniaku i kostniakomięsaku znajdziesz TUTAJ >>> 

środa, 6 lipca 2016

Na czym polega bezpieczne znieczulenie? 

W związku z licznymi pytaniami właścicieli naszych pacjentów o bezpieczeństwo znieczulenia przedstawię pokrótce procedury, które obowiązują w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS.

W Przychodni Weterynaryjnej THERIOS od ponad 10 lat stosujemy u większości pacjentów znieczulenie wziewne izofluranowe. Jednak bezpieczne znieczulenie to nie tylko narkoza wziewna, ale kwalifikacja pacjenta do operacji, odpowiednia premedykacja (czyli tzw. "głupi jaś"), prawidłowe założenie rurki intubacyjnej i indukcja znieczulenia, dokładny monitoring śpiącego zwierzaka, a także opieka w trakcie procesu wybudzania. Dzięki odpowiedniej opiece w naszej przychodni wykonywane są nie tylko standardowe zabiegi sterylizacji, kastracji, czy usuwania niewielkich zmian skórnych, ale też skomplikowane operacje na jamie brzusznej i klatce piersiowej, operacje kostne oraz zabiegi u zwierząt starszych, chorych, czy z niewydolnością serca. Najstarsza pacjentka miała usuwaną śledzionę w wieku 20 lat! Suczka była pacjentką onkologiczną - przedłużyliśmy jej życie o wiele lat, a ostatni zabieg pozwolił jej przeżyć kolejne długie miesiące. Inny przykład, to dog niemiecki z zaawansowaną kardiomiopatią, który był w THERIOSie operowany 3 razy! Za każdym razem odpowiednio prowadzone znieczulenie zapewniło bezpieczeństwo operacji i szybkie wybudzenie. Narkoza wziewna jest również doskonałym rozwiązaniem dla pacjentek, które przyjeżdżają do nas na cesarskie cięcie. Dzięki nowoczesnym lekom i znieczuleniu gazowym bezpieczna jest nie tylko matka, ale też potomstwo, bez względu na to, czy są to szczenięta, kocięta, czy gryzonie.

Każdy pacjent po indukcji znieczulenia ma zakładaną do tchawicy rurkę intubacyjną, przez którą do dróg oddechowych podawana jest mieszanina tlenu i gazu znieczulającego (izofluranu). Asystent przymocowuje w odpowiednich miejscach pod pachami i w pachwinach końcówki z czujnikami, dzięki którym monitorowane jest tętno, podłącza odpowiedni płyn, który pomaga utrzymać prawidłowe ciśnienie krwi i w razie potrzeby uzupełnia elektrolity, a następnie zakłada mankiet potrzebny do ciągłego śródoperacyjnego pomiaru ciśnienia krwi.

Po operacji zamykany jest dopływ gazu znieczulającego, a przy wybudzającym się pacjencie czuwa anestezjolog i technik weterynarii. Wybudzanie następuje szybko – to jest jedna z wielu zalet izofluranu. Czasem jest to raptem kilka oddechów. Po pojawieniu się pierwszych oznak świadomości usuwana jest z dróg oddechowych rurka intubacyjna. Monitoring jest odłączany dopiero u całkowicie wybudzonych pacjentów.


Jakie są zalety znieczulenia wziewnego izofluranowego?
  • szybkie wybudzanie po zaprzestaniu podawania gazu
  • lepsza regulacja stężenia środka znieczulającego w organizmie w zależności od wymaganej głębokości znieczulenia
  • izofluran prawie nie podlega w organizmie biodegradacji, przez co nie są obciążane narządy wewnętrzne
  • może być stosowane jako jedyny składnik znieczulenia, ale można też łączyć z innymi metodami (znieczulenie miejscowe, czy pogłębienie efektu przeciwbólowego dodatkowymi lekami)
  • duże bezpieczeństwo stosowania
  • szeroki zakres zastosowanie, również dla pacjentów wymagających szczególnej opieki, np. z chorobami układu krążenia, z niewydolnością nerek i wątroby, w podeszłym wieku, bardzo młodych, bardzo małych, czy wymagającym cesarskiego cięcia


 
Fot. Maciej Ochman - "Weterynaria" 


poniedziałek, 6 czerwca 2016

O Szinie walecznej...

Szina swoją walkę o życie zaczęła w październiku 2014 roku. Najważniejszy problem, z którym trafiła do THERIOSa to złośliwy nowotwór łapy, kostniakomięsak. Zapadła trudna decyzja o amputacji. Czy olbrzymi dog niemiecki poradzi sobie na trzech łapach? Czy warto walczyć o niecały rok życia? Dodatkowym problemem okazała się zaawansowana kardiomiopatia i padały kolejne pytania: czy sunia przeżyje operację? Czy po amputacji łapy chore serce da radę pracować na jeszcze większych obrotach? Wspólnie z właścicielem podjęliśmy decyzję: walczymy. Widać było u naszej pacjentki wielką wolę życia i nikt nie miał serca odmówić jej pomocy...

Operacja przebiegła bardzo dobrze i już następnego dnia właściciel zadzwonił z informacją, że Szina radośnie kica na trzech łapach. Potem chemia... sześć kroplówek, brak objawów ubocznych. W styczniu na skórze pojawiły się guzki. Z duszą na ramieniu zdecydowaliśmy o kolejnym zabiegu. Kolejne powodzenie. Jeden z guzków okazał się mastocytomą, groźnym nowotworem skórnym, brzegi cięcia chirurgicznego czyste. Kolejnych kilka miesięcy minęło bez przygód, aż do sierpnia. Usg wykazało guza śledziony. Znowu burzliwe dyskusje i kolejna decyzja – operujemy. Kolejny udany zabieg i szybka rehabilitacja, guz na szczęście nie przerzutowy. Szina mimo chorego serca świetnie znosiła każde znieczulenie. Oczywiście była traktowana wyjątkowo, leki były dobierane specjalnie dla jej chorego serduszka...

Niestety, nad naszą wyjątkową pacjentką zawisło fatum – kontrolne usg wykazało... ropomacicze. Początkowo leczyliśmy zachowawczo i na kolejne miesiące odnieśliśmy sukces. Ale po kolejnej cieczce ropomacicze wróciło i już nie można było odkładać kolejnej operacji. W styczniu 2016 roku, 15 miesięcy po pierwszej operacji, Szina znowu na stole operacyjnym... Zmieniona zapalnie macica usunięta, pacjentka po raz kolejny uratowana...

Tydzień temu nasza gwiazda trafiła do THERIOSa kolejny raz. Chudnie, jest słaba, ciężko oddycha. Podejrzenie przerzutów... Robimy zdjęcia i stwierdzamy płyn w klatce piersiowej. Płuca zatopione, ale płyn szybko ściągnięty. Oddech od razu się poprawił. Jeszcze badanie - zmodyfikowany wysięk charakterystyczny dla niewydolności krążenia, brak komórek nowotworowych. Dalsze badania potwierdziły, że problemem tym razem jest serce. Tyle wytrzymało, aż w końcu zaczęło się podawać. Tyle, że Szina wcale nie ma zamiaru odchodzić. Wygrać z rakiem, a przegrać z serduchem? Do dwóch lat brakuje nam jeszcze czterech miesięcy! Czy pobijemy kolejny rekord i wygramy kolejny kwartał życia? Walka trwa, pacjentka bardzo chce żyć, bo mimo wszystkich przygód życie Sziny jest radosne i beztroskie. Szina waleczna dalej walczy :)


Płyn z klatki piersiowej Sziny: przed odwirowaniem i po odwirowaniu. 

piątek, 11 grudnia 2015

Co słychać w THERIOSie?

U nas ciągle dzieje się dużo. Niestety, nie zawsze jest czas i możliwość dokumentacji fotograficznej. Ciekawe przypadki tradycyjnie spędzają nam sen z powiek. Chcielibyśmy pomóc wszystkim naszym pacjentom, ale niestety, choroby dręczące naszych pacjentów nie zawsze są uleczalne. Najczęściej zaawansowanie ich jest tak duże, że wprawdzie podejmujemy próbę leczenia, ale licząc się z potencjalną porażką. Całe szczęście, że czasami pacjenci wykorzystują tą niewielką szansę którą od nas dostają i odpowiadają na tę "ostatnią deskę ratunku".
Jedną z takich pacjentek jest Sangria, 12-letnia bokserka. Przyjechała do THERIOSa z ogromną liczbą leukocytów (ponad 100 000 w mikrolitrze!). Większość z nich to były małe limfocyty, ale było też sporo paskudnie wyglądających "blastów", czyli nowotworowo zmienionych komórek limfoidalnych. Rozpoznanie: przewlekła białaczka limfocytarna, ale z ryzykiem białaczki pośredniej, przechodzącej w ostrą limfoblastyczną. Leczenie u starszego psiaka nie może być zbyt agresywne. zaryzykowaliśmy i potraktowaliśmy ten złośliwy nowotwór jako stan przewlekły. Efekt: zobaczcie sami. Kontrolne badania z piątku są niezwykle optymistyczne, a sunia czuje się fantastycznie :)

Na sali operacyjnej też praca wre. Codziennie wykonywanych jest po kilka zabiegów, w większości dużych operacji onkologicznych. Przykładem jest 12-letni wilczak z guzem na łokciu i guzem gruczołów okołoodbytowych, czy starszy bokser z odrastającym włókniakomięsakiem.


Na deser kilka słów o kursie hematologicznym dla średniozaawansowanych, który odbył się 4 i 5 grudnia 2015 roku w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS. To już kolejna edycja kursu z certyfikatem kuratoryjnym. Uczestnicy oprócz wysłuchania wykładów, przygotowywania preparatów krwi i oglądaniem stosu szkiełek archiwalnych doktor Mai Ingarden, na końcu muszą się wykazać nabytymi umiejętnościami i samodzielnie "zaliczają" opisy rozmazów. Bohaterką sprawdzianu tej edycji kursu była Białaska - 2-letnia kotka z wirusową białaczką kotów (FeLV) i niedokrwistością immunohemolityczną. Kursanci poradzili sobie doskonale i wszyscy z powodzeniem zaliczyli szkolenie. Wśród ciekawych pacjentów hematologicznych pojawiła się Kicia - 10-letnia kotka z silną anemią, w której w erytrocytach widoczne były niezwykle rzadko występujące u zwierząt pierścienie Cabota, czyli pozostałości wrzeciona podziałowego. Stan kotki był bardzo zły, ale jak wielu naszych pacjentów, ona też dostała swoją szansę. Liczymy, że i u Kici uda się przełamać chorobę i kotka przeżyje szczęśliwie kolejne miesiące, a może lata...