Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapalenie trzustki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapalenie trzustki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Taki sobie listopadowy piątek...

Weterynarz leczy połamaną łapkę, ale trudno usiedzieć w miejscu, jak tyle się dzieje w THERIOSie. Nareszcie jest okazja przyglądnięcia się pracy innych i pogawędzenia z właścicielami pacjentów i... samymi pacjentami.

Dzień zaczęliśmy od sterylizacji 6-miesięcznej szylkretowej kotki Julietty. W międzyczasie do Przychodni przyjechał młodziutki pinczerek z podejrzeniem parwowirozy. Parwo jest groźną chorobą zakaźną, więc maluch od razu został umieszczony w osobnym pomieszczeniu. Na szczęście wynik testu był ujemny. Maluszek został nawodniony i od razu lepiej się poczuł.

Trudne przypadki hematologiczne reprezentowała 8-letnia Sari. Przyjechała do nas aż z Lublina. Od sierpnia ma bardzo podwyższone płytki krwi. Przyczyna nieznana. Skierowana przez Doktor Anię Kot z Lubelskiego Centrum MałychZwierząt (naszą dawną stażystkę!) na biopsję szpiku, z podejrzeniem białaczki. Pierwsza, wstępna ocena pobranego szpiku wykluczyła nowotwór. Szkiełka pojechały jeszcze na konsultację do patologa z laboratorium Idexx, ale Sari i jej właściciele pojechali do domu pełni optymizmu :) A przy wybudzaniu suni asystował Pedro – najlepszy wybudzacz pod słońcem. Sari leniwie podniosła jedną powiekę i zobaczyła... kota przytulającego się do ukochanej właścicielki. Działanie leków zostało zneutralizowane przez adrenalinę i pacjentka w sekundę gotowa była do polowania na futrzastego intruza ;)




Kolejną trudną pacjentką była 13-letnia yorczyca. Trudną i niestety nie tak optymistyczną jak Sari. Główną przyczyną wizyty był ogromy guz sutka. Niestety sunia nie zakwalifikowała się do zabiegu z powodu jednoczesnego ostrego zapalenia trzustki, niewydolności nerek i niewydolności wątroby. Dodatkowo badanie usg wykazało początkowe stadium ropomacicza. Podjęliśmy próbę leczenia, ale rokowanie dla tej pacjentki jest nie najlepsze...



Piątkowym pacjentem był też nasz ulubiony Ptyś – biegające szczęście. Na moje pytanie: „Gdzie jest Ptysiek?” Kasia ze śmiechem pokazała na drzwi i stwierdziła: „Już ciągnie do nas swojego pana”. I faktycznie, sekundę później zobaczyłam w drzwiach roześmiany pysk Ptysia i lekko zdyszanego właściciela, który dosłownie został wciągnięty do przychodni. Jak zawsze. Ptyś kocha nas nad życie, zresztą chyba nie ma rzeczy, której nie kocha. Objawia swoją miłość całym sobą, bez względu na to, czy ma pobieraną krew, zmieniane opatrunki, czy usuwane kolejne guzki, na podłodze i na stole operacyjnym, zawsze i wszędzie. Ptysia kochają wszyscy. Tym razem popisywał się swoimi umiejętnościami siedząc na stole w gabinecie, w miejscu, które inne psy często paraliżuje ze strach.

Filmik z Ptysiem w roli głównej oglądniesz TUTAJ >>>

O pozostałych pacjentach tylko wspomnę, bo popołudniu w THERIOSie rządziła Doktor Krysia. Na brak pracy nie narzekała. Był m.in. weimar z niedoczynnością tarczycy, labrador z ostrym zapaleniem gardła i drożdżycą uszu oraz 6-miesięczny Misiek z biegunką.

To był pracowity dzień – trudne przypadki przeplatały się ze szczepieniami i odrobaczaniem, strzyżenie ze zdjęciami rentgenowskimi i badaniem usg. Były chwile smutne i radosne, był śmiech i były łzy. Bo to nie jest łatwy zawód. Dużo w nim emocji, często skrajnych. Jako specjaliści od spraw beznadziejnych musimy często stawiać czoła tematom trudnym. Ale tym większa jest radość, jak uda się naszym pacjentom pomóc...


piątek, 24 lipca 2015

Specjaliści od spraw trudnych i nietypowych? Z życia THERIOSa...

Nie każdy pacjent z zapaleniem skóry i uszu ma w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS robione badania krwi i serię badań obrazowych. Ale na pewno każdego "trudnego" pacjenta traktujemy indywidualnie, pamiętając, że skóra i oczy są odzwierciedleniem zdrowia organizmu. Dzisiaj miałam dwóch ciekawych pacjentów, którzy w mistrzowski sposób oszukali swoich lekarzy. Na szczęście oba psiaki zostały do nas przysłane na konsultację, jako do specjalistów od spraw trudnych i nietypowych ;)

Pacjent nr 1: 3-letni owczarek niemiecki mix. Urocza, chociaż bardzo szczekliwa dziewczyna. Skierowana do PW THERIOS z powodu wybroczyn na skórze i podejrzenia chłoniaka. Na skórze suni pojawiły się wybroczyny, doszło do zapalenia mięśni skroniowych. Lekarz prowadzący zastosował steryd, który doprowadził do wycofania się większości objawów, ale ze względu na postępujący zanik mięśni zalecił konsultację. Charakterystyczne zmiany we krwi skłoniły nas do wykonania testu "trzustkowego", który wykazał silne zapalenie trzustki. A trzustka często bywa przyczyną problemów immunologicznych. Tylko skąd zapalenie trzustki u psa w świetnej kondycji, dobrze odżywianego, zadbanego? Dopiero pod koniec wizyty właściciele przypomnieli sobie, że kilka tygodni wcześniej ich psisko zjadło 0,5 kilograma cukru trzcinowego, który jest dla psów silną toksyną. Dzisiejsza kontrola wykazała znaczną poprawę parametrów biochemicznych i morfologicznych krwi. Kolejna kontrola za miesiąc...

Pacjent nr 2: 12-letni beagle. Przyjechał z powodu zapalenie uszu i skóry na głowie. Skóra na głowie w zasadzie już się goi, gorzej z uszami, które nie odpowiadają na podawane leki. Problem z uszami pojawił się 2-3 lata temu, problem skórny jest świeży, zaledwie kilkutygodniowy. Były kilkakrotnie robione badania krwi, które wykazały wyłącznie wzrost fosfatazy zasadowej. Co zrobiłam? Oglądnęłam psiaka od stóp do głów. Zaniepokoił mnie twardy brzuch i przetłuszczona skóra w miejscach zapalenia. Równolegle z badaniami cytologicznymi zarządziłam badania krwi, usg i rtg. I co się okazało? W uszach swierdziłam bakterie, na które rzadko stosowane wcześniej leki działają (do potwierdzenia bakteriologią), we krwi niedokrwistość, a w usg i rtg... smutna niespodzianka: ogromny guz, wypałniający całą lewą stronę brzucha, spychający jelita i pozostałe narządy... 17 centymetrów guza, który nie dawał żadnych objawów! Na razie... Do guza w brzucha dołączył niewielki guz w jądrze. I tym sposobem pacjent dermatologiczny stał się pacjentem onkologicznym. Dalszy plan: podleczyć uszy i usunąć guzy. Skóra stała się problemem drugorzędowym.

Umiejętność oceny całego pacjenta to zasada, którą jeszcze jako studentce wpajał mi mój mąż. "Macica nie wisi na płocie" powtarzał (i powtarza) wielokrotnie. Nie ma leczenia jednego narządu. Problem skórny nie zwalnia nas od omacania brzucha, czy osłuchania pacjenta. Tym się kierujemy i dzięki temu od czasu do czasu wyłapujemy takie biologiczne "zmyłki".





poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Okiem Praktyka 2015

18 kwietnia 2015 studenci wrocławskiej weterynarii zorganizowali drugą edycję Konferencji "Okiem Praktyka". Wyzwanie było nie lada, ponieważ zaplanowanie i realizacja wykładów dla kilkuset osób wymaga naprawdę dużego nakładu pracy i talentu organizatorskiego. W tym roku mieliśmy przyjemność poprowadzić wykłady z zapalenia trzustki i chorób nowotworowych u berneńskich psów pasterskich. Oprócz nas posłuchać można było prof. Niżańskiego, dr Hildebranda, dr Mederskiego, dr Wąsiatycza i dr Niedzielskiego. Było trochę rozrodowo, trochę ortopedycznie i trochę neurologicznie. Urazy u kotów, kulawizny i porażenia od wielu lat spędzają sen z oczu lekarzy weterynarii. Podobnie zapalenie trzustki: choroba - widmo, o której wszyscy słyszeli, ale mało kto potrafi prawidłowo diagnozować i leczyć. Tym bardziej, że objawy mogą być niespecyficzne, a i leczenie jest byle-jakie. O trzustce mówił dr Jacek Ingarden. Autorka bloga, Maja Ingarden, zajęła się berneńczykami, strasząc wszystkich potencjalnych właścicieli i przyszłych lekarzy listą problemów nowotworowych, z którymi mogą się w przyszłości spotkać.

Organizacja Konferencji, mimo pewnych problemów technicznych, zrobiła na nas duże wrażenie. I trzymamy kciuki za kolejne edycje, bo inicjatywa jest warta kontynuacji :)

W trakcie konferencji mieliśmy przyjemność poznać przyszłego weterynarza - Paulinę Jasińską, która dodatkowo jest studentką... filozofii. Wydawałoby się, że to dziwne połączenie zainteresowań, ale poczytajcie sami, co z takiej krzyżówki wynika na blogu Pauliny.

Maja i Jacek Ingarden z Pauliną Jasińską. 

środa, 17 grudnia 2014

Publikacje jesienno - zimowe

Miałam nie zanudzać czytelników publikacjami. Dlatego z 4 zrobiłam dwa małe kolaże. Dwa artykuły to tradycyjnie, opisane dla "Weterynarii" przypadki spod mikroskopu. wznowa chłoniaka i rak pęcherza moczowego. Kolejne to ubrane w słowa pisane wykłady dr Jacka Ingardena z tegorocznego, październikowego Kongresu PSLWMZ (czyli w formie rozciągniętej Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt). Jeden dla asystentów (chirurgiczny), drugi dla lekarzy - rozrodowców, na temat onkologii narządu rodnego. Podsumowanie tegorocznych publikacji wypadło całkiem nieźle: 17 publikacji :) Do tego jeszcze 11 kursów i seminariów, a 12, ostatni w 2014 roku, właśnie trwa. I zapowiada się ciekawie, ponieważ w ciągu dwóch dni kursanci przebadali już 14 psów i kotów, w tym wiele z ciekawymi patologiami.

Pełna lista publikacji:
Mai Ingarden >>>
Jacka Ingardena >>>



poniedziałek, 20 października 2014

Tydzień trudnych przypadków w PW THERIOS.

Taaak. To był trudny i pracowity tydzień. Zaczęło się od cesarki w sobotę wieczorem. Potem zamiast z górki było już tylko pod górkę...


Rtg jamy brzusznej kota a zapaleniem otrzewnej.
Płyn z jamy brzusznej kota z zapaleniem trzustki.
Po pierwsze: zapalenia trzustki. Koty i psy namiętnie mają problemy z trzustką. Do czasu pojawienia się specjalistycznych weterynaryjnych testów uważało się, że zapalenia trzustki u naszych milusińskich są rzadkością. Okazuje się jednak, że większość przypadków jest nie zdiagnozowana. Objawy są tak niespecyficzne, że trudno od pierwszego rzutu okiem podejrzewać problem trzustkowy. A do tego testy są drogie... Ale zbagatelizowanie problemu skutkuje podaniem leków, które doprowadzają do prawdziwej "eksplozji" narządu. Tak się stało z 14-letnim kotem, który trafił do nas z wodobrzuszem. Na podstawie badania płynu stwierdziliśmy paskudne zapalenie otrzewnej, do którego doprowadziły enzymy z zapalnie zmienionej trzustki. Wnętrze brzucha zostało praktycznie strawione. Niestety kociska nie udało się uratować...  Trochę lepiej poszło nam z młodą springer-spanielką, u której po sterylizacji pozostał w brzuchu gazik, który doprowadził do zapalenia otrzewnej oraz zapalenia trzustki i wątroby. Dzisiaj dowiedziałam się, że wyniki są już lepsze i sunia czuje się bardzo dobrze. Dobrze czuje się też kot diagnozowany i leczony przez dr Krysię Skiersinis, która po 6-miesięcznej przerwie wróciła do pracy w PW THERIOS :)

Dr Jacek Ingarden i dr Przemek Maciejowski.


Po drugie: kostniakomięsaki. Dopadła nas prawdziwa epidemia tego złośliwego nowotworu. W ciągu kilku ostatnich dni już dwie łapy zostały amputowane, reszta pacjentów czeka na decyzję...Walka jest trochę nierówna, bo osteosarcoma jest złośliwym nowotworem i na etapie rozpoznania pojedyncze komórki nowotworowe już są rozsiane po organizmie. A do tego chorują głównie duże psy, których właściciele nie wierzą, że ich psiak poradzi sobie na trzech łapach. Jednak radzą sobie i to całkiem nieźle. One nie mają świadomości, że są kalekami. Dla nich najważniejsza jest radość życia. A na trzech łapach życie może być równie radosne jak na dwóch. Najważniejsze, że nie boli. Po operacji konieczna jest chemioterapia. Dzięki niej psiaki żyją nawet ponad rok od rozpoznania. Oczywiście pod warunkiem, że właściciele nie czekają kilku miesięcy z decyzją...
Dzisiaj też amputowaliśmy taką zrakowaciałą łapę, u 11-letniej suczki w typie owczarka belgijskiego. Doktorowi Ingardenowi towarzyszył dr Przemek Maciejowski z Zabierzowa. Sunia tuż po wybudzeniu zaczęła się podnosić na łapy. Trochę była zdziwiona faktem, że jak zasypiała łapy były cztery, a teraz są trzy. Ale w ciągu kilku dni pozna nową sytuację i będzie biegać jak przed chorobą.

Zmienione nowotworowo nerki u 4-letniego yorka.
Po trzecie: guzy w brzuchach. Różne. Bardziej lub mniej typowe. Pierwszy guz okazał się obrośniętą tkanką gazą, pozostawioną wiele lat temu przy okazji sterylizacji. Błąd, który nie powinien się lekarzowi zdarzyć, ale jak to mówią: "nie myli się ten, co nic nie robi". Na szczęście sunia zniosła zabieg bardzo dobrze i dzisiaj wpadła do nas merdając na wszystkie strony ogonem.

Guz numer 2 to już był gorszy problem. W brzuszku niewielkiego psiaka rozwinął się złośliwy nowotwór śledziony, hemangiosarcoma. Pacjent po zabiegu czuje się już dobrze, ale przed nim jest jeszcze chemioterapia i niestety, rokowanie nie najlepsze.

Obrośnięta tkanką gaza.
Złośliwe okazały się też guzy u 4-letniego yorka. Nawrót chłoniaka doprowadził do zajęcia nerek, jelit i wątroby. Psiak był już tak wyniszczony i słaby, że postanowiliśmy nie walczyć dalej i pozwolić mu odejść...

Było jeszcze ropomacicze u 16-letniej suczki. Zabieg przebiegł bez komplikacji, sunia ma się pojawić na kontrolę za kilka dni. Właściciele starszych psów zawsze mówią o swoich obawach przed operowaniem starszych psów i kotów. Oczywiście ryzyko zabiegu jest większe niż u młodych zdrowych psów, szczególnie jak planujemy poważny zabieg na jamie brzusznej. Ale obecnie stosowane leki znieczulające i dostęp do narkozy wziewnej ogranicza ryzyko do minimum.





poniedziałek, 22 września 2014

Na nowy rok szkolny...

... czyli dzieciaki do szkoły, a my do pisania i szkolenia...
W zeszły weekend w PW THERIOS odbył się kolejny kurs hematologiczny.
W świecie czasopism weterynaryjnych też nas pełno. W "Weterynarii" nowy artykuł cytologiczno-hematologiczny teamu Ingardenów, w "Weterynarii w Praktyce" praktycznie o badaniu płynów z jam ciała.
W planach mamy jeszcze wykłady dr Jacka na Kongresie Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt, kilka kolejnych publikacji i kilka kursów :)

Prywatnie czekają na nas zawody jeździeckie: skokowe i rajdy długodystansowe.





wtorek, 18 marca 2014

Poniedziałkowe dylematy...

To był trudny dzień. Ciągłe podejmowanie trudnych decyzji, które mogą zaważyć o życiu pacjenta. Wprawdzie chciałam opisać wizytę u szczeniaków, zdecydowanie byłoby łatwiej i przyjemniej. I pokazać kolejny "wierszyk" o Theriosie autorstwa właścicielki Gai. Ale pominąć taki dzień? Na szczeniaki i wiersz przyjdzie czas.

Dylemat 1:
Oto co zobaczyliśmy po nacięciu macicy...
Cenna hodowlana sunia, 67 dzień ciąży. W piątek w którejś z krakowskich lecznic stwierdzono obecność jednego płodu, jeszcze żywego. W weekend pojawił się ropny wyciek... Właścicielka bardzo prosi, że jeżeli będzie jakakolwiek szansa, żeby suczka miała jeszcze dzieci, to żeby ratować macicę. Ale najważniejsze jest bezpieczeństwo suczki. W trakcie cesarskiego cięcia dr Ingarden stwierdza, że płód jest w stanie rozkładu, macica w stanie nie najlepszym. Ale szansa jest. Usuwać, czy nie? Sunia jest w świetnej formie, wyniki badań m zupełnie dobre. Decyzja: ratujemy przyszłość hodowlaną pacjentki...

Dylemat 2:
Czyszczenie zębów u filigranowej "cziłałki". Właścicielka naciska, żeby było jak najtaniej, najlepiej, żeby całość (czyszczenie ultradźwiękami, usuwanie zębów, przegląd, badania, leki) zmieściły się w 100 PLN... Oszczędzić na znieczuleniu? A co jak maluch nie przeżyje? Nie podać koniecznego antybiotyku? Przy takim zapaleniu przyzębia mogłoby nawet dojść do sepsy. Upieramy się, że jak mamy porządnie zrobić to, co mamy, to robimy po swojemu. Właścicielka na szczęście się zgodziła :)

Dodatni wynik testu potwierdził zapalenie trzustki
Dylemat 3:
9-letnia Emi, skierowana na konsultację onkologiczną z powodu guzka na sutku i fatalnych wyników wątrobowych. Aż mnie kusiło, żeby pójść na łatwiznę. Podstawowe badania, leki "wątrobowe", za tydzień usunięcie guzka. Ale tak się nie da... Trzeba cierpliwie i po kolei. Najpierw 15 minut wywiadu. Potem badanie kliniczne i usg. W głowie zapala się czerwone światełko: "myśl, myśl, coś tu nie gra..." Potem znowu rozmowa i decyzja: sprawdzamy trzustkę. Jest! Niewydolność wątroby nie jest spowodowana przerzutami, tylko rozwinęła się wtórnie do zapalenia trzustki. Pierwsze objawy, takie delikatne, nie wzbudzające większych podejrzeń pojawiły się 3 miesiące temu... Jakby nie moje gotowanie mózgu, to Emi dostałaby leki, które mogłyby jej poważnie zaszkodzić...




Dylemat 4:
8-letnia labradorka, skierowana na konsultację onkologiczną z powodu mastocytomy. Guzy zostały usunięte, rany pooperacyjne zagojone. Powinna być szybka decyzja: chemia. Ale trzeba jeszcze porozmawiać i dokładnie oglądnąć sunię. Pod palce wpada niewielki guzek. No cóż, jak już znalazłam, to trzeba usunąć. Śródoperacyjna cytologia potwierdza najgorsze: kolejna mastocytoma... Jakby zostawić, to skuteczność chemioterapii na pewno byłby mniejsza. Tak czy inaczej rokowanie jest nie za dobre, bo guz komórek tucznych jest podstępny i zwodniczy.

Niepozornie wyglądający guzek skórny...
Po nacięciu już nie jest taki niepozorny. Cytologia potwierdziła mastocytomę.

Dylemat 5:
8-letni terier szkocki z rakiem pęcherza moczowego. Na usg wydawało się, że guz nie zajmuje dużego obszaru. Podjęliśmy decyzję o zabiegu. Po przecięciu pęcherza moczowego okazało się, że widoczna na usg zmiana jest pojedyncza, ale obejmuje okolicę ujścia moczowodów. A praktycznie cały pęcherz jest zajęty maleńkimi guzkami... Decyzja: zaszywamy. Kusiło zrobienie ciekawej operacji, plastyki ujść moczowodów, wycięcia połowy pęcherza. Ale zasada numer 1: dobro i komfort pacjenta jest najważniejsza. A komfort byłby zły. Lepiej wygoić to co jest i przyhamować nowotwór chemioterapią. Cudów nie będzie, ale jest szansa na przedłużenie życia nawet o rok...


Rak pęcherza moczowego "od środka".
Dr Jacek Ingarden operuje szkota...