Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowotwór. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowotwór. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Misia - pacjentka bez kawałka szczęki...

Misia ma 9 lat. Jest żywiołową zwariowaną terierką. Pewnego dnia właścicielka zauważyła na dziąśle Misi guzowatą zmianę, sunia zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Badanie histopatologiczne wykazało włókniakomięsaka (fibrosarcoma), złośliwy nowotwór łącznotkankowy. Zdjęcia rtg i badanie kliniczne nie wypadły optymistyczne - zajęta kość i okoliczne tkanki. Na szczęście rtg klatki piersiowej i usg brzucha nie wykazały zmian przerzutowych. Pacjentka zakwalifikowała się do dalszego leczenia.
Do wyboru były dwie opcje operacyjne: okaleczający zabieg usunięcia całej szczęki lub paliatywna częściowa maxillektomia i potem chemioterapia. Właścicielka wybrała druga opcję. Misia została zoperowana przez dr Jacka Ingardena. Pierwsze trzy dni były ciężkie, sunia nie chciała jeść i mimo mocnych leków przeciwbólowych widać było, że cierpi. Czwartego dnia nastąpił przełom i na wizytę kontrolną pacjentka przyjechała w doskonałej formie :)
Tego typu nowotwory mają tendencje do rozrastania się. Leczenie chirurgiczne rzadko prowadzi do całkowitego wyleczenia. Naszym celem w przypadku Misi było usunięcie głównej masy guza. Chemioterapia ma zniszczyć i zahamować pozostałe komórki nowotworowe. Na jak długo? Nie wiemy. Liczymy na długie miesiące... Rokowanie jak w każdym przypadku złośliwego nowotworu jest ostrożne. Ale widok uśmiechniętej od ucha do ucha pacjentki utwierdza nas w słuszności postępowania.





Misia po operacji

Misia na wizycie kontrolnej :) 


czwartek, 12 marca 2015

Opinia właściciela - o leczeniu chłoniaka :)

Wirtualnie też pomagamy :) Oto mail od właścicielki Gucia, który żyje i ma się dobrze. Na odległość też da się leczyć... Dziękuję za miłe słowa :) 

"Witam Pani Maju! Już dużo minęło od czasu naszej ostatniej korespondencji, ale ja ciągle pamiętam, ze to Pani była osobą na drodze leczenia mojego Gucia, dzięki której on jeszcze z nami jest. Wszyscy weterynarze mówili, że leczenie chemioterapią to uśmiercanie psa... I już mieliśmy się poddać i nagle trafiłam na Pani stronę. Pani swoją działalnością i dobrymi radami pchnęła nas w dobrym kierunku. Gucio ciągle jest leczony pod czujnym okiem dr Gugały i ma się świetnie. Czuje się wręcz wyśmienicie, a muszę podkreślić, że przed kuracją chemioterapią był w bardzo złym stanie. Dla mnie to duży sukces, że jest z nami w tak dobrej kondycji, bo nic nie zapowiadało takiego obrotu zdarzeń dlatego uważam, że należą się Pani jeszcze raz podziękowania - więc DZIĘKUJEMY.   

PS w załączniku przesyłam zdjęcia rozpieszczanego przez nas stale Gucia. 
PS 2 gdyby ktoś zapytał mnie czy leczyć chemioterapią moja odpowiedź byłaby TAK ! ZDECYDOWANIE! 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego Pani i zwierzakom, które mają szczęście się z Panią spotkać.
Sarah" 



Mail i zdjęcia opublikowane za zgodą właścicielki. 
Fot. z archiwum właścicieli Gucia. 

środa, 16 lipca 2014

Z życia Theriosa...

Dzisiaj mimo niekorzystnego biometu udało się nam całkiem nieźle zorganizować. Oczywiście nie wszystko przebiegało zgodnie z planem. Bambo się spóźnił, Kacperek przyjechał nieumówiony, i do tego Bella... przestała nagle chodzić, co przy jej nieprawdopodobnej dysplazji rokowało źle... Reszta pacjentów zjawiła się zgodnie z zapowiedzią. Było na kontroli kocisko, które wypadło z 8 piętra na usunięcie stabilizatorów żuchwy, była Luna na odczulanie, Fredka na winblastynę, Sumi na górę badań i Rufus na diagnostykę onkologiczną i pierwszą chemię...Były kontrole po zabiegach i garść profilaktyki.

Najciekawszy, choć dość popularny w THERIOSie, był zabieg u 9-letniego sznaucerka z guzem jądra i śledziony. I na nim się skupię. Nowotwór jak u wielu innych pacjentów wyhodowany, zajmujący prawie całe jądro. Na usg dr Ingarden stwierdził guzka w śledzionie. Czy to przerzut? Na razie nie wiadomo. Dopiero badanie histopatologiczne pokaże. Psisko zabieg zniosło bardzo dobrze, ale rokowanie na razie jest ostrożne. Wcześnie wykryty miałby 100% szansy na wyleczenie. Teraz najwyżej możemy zaoferować "rokowanie ostrożne". U ludzi profilaktyka przeciwnowotworowa rozwija się w niezwykle szybkim tempie. Wiele laboratoriów oferuje badania genetyczne. W weterynarii ciągle trudno przekonać właścicieli do okresowych badań u dorosłych i starszych psów. Guzy jąder ultrasonograficznie można wykryć na bardzo wczesnym etapie. Kastracja rozwiązuje problem. Właściciele często przenoszą sentyment do psich i kocich jąder z ludzi na zwierzęta. Proszę Państwa, zwierzaki nie mają świadomości, czy  jąderka są, czy ich nie ma. Jak są, to hormony każą oglądać się za panienkami, walczyć i podtrzymywać gatunek, a jak nie ma, to  można zająć się normalnym psim / kocim życiem. Nasz kliniczny Pedro jest kastratem, mój gończy Hajduk również. Pudel Boogie jako champion - reproduktor  póki co cieszy się swoimi klejnotami, ale jak trzeba będzie, to też poddany zostanie zabiegowi. 

Poniżej zdjęcia z dzisiejszego zabiegu. Tak ku przestrodze i dla zachęty... Jedno jąderko "przeżarte" przez nowotwór, drugie w zaniku. Na ostatnim zdjęciu zaznaczyłam guz w śledzionie.




środa, 2 lipca 2014

Po nitce do kłebka...

Czas na kolejny przykład na to, że wczesne rozpoznanie pozwala uniknąć groźnych konsekwencji. I na to, że bez pełnego zestawu badań nie da się prawidłowo leczyć naszych pacjentów... Oto historia cudnego olbrzymiego sznaucera. To znaczy olbrzymi był przed chorobą, teraz został cień psa... Pewnego dnia zaczął spadać u niego poziom erytrocytów, spadały stopniowo, aż osiągnęły nieco ponad milion. Psiak przyjechał do THERIOSa na transfuzję. Wykonaliśmy badania, które wykazały... nowotwór jądra. Omacywaniem jądro wydawało się normalne, dopiero badanie usg wykazało guzka. Czy możliwe, żeby guz jądra był przyczyną anemii? Jeden z nowotworów jądra, Sertolioma, produkuje estrogeny, które są toksyczne dla szpiku. Dzisiaj zostało usunięte zmienione jądro. Drugie było usunięte wiele lat temu, ponieważ psiak był jednostronnym wnętrem. Wykonaliśmy dodatkowo trepanobiopsję szpiku, żeby ocenić, czy szpik jest w stanie podjąć pracę, czy nie. Nasz pacjent bardzo dobrze zniósł zabieg. Teraz czekamy na wyniki badań... Czy nasze podejrzenia okażą się trafne? Oby... Czasami szpik przestaje pracować bez konkretnej przyczyny i wtedy trudno jest ustalić skuteczne postępowanie. Tutaj szansa na powodzenie jest ...
A jak uniknąć takich sytuacji? Otóż najlepiej u każdego dorosłego psa / kota raz do roku fundować swojemu podopiecznemu z okazji urodzin zestaw badań profilaktycznych. Podstawowe badanie krwi, usg, pomiar ciśnienia. W wielu przypadkach pozwoli to zadziałać zanim choroba poczyni spustoszenie w organizmie...

Przecięte jądro z guzem nowotworowym.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Taki sobie guzek...

Gabi ma 12 lat i pełną życia małą sznaucerką. Do tej pory okaz zdrowia. Żywotna, ruchliwa, z turbo doładowaniem pod ogonkiem. Pewnego dnia właścicielka zauważyła na łapce małego guzka. Nie czekała aż urośnie, tylko jak najszybciej przyjechała do THERIOSa. Guzek wyglądał całkiem niewinnie. Mały, kilkumilimetrowy ciemny guziczek. Onkologicznie został potraktowany jako mocno podejrzany i usunięty z dużym zapasem tkanki.
Po 10 dniach dostaliśmy wynik badania histopatologicznego: złośliwy czerniak... Margines cięcia wolny od komórek nowotworowych, jednak margines głęboki z wąskim marginesem zdrowych tkanek (1 milimetr).

Jakie zapadły decyzje? Guzek niby usunięty w całości, ale rodzaj nowotworu i ryzyko, że jednak jakieś pojedyncze komórki czerniaka mogły zostać w tkankach skłonił nas do podjęcia decyzji o chemioterapii. Dzisiaj Gabi dostała pierwszą z 4 dawek karboplatyny. Przed nią jeszcze wiele kontroli, ale stawka jest wysoka, ponieważ walczymy o całkowite wyleczenie...

niedziela, 10 listopada 2013

Blaski i cienie onkologiczne...

Cindy, 11-letnia goldenka.
Od kilkunastu lat zadaję sobie pytanie: czy warto zajmować się pacjentami onkologicznymi, czy nie? Może lepiej szczepić, odrobaczać, sterylizować i leczyć APZSy i parwo? Łatwo osiągnąć sukces. Jeden zastrzyk, kilka kroplówek, badania ograniczone do minimum, niska cena. I wdzięczność klienta, który widzi szybki efekt. A jak pojawia się coś poważniejszego, to wystarczyłoby pokręcić głową i poinformować, że jest tak źle, że już gorzej być nie może. Lepiej nie walczyć.
Guz śledziony? Uśpić, broń boże nie leczyć.
Chłoniak? Uśpić, bo chemia to męczenie psa.
Rak kości? Uśpić, bo pies nie da rady żyć na trzech łapach, a i tak może pożyje pół roku.
Często właściciele nie usypiają, tylko czekają... A potem przychodzi im go głowy myśl: skoro psiak/kot ciągle żyje, to może nie jest tak źle? I szukają onkologa.

Bywa też inaczej. Wielu lekarzy weterynarii już przy pierwszych objawach choroby nowotworowej mówią: to nie moja specjalizacja. Proszę jechać na konsultację.

I trafiają do nas pacjenci na różnym etapie choroby. Jedne zwierzaki już na pierwszy rzut oka pokazują, że cierpią. Inne zachowują się jakby choroba dotyczyła nie ich, tylko kogoś zupełnie innego. Ale łączy ich jedno: RAK...

Poniżej podam przykłady trzech pacjentów, dwóch z zeszłego piątku, jeden wcześniejszy, ale ze świeżutkim wynikiem histopatologii. 

Rosie, dobermanka z chłoniakiem.
Rosie: 9-letnia dobermanka. Trafiła do nas w czerwcu 2012 z paskudnym chłoniakiem. Zajęte wszystkie węzły chłonne, szpik i oczy. Aż kusiło, żeby załamać ręce. Ale właściciel nie przyjechał, żeby słuchać o załamywaniu rąk. Podjęliśmy walkę. Oczy Rosie powierzyliśmy zaprzyjaźnionemu okuliście, dr Stefanowiczowi. My zajęliśmy się resztą. Po 6 miesiącach zakończyliśmy pierwszy etap leczenia. Po 13 miesiącach był nawrót. Sunia pięknie odpowiedziała na terapię ratunkową. Żyje i to żyje pełnią życia. Trochę narzeka na dietę, ale z tym jakoś da się żyć :)

  Cindy: 11-letnia goldenka z Fundacji Aurea. Adoptowana w marcu tego roku. Prawie niewidoma. Miała usunięte guzki z gruczołu sutkowego, w miejscu blizny pooperacyjnej pojawił się nowy guz. W HP wyszedł chłoniak. Kondycja idealna, no, może trochę więcej ostatnio śpi. Rtg wykazało rozsiane zmiany w płucach. Najprawdopodobniej przerzuty z sutka. Dwa złośliwe nowotwory, każdy innego pochodzenia, żaden nieoperacyjny. W zasadzie to wyrok, ale dlaczego tak łatwo mamy się poddać? Nie uratujemy Cindy, ale może uda się przedłużyć jej trochę życie?

Rtg klatki piersiowej Cindy...

Guz śledziony u Sisi, okazał się niezłośliwy :)

Sisi: 6-letnia sunia w typie amstafa. Lekarze prowadzący stwierdzili ogromnego guza w brzuchu i wydali wyrok, bez konsultacji, bez żadnego światełka nadziei. Zdesperowani właściciele trafili do nas. Guz był imponujący, wielkości głowy kapusty... Dr Ingarden usunął śledzionę z guzem, poinformował o możliwości chemii. Rozpoznanie histopatologiczne: angioma, niezłośliwy nowotwór z naczyń krwionośnych. Sisi dostała od nas drugie życie :)

Niestety nie zawsze jest tak optymistycznie. Czasami podejmujemy walkę, ale ją przegrywamy wcześniej, niż się spodziewaliśmy. Niektórzy właściciele mają żal, że się nie udało. Liczą na cud, który nie nastąpił. Taka walka jest kosztowna, bo nie da się ominąć badań, leki stosowane u pacjentów onkologicznych kosztują więcej niż standardowe preparaty weterynaryjne... I nie ma gwarancji sukcesu. Inna jest też definicja onkologicznego sukcesu. Czasami sukcesem jest kilka tygodni godnego życia, czasami 2-3 lata. Tylko wczesny etap choroby daje możliwość wyleczenia. Wszystko zależy od rodzaju nowotworu i indywidualnych reakcji pacjentów. W onkologii nie da się pójść na skróty. Nie można ominąć badań krwi, rtg, usg, badan histopatologicznych. Jak jest możliwy zabieg, to się go wykonuje. Im wcześniej, tym lepiej.

Zadaniem onkologa jest przedstawić możliwe opcje postępowania, przewidywany przebieg leczenia oraz  indywidualnie zdefiniować sukces. Potem dostosować się do decyzji właściciela i uszanować każdą decyzję...








poniedziałek, 4 listopada 2013

Czerniak, podstępny nowotwór...

Czerniak (melanoma malignum) u Koli. Strzałki wskazują zasięg nowotworu.
Tym razem przedstawiam Kolę, 9-letniego kundelka. Zaczęło się od problemów z jedzeniem. Potem pojawiły się krwawienia z jamy ustnej. A potem Kola odmówił jedzenia. Do nas trafił z nieoperacyjnym guzem naciekającym kości. Rozpoznanie: czerniak (melanoma malignum). I to w najgorszej odmianie. W innej lokalizacji namawialibyśmy na zabieg. W takich sytuacjach usuwa się tyle tkanek ile się da, często razem z częścią szczęki. Właściciele często rezygnują z zabiegu z obawy przed okaleczaniem swojego pupila. Jednak większość psów świetnie adaptuje się do nowej sytuacji i nadal cieszą się życiem. U Koli zabieg nie wchodził w grę, zmiany były zbyt zaawansowane.

Wspólnie z właścicielami podjęliśmy decyzję o paliatywnej chemioterapii karboplatyną. Cztery cykle w odstępach trzytygodniowych. Ryzykując, że może się nie udać... To była trudna decyzja, bo trzeba było ją podjąć za psiaka. Wyrok i tak już zapadł, bo czerniaki jamy ustnej są agresywne i zabijają bezlitośnie. Sukcesem jest każdy dodatkowy tydzień, czy miesiąc.

Kola bardzo dzielnie przeszedł całe leczenie. Już w czasie chemii zaczął interesować się jedzeniem, początkowo miękkimi kawałkami mięsa, potem zabrał się za ogryzanie kości. Przypłacił to utratą zęba (trzeba było go operacyjnie usunąć), ale nie zniechęcił się.

Obecnie mija trzeci miesiąc od rozpoczęcia leczenia. Chemioterapia została zakończona. Pierwsze sukcesy są już za nami: Kola żyje, i to żyje pełnią życia. Je, bawi się, obgryza kości. Czerniak nie zniknął, ale został na jakiś czas "uśpiony". Na jak długo? Trzymamy kciuki, żeby to były kolejne tygodnie, a może miesiące...