Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myslenice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myslenice. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 kwietnia 2014

Jajka, jajeczka...

Doczekaliśmy się! Nasze stadko kur powiększyło się o cztery jajka! Nie zdążyły przed Wielkanocą, ale spóźniły się tylko o kilka dni...
Jajka są niewiele większe od przepiórczych, ale są to najpiękniejsze jajka, jakie w życiu widziałam, bo własnoręcznie wyhodowane i PRAWDZIWE, a nie plastikowe sklepowe. Teraz leżą sobie w lodówce i czekają... Na razie szkoda je zjeść, ale w końcu trzeba będzie podjąć tą trudną decyzję i wylądują w naszych brzuchach...


piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkoczwartkowe warsztaty łucznicze :)

Miało być łucznictwo konne, ale zalało nas błoto, więc poprzestaliśmy na szlifowaniu strzelania z ziemi. Pieczę nad naszymi wyczynami objął Abrat - krakowski "Tatar", pasjonat tej dziedziny. Gościły też u nas dwie koleżanki naszych córek, Asia i Maja.
Dzień "łuczniczy" zaczął się od małego wypadku, dzięki któremu dziewczyny miały okazję zobaczyć jak wygląda udzielanie pierwszej pomocy u rannego konia. Rana u elfa nie była duża, ale wymagała założenia kilku szwów. Dzielny kucyk tylko założył nogę na nogę, zacisnął zęby i... wytrzymał. Obyło się bez narkozy, wystarczyło tylko znieczulenie miejscowe.
Potem było strzelanie, strzelanie i strzelanie. Potem mała przerwa na spacerek na końskim grzbiecie... Jak zwykle moje nerwy były narażone na ciężką próbę, bo dzikie galopy po błotnistej pełnej kolein drodze na kucyku, który jest dzielny, ale nogi ma o połowę krótsze od dużego konia, to ciągle jest dla mnie wyczyn. I do tego unikanie grud błota lecących na moją głowę (i nie tylko) spod kopyt dwóch dużych koni... Mieliśmy się przyjrzeć możliwościom terenowym dla łucznictwa, ale nie wiem, czy Abrat zdążył przeanalizować szczegóły terenu ;)
A potem znowu było strzelanie... i na zakończenie placki ze śliwkami kalifornijskimi ;)
Dzień pracowity, ale baaaardzo udany. Dziewczyny zadowolone, my dorośli oczywiście też. Już z niecierpliwością czekamy na kolejne szkolenie!

p.s. A na zakończenie dnia niezbyt miła niespodzianka: u Faro, naszego wieloletniego pacjenta, doszło do skrętu żołądka i śledziony...Mój mąż nie zastanawiając się wsiadł w samochód i pojechał operować... Tutaj liczy się czas. Szybki zabieg daje szanse na uratowanie pacjenta, zbyt długie czekanie to dla zwierzaka wyrok...








poniedziałek, 17 lutego 2014

Publikacje na początek roku...

W tym roku kilka weterynaryjnych czasopism otworzyła rok 2014 naszymi artykułami. Będzie hematologicznie, rozrodowo i onkologicznie... Poniżej skany artykułów z nowego czasopisma "WETERYNARIA": kolejny z cyklu artykułów hematologiczno-onkologicznych, tym razem o małopłytkowości i niedokrwistości oraz artykuł drugiej z dziedzin, w której specjalizuje się Przychodnia Weterynaryjna THERIOS, czyli rozród łatwy i przyjemny.
c.d.n...



poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nowa pasja: genealogia rodziny

Zaczęło się od konkursu literackiego pt. "Przeszłość nie jest krainą, którą łatwo opuścić", w którym startuje nasza córka Julia Karolina Ingarden. Wydawało się, że będzie łatwo, bo dziadek cichociemny, babcia porucznik AK walcząca w Powstaniu Warszawskim, łatwo dostępne materiały, prościzna... W praniu wyszły schody. Wcale nie było wszystko takie proste jak się wydawało. Trzeba było szukać. A im głębiej docierałam, tym było trudniej. I nie tylko było, ale ciągle jest... Materiałów mam już nie tylko na konkurs, ale i na książkę. A białych plam coraz więcej... Julka napisała pierwszą pracę, ale pani Iza, polonistka Julki, podsunęła kolejny konkurs, tyle, że poprzeczka jest coraz wyżej... Praca się pisze, a ja szukam i szukam... Niewielka część będzie pojawiała się na blogu: http://cichociemnyzychiewicz.blogspot.com/ . I proszę trzymać kciuki za Julkę, bo konkurs nr 1 był dla Niej wyzwaniem, kolejny to już wyzwanie do potęgi. Ale wierzę, że da radę :)

Maria Julia Żychiewicz z dziećmi: Emilem, Marysią i Antonim. 


piątek, 11 października 2013

Dlaczego piszemy?

Ostatnio staramy się nadrobić przeszło dwuletnią ciszę w publikacjach. Niedawno ukazał się pierwszy z cyklu artykułów hematologicznych, poniżej skany :) W drodze jest kilka następnych, w różnych czasopismach.



Ale właściwie po co piszemy? Ostatnio na jakimś forum przeczytałam, że w Theriosie to nie leczymy zwierząt, żeby je wyleczyć, tylko po to, żeby mieć materiał naukowy. Hmmm... Myślałam, że jest odwrotnie, to znaczy leczymy zwierzaki, żeby im pomóc, a dodatkowo dzielimy się swoimi doświadczeniami, żeby ułatwić innym lekarzom w leczeniu kolejnych pacjentów. Miło mi bardzo, że autor wypowiedzi widzi w naszych "wypocinach" materiał naukowo-badawczy, ale zapewniam, że prace naukowe to wyglądają zupełnie inaczej ;)

A że lubimy pisać (i ja i mój mąż, a ostatnio też nasze dzieci), to piszemy. Opisujemy przypadki z naszej pracy, ale nie tylko. Po cichu, do szuflady piszę opowiadania naszych dzieci, na pamiątkę, żeby w słowach zatrzymać trochę wspomnień, piszę opowiadania "okiem pudla", wypowiadam się na forach internetowych, czasami nawet piszę listy, choć niektórzy twierdzą, że to czynność wymierająca ;)
I tak, jak niektórzy mówią "biegam, bo lubię", ja powiem "piszę, bo lubię" :) 


środa, 2 października 2013

Po co tyle tych zdjęć?!

Często spotykamy się ze zdziwieniem właścicieli pasów i kotów jak słyszą, że trzeba zrobić trzy zdjęcia klatki piersiowej. "Po co?" pytają. "Przecież w gabinecie X powiedzieli, że wystarczy tylko jedno".
A jednak nie wystarczy. U pacjentów onkologicznych, których mamy w naszej przychodni najwięcej, konieczne są trzy projekcje: dwie boczne (na lewym i prawym boku) oraz strzałkowe.
Dlaczego? Bo niewielkie zmiany (np przerzutowe) mogą być widoczne tylko na jednym ze zdjęć. Przykładem jest 9-letnia sunia, która trafiła do nas z rozpoznaniem naczyniakomięsaka (hemangiosarcoma). Kilka miesięcy wcześniej miała usuwane guzy sutka, niestety bez rozpoznania HP. Rutynowe badania przed kwalifikacją do dalszego postępowania wykazała zmiany w śledzionie i... klatce piersiowej. Dwa guzki w okolicy podstawy serca, bardzo słabo cieniujące, widoczne dopiero na drugim zdjęciu rtg.

Tutaj wydaje się, że wszystko jest w porządku... 

... a tutaj już nie... 

I jeszcze powiększenie...

Śledzionę trzeba było usunąć, dr Ingarden usunął jeszcze tkanki w okolicy wcześniejszego zabiegu. Teraz czekamy na wyniki HP, żeby ustalić optymalny schemat chemioterapii...

sobota, 14 września 2013

Oto Simba...


Simba ma 9 lat, jest krzyżówką border collie i goldena. Trafił do nas w maju z... wyrokiem. Zniekształcony nos, duszność, ropny zapach, krwawienia... W TK (tomografia komputerowa) jeszcze gorzej, bo okazało się, ze zajęta jest kość, podniebienie i oczodół. Rozpoznanie histopatologiczne: fibrosarcoma, czyli włókniakomięsak. Zmiana nieoperacyjna, psisko z dużym dyskomfortem. I właściciel, który nie chce się poddać. Zaproponowaliśmy paliatywną chemioterapię. Trochę bez przekonania, ale to była taka decyzja ostatniej szansy. Z zastrzeżeniem, że jak będzie cierpieć, to trzeba będzie się pożegnać.


Od tego czasu minęły już ponad cztery miesiące. Simba czuje się doskonale, chemię znosi bardzo dobrze. Zniekształcenie nosa widoczne z zewnątrz zmniejszyło się. Nie ma krwawień, nie ma ropnego zapachu. Simba ma apetyt, jest aktywny. Nie wygląda, żeby cierpiał. Rozpoczęliśmy ostatni cykl chemii. Wiemy, że prędzej, czy później przegramy tę walkę, ale już teraz możemy powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. Simba żyje i cieszy się życiem :)

niedziela, 25 sierpnia 2013

Beczki hematologiczne


Ładnych kilka tygodni temu rodziłam w bólach artykuł o niedokrwistościach dla Idexxa. I jak zawsze robiłam wszystko, żeby tylko nie pisać. Gotowałam, piekłam, zajmowałam się dziećmi, malowałam drągi, jeździłam konno. Nawet czasami chodziłam do pracy. Wszystko, żeby tylko nie robić tego, co powinnam. Swoimi przemyśleniami dzieliłam się na nieśmiertelnym fejsie. Szczególnie wtedy, jak już w końcu siadałam przed komputerem i z ciężkim westchnieniem otwierałam wersję roboczą artykułu. Jedno z trudem sklecone zdanie pojawiało się w artykule, a potem dwa na fb ;) Jeden z fejsbukowych znajomych wpadł na pomysł, że skoro wolę malować drągi niż pisać, to mogę artykuł namalować. 
„Doskonale!” pomyślałam, bo na malowanie czekały dwie przeszkody – beczki. A jak już na listę postanowień wpisałam malowanie beczek, to zamiast malować beczki zaczęłam pisać artykuł. Najpierw jedne niedokrwistości (dla Idexxa), potem drugie i trzecie (dla Magazynu Weterynaryjnego), a potem jeszcze krótki przypadek hematologiczny dla nowej gazety weterynaryjnej. Beczki cierpliwie czekały. 
W końcu przyszedł czas i na nie. I oto dzisiaj zostały przetestowane na naszym mini parkurze. Konie przyjęły je bardzo przyjaźnie. Tylko Elf podszedł, powąchał i wbił zęby zdrapując z mojego dzieła trochę farby. „Psia krew” pomyślał zapewne. Bo na moich beczkach pływają sobie krwinki czerwone psa. I nie ma płytek, bo... zapomniałam namalować. A potem to już mi się nie chciało uzupełniać. W końcu może to był pies cierpiący na małopłytkowość immunologiczną...




piątek, 16 sierpnia 2013

Fotografia moje hobby ;)


Drożdżaki Malessezia sp. 
Zamiłowanie do fotografii objawia się u mnie nie tylko szafą pełną albumów rodzinnych, ale też wieloma zdjęciami "zawodowymi". Jak tylko mam czas, to staram się dokumentować fotograficznie pracę weterynarzy w THERIOSie. Ulubionym miejscem mojego szaleństwa fotograficznego jest sala operacyjna i... laboratorium. Dzisiaj sesję zdjęciową miały szkiełka. Kilkadziesiąt wyselekcjonowanych szkiełek zostało uwiecznionych na 645 zdjęciach. Same ciekawe przypadki:
Cytologia z moczu: zapalenie bakteryjne 

rak pęcherza moczowego 
ostra białaczka limfoblastyczna (krew, szpik i śledziona)
malessezioza
niedokrwistości immunohemolityczne 
nowotwór otrzewnej (mesothelioma?)
mięsak histiocytarny
naczyniakomięsaki
chłoniaki (w tym jeden u świnki morskiej!)
anaplazmoza (krew i szpik)
anaplazmoza z boreliozą (krew i szpik)
Przewlekła białaczka limfocytarna.
Pacjent żyje już ponad dwa lata i jest w fantastycznej formie :) 
bakteryjne zapalenie pęcherza moczowego
plazmocytarne zapalenie skóry
zapalenie otrzewnej
zapalenie trzustki
guz komórek tucznych (mastocytoma)
przewlekła białaczka limfocytarna
ropne zapalenie otrzewnej
rak tarczycy
fibrosarcoma (chyba...)
niedobór kinazy pirogronianowej (podejrzenie: krew i szpik)
długie podniebienie miękkie (krew)
i inne...

Nie wszystko zdążyłam uwiecznić, nie wszystkie zdjęcia są udane. Ale czuję dużą satysfakcję, bo wykonałam KAWAŁ DOBREJ ROBOTY :)

piątek, 9 sierpnia 2013

Weterynarz na wystawie




A właściwie pięciu weterynarzy plus cztery duże morelowo-czerwone pudle. Nr 1, Ania z Darrą, nr 2 i 3, czyli doktorostwo z okolic Nowego Sącza z Laną i Jaszką oraz nr 4 i 5, czyli my, Ingardenowie, z Boogasem. Połączyły nas skomplikowane koligacje pudlowo-rodzinne, których opisywać nie będę. Można rzec, że jesteśmy (lub będziemy) rodziną przez psy.

Zakopiańska wystawa psów przyniosła Boogiemu  najwyższy rasowy tytuł Best of Breed, czyli Zwycięzcy Rasy oraz kolejne certyfikaty na championa krajowego (CWC) i międzynarodowego (CACIB). Więcej o samej wystawie na blogu Boogaskowo.














***

W niedzielę słońce urządziło prawdziwą patelnię, więc chodzić się nam nie chciało. Ale do sekretariatu wystawy trzeba było się przespacerować. Droga, ku utrapieniu przepoconych dzieci, dłużyła się niemiłosiernie. Bo... weterynarz na wystawie bywa rozpoznawalny. Albo przynajmniej jego pies. "Niech pani patrzy na tego pudla! Takiego samego ma doktor Ingarden z Myślenic!". "Pani doktor, jak się cieszę, że panią widzę! Szykuje się cesarka za dwa tygodnie. Mam nadzieję, że nigdzie nie wyjeżdżacie na urlop?" "Nasza sunia znowu miała puste krycie, co robić?!" "A nasza w końcu zaskoczyła, po tylu próbach..."

Po wystawie pojechaliśmy nad rzekę. A tam państwo z małym, trochę upasionym pinczerkiem opowiadali, jak ich psisko lubi czekoladę... Nie wytrzymałam i postraszyłam ich konsekwencjami. Podobno nie należy zabierać pracy do domu i czas po godzinach poświęcić rodzinie. Tyle, że nie dotyczy to chyba zawodu weterynarza ;)


piątek, 12 lipca 2013

Głupawka językowa :)


Od kilku dni weterynarz po godzinach usiłuje wywiązać się ze zobowiązania napisania dwuczęściowego artykułu o niedokrwistości, zwanej z obca anemią. Z wiszącymi na plecach dziećmi, przypalającą się na gazie zupą i kuszącymi widokami koni jest to rzecz niełatwa, żeby nie powiedzieć niebywale trudna. Można utknąć w pół zdania, bo... trudno znaleźć odpowiednie słowo. Szczególnie, jak się korzysta z obcej literatury. Taka na przykład refractory anemia. Wrzucam hasło refractory do słownika internetowego ling.pl  i widzę:

nieposłuszny
odporny
buntowniczy
uporczywy
uparty
oporny
krnąbrny
rogaty
niesforny
ogniotrwały

Według słownika krnąbrny może być więzień, ogniotrwały materiał, rogata dusza, ale anemia? Chociaż czasami to faktycznie, wszystkie w/w określenia pasują. Podajemy jeden lek, potem drugi i nic. Dopiero jak wyciągniemy armatę w postaci chemii udaje się opanować sytuację.

A potem dzieci idą spać i weterynarz stuka się w głowę. No przecież oczywiste, to chodzi o niedokrwistość oporną na leczenie!


p.s. Osobnym zagadnieniem jest różnica między polską niedokrwistością, a obcą "anemią". Swoje baty od recenzentów za to już zebrałam ;) Ale to już jest zupełnie inna opowieść...

sobota, 8 czerwca 2013

Czy kastracja królic jest bezpieczna? Dlaczego kastrujemy samice królików?

Królice kastrujemy zdecydowanie rzadziej niż suczki i kotki. Dlaczego? 
A z drugiej strony czy operacyjne usunięcie gonad u tego gatunku ma jakieś zalety? U samców usunięcie jąder bywa koniecznością, szczególnie z powodu ich agresywnego zachowania. A jak to jest z samicami? 

Dr Jacek Ingarden operuje królicę,
dr Krysia Skiersinis monitoruje znieczulenie
Otóż kastracja chirurgiczna zapobiega chorobom narządu rodnego takim jak nowotwory, czy zapalenia macicy, a także pozytywnie wpływa na psychikę. Królice są spokojniejsze, mniej agresywne i bardziej przywiązane do właściciela. Lepiej dogadują się ze swoimi króliczymi towarzyszami i łatwiej uczą się czystości. Kastracja jest najskuteczniejszą metodą antykoncepcyjną, co jest ważne szczególnie dlatego, że u samic królika owulacja jest prowokowana kopulacją i trudno ustalić okresy, kiedy królik jest płodny, a kiedy niepłodny. 

Jednak nie zawsze zabieg przebiega tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Bywa, że tradycyjnego, domięśniowego znieczulenia króliki nie przeżywają. Rozwiązaniem jest znieczulenie wziewne, które rutynowo jest w THERIOSie stosowane u królików. Króliki krótko śpią i szybko się budzą, w zasadzie od razu po odłączeniu od izofluranu. 
Podwójna macica u samicy królika:
dwie macice uchodzą do jednej pochwy. 

Ostatnio trafiły do nas dwie urocze królice na zabieg chirurgicznej kastracji. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Indukcja, maska, zabieg, wybudzenie. Ledwo zdążyłam zrobić zdjęcia :) Ale udało się i możecie teraz zobaczyć, że specyficzna podwójna macica (uterus duplex), będąca rozwojowo gdzieś pomiędzy kangurem i psem, to nie wymysł szalonych naukowców ;) 


Więcej informacji o samym zabiegu znajdziecie na naszej stronie internetowej PW THERIOS>>>



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Moje rozważania na temat chłoniaków,
czyli leczyć, czy nie leczyć?



To jest pytanie, które zadaje sobie większość właścicieli zwierzaków „onkologicznych”, szczególnie w przypadku stwierdzonego złośliwego nowotworu. A szczególnie w przypadku takiego nowotworu, jakim jest chłoniak. Przez nasze ręce, w ciągu kilkunastu lat pracy w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS, przewinęło się około setki psów i kotów chorujących na chłoniaka. Pierwsza była Negra, urocza dobermanka. Trafiła do nas z wielkimi jak gęsie jaja węzłami chłonnymi. Był to rok 2000, początki naszej działalności w Myślenicach. W postawieniu rozpoznania pomogli mi znajomi weterynarze zza wielkiej wody. „To pewnie chłoniak. Pobierz węzeł chłonny do badania”. „A co potem?” zapytałam. „Jak to co, chemia!”. Pogrzebałam w książkach, posurfowałam po internecie i po raz pierwszy zastosowałam program COP, stosowany potem regularnie u różnych pacjentów. Tak zaczęła się nasza przygoda z onkologią weterynaryjną. A że działaliśmy w zaciszu prywatnej praktyki, mało kto wiedział, że THERIOS jest jednym z pionierów onkologii weterynaryjnej w Polsce.

Tyle historii. Początki były trudne, uczyliśmy się wszystkiego od początku zdobywając stopniowo doświadczenie. Bo chemia to nie tylko podanie leków. To potrafi każdy. Chemioterapia to sztuka prowadzenia pacjenta onkologicznego. Trzeba wybrać odpowiedni program, dobrać zestaw koniecznych badań dostosowany nie tylko do rodzaju chłoniaka, ale też do kieszeni właściciela, trzeba umieć radzić sobie z objawami ubocznymi. A na końcu najtrudniejsze: powiedzieć w odpowiednim momencie STOP, dalsza walka nie ma sensu. I przekazać tę informację właścicielowi zwierzaka.

Powiększone węzły chłonne podżuchwowe
u boksera z chłoniakiem. 
Czym różni się chłoniak od innych nowotworów?
Chłoniak jest nowotworem ogólnoustrojowym, atakuje układ krwiotwórczy. Nie da się go wyciąć. Jedyną możliwością walki z nim jest chemioterapia. Na szczęście te akurat komórki nowotworowe bardzo nie lubią chemii i już po pierwszych kroplówkach węzły chłonne zmniejszają i zwierzak wraca do stanu sprzed choroby.

 Czy często występują objawy uboczne chemioterapii?
Łagodne objawy uboczne zdarzają się często. Zwierzaki kilka dni po podaniu leków mogą mieć gorszy apetyt, mogą być trochę słabsze i mogą zareagować lekką biegunką. Poważne objawy uboczne zdarzają się rzadko, najczęściej tylko na początku, gdy dochodzi do tzw ostrego zespołu rozpadu guza. Rozpadające się komórki nowotworowe uwalniają dużą ilość substancji toksycznych, co prowadzi do objawów zatrucia. Generalnie psy dużo lepiej znoszą chemioterapię niż ludzie. Objawy zależą też od rasy, stadium chłoniaka i od zastosowanego programu. Na przykład doksorubicyna może uszkadzać serce, ale u pewnych ras (owczarki szkockie, owczarki szetlandzkie) może wywołać krwotoczne zapalenie okrężnicy. Każdy z leków ma listę potencjalnych objawów ubocznych, o których w PW THERIOS właściciele są informowani.

Postać jelitowa chłoniaka może być przyczyną biegunek.
Na zdjęciu: niedrożność jelit u kota spowodowana chłoniakiem. 
Czy zwierzęta chorujące na chłoniaka cierpią?
Uważa się, że nowotwory u zwierząt nie bolą. Są oczywiście wyjątki, ale mówimy teraz o chłoniaku. Bolesność i dyskomfort (czasami znaczny) może wynikać z ucisku powiększonych węzłów chłonnych na narządy wewnętrzne oraz na struktury zewnętrzne. Uciskające na naczynia krwionośne guzy czasem powodują powstanie obrzęków zastoinowych. Powiększone węzły chłonne podżuchwowe i migdałki zaburzają oddychanie. Przy zaatakowanej tkance chłonnej jelit może występować silna biegunka i ataki kolki. Chłoniak śródpiersiowy może powodować gromadzenie się w klatce piersiowej płynu i pies / kot może się dusić. Większość z tych objawów (a najczęściej wszystkie) ustępuje po wprowadzeniu leczenia.

Czy chłoniak jest uleczalny?
Nie. Najczęściej po kilku lub kilkunastu miesiącach chłoniak wraca. Jak dużo czasu dostanie nasz pacjent zależy od rodzaju chłoniaka, od wieku pacjenta i od momentu wprowadzenia leczenia. Chłoniaki T-komórkowe są gorsze i te psiaki umierają szybciej. Krócej żyją psy, u których chłoniak pojawił się w wieku 2-3 lat. Ale mamy sporą grupę pacjentów, które żyły 2, a nawet 3 lata. Realna długość życia przy postaci uogólnionej to około 10-12 miesięcy. W dobrym komforcie. Przy zastosowaniu bardziej rozbudowanych schematów więcej.
Oczywiście zdarzają się wyjątki i może się udać wyleczyć pacjenta. Pod jednym warunkiem: leczenie chłoniaka musi być wprowadzone na bardzo wczesnym etapie. Tego warunku nie spełnia praktycznie żaden nasz pacjent. Najczęściej chłoniaki są „podleczane” sterydami, albo właściciele czekają, aż węzły chłonne same się zmniejszą. Bo na początku choroby psy i koty czują się znakomicie! Jakby nie niepokojące „guzki” na gardle można by uznać, że zwierzak jest zupełnie zdrowy.

Czy chemioterapia jest dużym zagrożeniem dla domowników?
Leki stosowane w chemioterapii są szkodliwe, to nie ulega wątpliwości. Ale przy wprowadzeniu kilku podstawowych zasad ich szkodliwość jest ograniczona do minimum. Większość leków jest stosowana w bardzo niewielkich dawkach. Leki potencjalnie szkodliwe są podawane z niską częstotliwością. Leki są wydalane w niewielkich ilościach różnymi drogami. Unikanie bezpośredniego kontaktu z wydalinami i wydzielinami leczonego zwierzęcia (kał, mocz, wymiociny, ślina) wystarczy do zapewnienia sobie i domownikom bezpieczeństwa. W PWTHERIOS zalecamy sprzątanie po naszych pupilach w jednorazowych rękawiczkach, unikanie wylizywania twarzy i wyprowadzanie na siku poza ogródek, szczególnie, jeżeli w domu są raczkujące po trawie małe dzieci.

Badanie usg u psa z chłoniakiem:
widoczny powiększony węzeł chłonny krezkowy. 
Czy trzeba robić badania przed podaniem chemii? Jakie badania są najważniejsze?
W PW THERIOS przed rozpoczęciem leczenia wykonujemy całkiem sporo różnych badań: biochemia krwi, elektrolity, usg, rtg, badanie serca (echo, ekg). Przed każdym podaniem chemii robimy morfologię krwi i często podstawowe badania biochemiczne. Przed wprowadzeniem doksorubicyny konieczne jest echo serca i ekg (potencjalne działanie kardiotoksyczne). Przy leczeniu asparaginazą warto wykonać badanie krwi w kierunku zapalenia trzustki. Inne badania wykonujemy w razie potrzeby.

Czy powinno się stosować jakieś dodatkowe leki, witaminy i odżywki u pacjenta leczonego chemią?
Jak najbardziej. Czasami zalecamy leki przeciwbakteryjne (antybiotyki, sulfonamidy), szczególnie na początku leczenia i w razie wystąpienia objawów ubocznych. Zalecamy również leki osłaniające ścianę żołądka, szczególnie przy długotrwałym stosowaniu leków sterydowych. Oprócz tego zalecamy zestaw witaminowo-mineralny przeznaczony specjalnie dla pacjentów onkologicznych oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

To w końcu leczyć, czy nie leczyć?
Moim zdaniem leczyć. Nie, żeby wyleczyć, tylko żeby zaleczyć na wiele miesięcy. Warunek: zdyscyplinowanie. Leków nie można podawać od przypadku do przypadku. Ewentualne przesunięcia mogą wynosić nie więcej niż kilka dni. Chyba, że lekarz prowadzący podejmie decyzję o zmianie programu i zmianie terminów podawania leków. W razie wątpliwości należy skontaktować się z przychodnią telefonicznie (12 2744130) lub mailowo (therios@therios.eu). 

Więcej o chłoniaku można przeczytać >>TUTAJ 

poniedziałek, 4 marca 2013

Szalony piątek...



Miało być spokojnie, bo jeden pacjetnt się wypisał, a Saba... No cóż, Saba miała przyjechać po wyrok... Ponad rok temu trafiła do nas z autoimmunologiczną niedokrwistością, która o mało jej nie zabiła. Wygraliśmy. ale w pewnym momencie zaczęła źle tolerować sterydy. Stwierdziliśmy guz nadnerczy i silną niewydolność wątroby. Przez pół roku o komfort Saby walczyli lekarze w Kalwarii. Ustabilizowali cukrzycę, która się rozwinęła i niewydolność wątroby. Ale dwa tygodnie temu Saba zaczęła się źle czuć. Po raz kolejny sunia przyjechała do nas. Tym razem... z paskudnym ropomaciczem.
Daliśmy właścicielce alternatywę: zabieg w dużym ryzyku lub eutanazja. Właścicielka wybrała zabieg. Zabieg przebiegł pomyślnie. W sobotę Saba sama się podnosiła i nawet merdała ogonem. Kryzys przyszedł następnego dnia i z niedzieli na poniedziałek sunia przeszła za TM :( Saba była wyjątkową pacjentką, cierpliwą i ufną. Tyle razy wychodziła z opresji, że mieliśmy nadzieję, że tym razem też się uda...



Potem była sznaucerka z anaplazmozą na biopsję szpiku i śledziony i młoda owczarzyca na biopsję nerki. Z właścicielami owczarka ponarzekaliśmy na współczesną młodzież. Że roszczeniowa, przemądrzałą i w ogóle jakaś taka inna niż 20 lat temu... Jako nauczyciele mieli sporo do opowiadania.


Dalej Klara z dysplazją łokci i bioder. Dostała dostawowo kwas hialuronowy i we wtorek przyjedzie na pobranie tłuszczu do hodowli komórek macierzystych... 



Do domu pojechały dwie pacjentki, które spędziły u nas ponad tydzień: kocica Marzenka w niewydolnością nerek (zatrucie płynem do chłodnic) i Luka po operacji ropomacicza.


Był jeszcze zabieg usunięcia guzów sutka, jakieś szczepienia i odrobaczania. I na koniec dwóch pacjentów "chłoniakowych". Rex na chemię i Tosia. Tośka dostała od nas dwa lata życia. Jest po chemioterapii ratunkowej,, na którą ładnie zareagowała. Niestety, zaczęła ostatnio kaszleć... Zdjęcie rtg wykazało zajęte guzami płuca. Przegrywamy walkę o Tosię... To takie niesprawiedliwe, żeby wygrać z jednym nowotworem, a przegrać z drugim...