Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onkologia weterynaryjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą onkologia weterynaryjna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 kwietnia 2017

A co jak się nie da? Historia trójpalczastej Nory.

Przygotowanie do zabiegu: tuż przed narkozą
Do THERIOSa przyjeżdżają czasami pacjenci rokujący tak źle, że lekarzom prowadzącym brakuje pomysłów, co zrobić. Czy możemy mu jakoś pomóc? - pytają właściciele. U nas się już nie da, ale spróbujcie jeszcze w Myślenicach – słyszą.

Lekarze w THERIOSie niestety nie są cudotwórcami, ale często widząc błagalne spojrzenia właścicieli myślą, myślą i myślą i wpadają na jakiś pomysł, dzięki któremu pacjent dostaje kolejne miesiące, czy nawet lata życia.

Tak trafiła do nas Nora, 12-letnia labradorka z guzem na łapie. Biopsja wykazała włókniakomięsaka i praktycznie przeżartą nowotworem jedną z kości śródręcza. Kilku onkologów stwierdziło, że jedyną szansą jest amputacja łapy. Ale Norcia z powodu rozległych zwyrodnień stawów palców ledwo chodziła na czterech, a co dopiero jakby jej ilość łap ograniczyć. Chemia – nie za bardzo, bo sunia wiekowa. Elektrochemia – nie działa przy nowotworach kości. Pozostała radioterapia, ale dostępna w Polsce działa dość powierzchownie, a guz u Nory był na tyle duży, że o dobrej penetracji w głąb tkanek nie było co marzyć. Co robić? Sunia w dobrej kondycji, szczęśliwa, tylko ta boląca, zniekształcona łapa…

Rtg łapek Nory 

Doktor Jacek operuje... 
Postanowiliśmy, że coś musimy wymyślić, bo nie można się tak od razu poddać. Ale operacja wiązała się z ryzykiem – miejsce fatalne, bo prawie bez tkanki, z niewielkim zapasem skóry, a do tego te wszystkie naczynia, nerwy i ścięgna, które tylko czekają, żeby ktoś je uszkodził… Doktor Jacek podrapał się po głowie i stwierdził: No dobra, robimy. Zabieg eksperymentalny i w ryzyku, ale warto spróbować. Usunął palec, potem elektrochemia tkanek miękkich i w dalszym planie kontynuacja radioterapii – już bez kości i bez guza, na znacznie mniejszą głębokość.

Operacja początkowo wyglądała dramatycznie, bo po usunięciu palca i guza wydawało się, że nie ma szans na zbliżenie brzegów rany i wygojenie. Ale Doktor posklejał wszystko w jedna całość i stworzył… trójpalczastego stwora.

Gojenie rany pooperacyjnej wspomagaliśmy falami milimetrowymi (RGA). Kontrola po dwóch dniach mile zaskoczyła wszystkich, którzy zebrali się, żeby kibicować Norze. Umówione zostały kolejne zabiegi RGA, a po całkowitym wygojeniu radioterapia we Wrocławiu. Nora dostała nową szansę i mamy nadzieję, że ją wykorzysta <3

Wybudzanie po operacji 

Kontrola - trójpalczasty stwór

Trójpalczasta Norcia w całej okazałości 
Szukaj nas też na facebooku 

piątek, 27 stycznia 2017

Pierwsze takie szkolenie w Polsce!!! Chemioterapia w praktyce.

Formuła 2+5 została wymyślona przez dr Maję Ingarden specjalnie na potrzeby praktycznych warsztatów z leczenia nowotworów u psów i kotów, zorganizowanych po raz pierwszy w styczniu 2017 w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS w Myślenicach. Dlaczego 2+5? Do tej pory szkolenia trwały albo 2 dni, albo 5 dni. Tym razem wpadliśmy na pomysł połączenia dwóch kursów: 2-dniowy kurs oparty na teorii, prezentacjach i części warsztatowej, a potem, po przyswojeniu potrzebnej wiedzy, indywidualny pięciodniowy staż praktyczny, czyli samodzielna praca z pacjentami onkologicznymi pod okiem theriosowych instruktorów.

Pierwsza część szkolenia odbyła się 13 i 14 stycznia 2017 roku. Zebrał się komplet uczestników. Grupa mała, ale ze względu na charakter pracy z pacjentami onkologicznymi i potężna dawkę wiedzy, którą należy przekazać, zadecydowaliśmy jak organizatorzy, że większej liczby uczestników nie przyjmiemy. Co ciekawe, większość osób to nasi wcześniejsi kursanci, więc grupa zebrała się sama, bez żadnych reklam i ogłoszeń.

W piątek doktor Maja Ingarden wygłosiła trzy wykłady na temat zasad chemioterapii, kwalifikacji pacjenta oraz przedstawiła podstawowe informacje o dostępnych i stosowanych w PW THERIOS lekach onkologicznych. Zaprezentowany został używany w THERIOSie sprzęt i preparaty onkologiczne. Popołudnie minęło pod znakiem praktycznej chirurgii i elektrochemioterapii. Pacjetką była Abi, goldenka z włókniako-mięsakiem. Zabiegi i prezentację przeprowadzał doktor Jacek Ingarden.

W sobotę szkolenie rozpoczęło się od wykładu doktor Mai na temat monitoringu pacjenta onkologicznego i praktycznych rad, jak poradzić sobie z występującymi objawami ubocznymi leczenia. Następnie uczestnicy wylosowali wirtualnych pacjentów z najczęściej spotykanymi nowotworami i mieli za zadanie przeprowadzenie ich kwalifikacji do leczenia, a następnie dobranie odpowiedniego schematu. Był to zarazem praktyczny sprawdzian nabytej wcześniej wiedzy. W ten też sposób poznali najpopularniejsze protokoły chemioterapeutyczne. Dodatkową atrakcją był kolejny w czasie kursu zabieg elektrochemii u kota Mentosa.
Popołudniu pracująca w THERIOSie mgr Karolina Kwaśnica przedstawiła wykład na temat roli diety u pacjentów onkologicznych, a pierwszy etap szkolenia zamknął doktor Jacek wykładem na temat podstaw chirurgii w onkologii weterynaryjnej.


Teraz czeka kursantów jeszcze drugi etap szkolenia – praktyczne zastosowanie nabytej wiedzy w trakcie 5-dniowego stażu klinicznego. Przebieg dla każdego będzie inny, bo będzie zależał od pacjentów, którzy w danym tygodniu odwiedzą naszą przychodnię. Jednak niewątpliwie będą to ciekawe doświadczenia, bo większość pacjentów PW THERIOS to przypadki trudne i bardzo trudne, a lekarze tu pracujący zawsze chętnie dzielą się swoją wiedzą ze swoimi kolegami po fachu :D   







niedziela, 15 stycznia 2017

O tym, jak weterynarz został górnikiem w Kopalni Soli ;)

Weterynarz na ogół zajmuje się leczeniem kudłatych milusińskich. Ale czasem w ramach różnych pomysłów zbiera też inne doświadczenia. Tym razem inspiracją była wizyta gości z Francji – Asi i Thibaulta, czyli [Cibo]. Poprzestaniemy na [Cibo], bo imię pisane w pięknym, aczkolwiek trudnym dla przeciętnego Polaka języku zupełnie nie odpowiada rzeczywistości, czyli imieniu słyszanemu. Goście zapragnęli zwiedzić kopalnię soli w Wieliczce. Zaglądnęłam na stronę i poczułam pewien niedosyt. Trasa turystyczna wydaje się ciekawa, ale jakoś tak trochę tchnie nudą. Szukam dalej – mój wzrok przyciągnęła trasa górnicza. Zaglądam i widzę stadko uśmiechniętych szarych ludków w pomarańczowych hełmach. Taaak, to wygląda znacznie lepiej. Aktywne zwiedzanie, niezapomniana przygoda, fascynujące spotkanie z górniczymi tradycjami i obrzędami. Jedziemy!

Naszym przewodnikiem był Przodowy Rysiek. Jak większość znanych mi Ryśków to osoba tryskająca humorem... momentami bardzo czarnym, ale taki lubię najbardziej :) Uzbrojony w górniczą laskę zarzucał nas górniczą terminologią i wprowadzał w tajniki zawodu. Nauczyliśmy się, co to jest spong, strop, ocios i sztreka. [Cibo] zaś poznał nowe polskie słowo – pierdyknąć, w znaczeniu „wysadzić w powietrze” (ścianę), „uderzyć” (kilofem) i „przybić” (pieczątkę), w zależności od potrzeby. Weterynarze zostali górniczymi cieślami i dostali za zadanie przepiłowanie kłody drewna z pominięciem palców, co proste nie było. W grupie pracował też śleper mierzący poziom metanu, dwóch tragarzy, napełniających solą zardzewiałe wagoniki i maperzy, którzy próbowali wyprowadzić nas z labiryntu korytarzy. Część trasy trzeba było pokonywać na czworakach, a część po drabinie. Zwiedziliśmy podziemną kaplicę, wsłuchiwaliśmy się w stukot końskich kopyt i ciszę kopalni oraz pozyskiwaliśmy sól. Wszystko ubarwione niesamowitymi opowieściami Przodowego Ryśka, anegdotami kopalnianymi i okolicznościowymi wierszykami. Na końcu trasy każdy z nas wykonał skok przez fartuch i złożył górniczą przysięgę. Obładowani solnym urobkiem i uśmiechnięci od ucha do ucha wyjechaliśmy na powierzchnię.


Wszystkim, których ciągnie do Wieliczki, polecam zwiedzanie aktywne, czyli trasę górniczą w szybie Regis <3






środa, 17 lutego 2016

Szkolenie - onkologia i hematologia 2016

Szkolenia są różne: takie, na których koniecznie trzeba być i takie, na które wypada pojechać. Onkologia i hematologia zorganizowana przez dr Marcina Suszyńskiego i jego współpracowników z firmy VetCo to jedno z tych szkoleń, na które czekaliśmy niecierpliwie od wielu miesięcy. Po pierwsze: ze względu na tematykę, po drugie: gwiazdorską obsadę. Prof. C.Guillermo Couto to mój idol od wielu lat. Ciekawe i praktyczne publikacje, pełne życia prezentacje. Hematologia w jego wydaniu to miód dla uszu i umysłu. Tym razem, przynajmniej dla mnie, była to powtórka i podsumowanie posiadanej już wiedzy, ale mimo to z zainteresowaniem wysłuchałam wykładów.
Drugi z wykładowców, dr Gerald Post, przedstawił niezwykle interesujące wykłady onkologiczne. Trochę wiedzy ogólnej i dużo nowości. Szczególnie interesujące wydają się być informacje o nowych możliwościach diagnostycznych u pacjentów onkologicznych. Personalizacja biomarkerów, bo tego dotyczył ostatni z wygłoszonych przez doktora Posta wykładów, daje nie tylko dokładną informację o rodzaju nowotworu, ale też wskazówki dotyczące wyboru najskuteczniejszych leków. Czekamy z niecierpliwością na ofertę firmy Innogenics w Polsce, bo to będzie dla naszych pacjentów prawdziwy przełom!


Jak zawsze na takich konferencjach najwięcej przepływu informacji ma miejsce w kuluarach. Tym razem też nawiązaliśmy ciekawe kontakty, pojawiły się nowe pomysły sprzętowe, które jeszcze zwiększą skuteczność leczenia pacjentów nowotworowych Przychodni Weterynaryjnej THERIOS, a także ciekawe propozycje publicystyczne.  
Maja i Jacek Ingarden z dr Geraldem Postem w trakcie dyskusji w kuluarach
 



niedziela, 10 listopada 2013

Blaski i cienie onkologiczne...

Cindy, 11-letnia goldenka.
Od kilkunastu lat zadaję sobie pytanie: czy warto zajmować się pacjentami onkologicznymi, czy nie? Może lepiej szczepić, odrobaczać, sterylizować i leczyć APZSy i parwo? Łatwo osiągnąć sukces. Jeden zastrzyk, kilka kroplówek, badania ograniczone do minimum, niska cena. I wdzięczność klienta, który widzi szybki efekt. A jak pojawia się coś poważniejszego, to wystarczyłoby pokręcić głową i poinformować, że jest tak źle, że już gorzej być nie może. Lepiej nie walczyć.
Guz śledziony? Uśpić, broń boże nie leczyć.
Chłoniak? Uśpić, bo chemia to męczenie psa.
Rak kości? Uśpić, bo pies nie da rady żyć na trzech łapach, a i tak może pożyje pół roku.
Często właściciele nie usypiają, tylko czekają... A potem przychodzi im go głowy myśl: skoro psiak/kot ciągle żyje, to może nie jest tak źle? I szukają onkologa.

Bywa też inaczej. Wielu lekarzy weterynarii już przy pierwszych objawach choroby nowotworowej mówią: to nie moja specjalizacja. Proszę jechać na konsultację.

I trafiają do nas pacjenci na różnym etapie choroby. Jedne zwierzaki już na pierwszy rzut oka pokazują, że cierpią. Inne zachowują się jakby choroba dotyczyła nie ich, tylko kogoś zupełnie innego. Ale łączy ich jedno: RAK...

Poniżej podam przykłady trzech pacjentów, dwóch z zeszłego piątku, jeden wcześniejszy, ale ze świeżutkim wynikiem histopatologii. 

Rosie, dobermanka z chłoniakiem.
Rosie: 9-letnia dobermanka. Trafiła do nas w czerwcu 2012 z paskudnym chłoniakiem. Zajęte wszystkie węzły chłonne, szpik i oczy. Aż kusiło, żeby załamać ręce. Ale właściciel nie przyjechał, żeby słuchać o załamywaniu rąk. Podjęliśmy walkę. Oczy Rosie powierzyliśmy zaprzyjaźnionemu okuliście, dr Stefanowiczowi. My zajęliśmy się resztą. Po 6 miesiącach zakończyliśmy pierwszy etap leczenia. Po 13 miesiącach był nawrót. Sunia pięknie odpowiedziała na terapię ratunkową. Żyje i to żyje pełnią życia. Trochę narzeka na dietę, ale z tym jakoś da się żyć :)

  Cindy: 11-letnia goldenka z Fundacji Aurea. Adoptowana w marcu tego roku. Prawie niewidoma. Miała usunięte guzki z gruczołu sutkowego, w miejscu blizny pooperacyjnej pojawił się nowy guz. W HP wyszedł chłoniak. Kondycja idealna, no, może trochę więcej ostatnio śpi. Rtg wykazało rozsiane zmiany w płucach. Najprawdopodobniej przerzuty z sutka. Dwa złośliwe nowotwory, każdy innego pochodzenia, żaden nieoperacyjny. W zasadzie to wyrok, ale dlaczego tak łatwo mamy się poddać? Nie uratujemy Cindy, ale może uda się przedłużyć jej trochę życie?

Rtg klatki piersiowej Cindy...

Guz śledziony u Sisi, okazał się niezłośliwy :)

Sisi: 6-letnia sunia w typie amstafa. Lekarze prowadzący stwierdzili ogromnego guza w brzuchu i wydali wyrok, bez konsultacji, bez żadnego światełka nadziei. Zdesperowani właściciele trafili do nas. Guz był imponujący, wielkości głowy kapusty... Dr Ingarden usunął śledzionę z guzem, poinformował o możliwości chemii. Rozpoznanie histopatologiczne: angioma, niezłośliwy nowotwór z naczyń krwionośnych. Sisi dostała od nas drugie życie :)

Niestety nie zawsze jest tak optymistycznie. Czasami podejmujemy walkę, ale ją przegrywamy wcześniej, niż się spodziewaliśmy. Niektórzy właściciele mają żal, że się nie udało. Liczą na cud, który nie nastąpił. Taka walka jest kosztowna, bo nie da się ominąć badań, leki stosowane u pacjentów onkologicznych kosztują więcej niż standardowe preparaty weterynaryjne... I nie ma gwarancji sukcesu. Inna jest też definicja onkologicznego sukcesu. Czasami sukcesem jest kilka tygodni godnego życia, czasami 2-3 lata. Tylko wczesny etap choroby daje możliwość wyleczenia. Wszystko zależy od rodzaju nowotworu i indywidualnych reakcji pacjentów. W onkologii nie da się pójść na skróty. Nie można ominąć badań krwi, rtg, usg, badan histopatologicznych. Jak jest możliwy zabieg, to się go wykonuje. Im wcześniej, tym lepiej.

Zadaniem onkologa jest przedstawić możliwe opcje postępowania, przewidywany przebieg leczenia oraz  indywidualnie zdefiniować sukces. Potem dostosować się do decyzji właściciela i uszanować każdą decyzję...








środa, 2 października 2013

Po co tyle tych zdjęć?!

Często spotykamy się ze zdziwieniem właścicieli pasów i kotów jak słyszą, że trzeba zrobić trzy zdjęcia klatki piersiowej. "Po co?" pytają. "Przecież w gabinecie X powiedzieli, że wystarczy tylko jedno".
A jednak nie wystarczy. U pacjentów onkologicznych, których mamy w naszej przychodni najwięcej, konieczne są trzy projekcje: dwie boczne (na lewym i prawym boku) oraz strzałkowe.
Dlaczego? Bo niewielkie zmiany (np przerzutowe) mogą być widoczne tylko na jednym ze zdjęć. Przykładem jest 9-letnia sunia, która trafiła do nas z rozpoznaniem naczyniakomięsaka (hemangiosarcoma). Kilka miesięcy wcześniej miała usuwane guzy sutka, niestety bez rozpoznania HP. Rutynowe badania przed kwalifikacją do dalszego postępowania wykazała zmiany w śledzionie i... klatce piersiowej. Dwa guzki w okolicy podstawy serca, bardzo słabo cieniujące, widoczne dopiero na drugim zdjęciu rtg.

Tutaj wydaje się, że wszystko jest w porządku... 

... a tutaj już nie... 

I jeszcze powiększenie...

Śledzionę trzeba było usunąć, dr Ingarden usunął jeszcze tkanki w okolicy wcześniejszego zabiegu. Teraz czekamy na wyniki HP, żeby ustalić optymalny schemat chemioterapii...

sobota, 14 września 2013

Oto Simba...


Simba ma 9 lat, jest krzyżówką border collie i goldena. Trafił do nas w maju z... wyrokiem. Zniekształcony nos, duszność, ropny zapach, krwawienia... W TK (tomografia komputerowa) jeszcze gorzej, bo okazało się, ze zajęta jest kość, podniebienie i oczodół. Rozpoznanie histopatologiczne: fibrosarcoma, czyli włókniakomięsak. Zmiana nieoperacyjna, psisko z dużym dyskomfortem. I właściciel, który nie chce się poddać. Zaproponowaliśmy paliatywną chemioterapię. Trochę bez przekonania, ale to była taka decyzja ostatniej szansy. Z zastrzeżeniem, że jak będzie cierpieć, to trzeba będzie się pożegnać.


Od tego czasu minęły już ponad cztery miesiące. Simba czuje się doskonale, chemię znosi bardzo dobrze. Zniekształcenie nosa widoczne z zewnątrz zmniejszyło się. Nie ma krwawień, nie ma ropnego zapachu. Simba ma apetyt, jest aktywny. Nie wygląda, żeby cierpiał. Rozpoczęliśmy ostatni cykl chemii. Wiemy, że prędzej, czy później przegramy tę walkę, ale już teraz możemy powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. Simba żyje i cieszy się życiem :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Fotografia moje hobby ;)


Drożdżaki Malessezia sp. 
Zamiłowanie do fotografii objawia się u mnie nie tylko szafą pełną albumów rodzinnych, ale też wieloma zdjęciami "zawodowymi". Jak tylko mam czas, to staram się dokumentować fotograficznie pracę weterynarzy w THERIOSie. Ulubionym miejscem mojego szaleństwa fotograficznego jest sala operacyjna i... laboratorium. Dzisiaj sesję zdjęciową miały szkiełka. Kilkadziesiąt wyselekcjonowanych szkiełek zostało uwiecznionych na 645 zdjęciach. Same ciekawe przypadki:
Cytologia z moczu: zapalenie bakteryjne 

rak pęcherza moczowego 
ostra białaczka limfoblastyczna (krew, szpik i śledziona)
malessezioza
niedokrwistości immunohemolityczne 
nowotwór otrzewnej (mesothelioma?)
mięsak histiocytarny
naczyniakomięsaki
chłoniaki (w tym jeden u świnki morskiej!)
anaplazmoza (krew i szpik)
anaplazmoza z boreliozą (krew i szpik)
Przewlekła białaczka limfocytarna.
Pacjent żyje już ponad dwa lata i jest w fantastycznej formie :) 
bakteryjne zapalenie pęcherza moczowego
plazmocytarne zapalenie skóry
zapalenie otrzewnej
zapalenie trzustki
guz komórek tucznych (mastocytoma)
przewlekła białaczka limfocytarna
ropne zapalenie otrzewnej
rak tarczycy
fibrosarcoma (chyba...)
niedobór kinazy pirogronianowej (podejrzenie: krew i szpik)
długie podniebienie miękkie (krew)
i inne...

Nie wszystko zdążyłam uwiecznić, nie wszystkie zdjęcia są udane. Ale czuję dużą satysfakcję, bo wykonałam KAWAŁ DOBREJ ROBOTY :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Moje rozważania na temat chłoniaków,
czyli leczyć, czy nie leczyć?



To jest pytanie, które zadaje sobie większość właścicieli zwierzaków „onkologicznych”, szczególnie w przypadku stwierdzonego złośliwego nowotworu. A szczególnie w przypadku takiego nowotworu, jakim jest chłoniak. Przez nasze ręce, w ciągu kilkunastu lat pracy w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS, przewinęło się około setki psów i kotów chorujących na chłoniaka. Pierwsza była Negra, urocza dobermanka. Trafiła do nas z wielkimi jak gęsie jaja węzłami chłonnymi. Był to rok 2000, początki naszej działalności w Myślenicach. W postawieniu rozpoznania pomogli mi znajomi weterynarze zza wielkiej wody. „To pewnie chłoniak. Pobierz węzeł chłonny do badania”. „A co potem?” zapytałam. „Jak to co, chemia!”. Pogrzebałam w książkach, posurfowałam po internecie i po raz pierwszy zastosowałam program COP, stosowany potem regularnie u różnych pacjentów. Tak zaczęła się nasza przygoda z onkologią weterynaryjną. A że działaliśmy w zaciszu prywatnej praktyki, mało kto wiedział, że THERIOS jest jednym z pionierów onkologii weterynaryjnej w Polsce.

Tyle historii. Początki były trudne, uczyliśmy się wszystkiego od początku zdobywając stopniowo doświadczenie. Bo chemia to nie tylko podanie leków. To potrafi każdy. Chemioterapia to sztuka prowadzenia pacjenta onkologicznego. Trzeba wybrać odpowiedni program, dobrać zestaw koniecznych badań dostosowany nie tylko do rodzaju chłoniaka, ale też do kieszeni właściciela, trzeba umieć radzić sobie z objawami ubocznymi. A na końcu najtrudniejsze: powiedzieć w odpowiednim momencie STOP, dalsza walka nie ma sensu. I przekazać tę informację właścicielowi zwierzaka.

Powiększone węzły chłonne podżuchwowe
u boksera z chłoniakiem. 
Czym różni się chłoniak od innych nowotworów?
Chłoniak jest nowotworem ogólnoustrojowym, atakuje układ krwiotwórczy. Nie da się go wyciąć. Jedyną możliwością walki z nim jest chemioterapia. Na szczęście te akurat komórki nowotworowe bardzo nie lubią chemii i już po pierwszych kroplówkach węzły chłonne zmniejszają i zwierzak wraca do stanu sprzed choroby.

 Czy często występują objawy uboczne chemioterapii?
Łagodne objawy uboczne zdarzają się często. Zwierzaki kilka dni po podaniu leków mogą mieć gorszy apetyt, mogą być trochę słabsze i mogą zareagować lekką biegunką. Poważne objawy uboczne zdarzają się rzadko, najczęściej tylko na początku, gdy dochodzi do tzw ostrego zespołu rozpadu guza. Rozpadające się komórki nowotworowe uwalniają dużą ilość substancji toksycznych, co prowadzi do objawów zatrucia. Generalnie psy dużo lepiej znoszą chemioterapię niż ludzie. Objawy zależą też od rasy, stadium chłoniaka i od zastosowanego programu. Na przykład doksorubicyna może uszkadzać serce, ale u pewnych ras (owczarki szkockie, owczarki szetlandzkie) może wywołać krwotoczne zapalenie okrężnicy. Każdy z leków ma listę potencjalnych objawów ubocznych, o których w PW THERIOS właściciele są informowani.

Postać jelitowa chłoniaka może być przyczyną biegunek.
Na zdjęciu: niedrożność jelit u kota spowodowana chłoniakiem. 
Czy zwierzęta chorujące na chłoniaka cierpią?
Uważa się, że nowotwory u zwierząt nie bolą. Są oczywiście wyjątki, ale mówimy teraz o chłoniaku. Bolesność i dyskomfort (czasami znaczny) może wynikać z ucisku powiększonych węzłów chłonnych na narządy wewnętrzne oraz na struktury zewnętrzne. Uciskające na naczynia krwionośne guzy czasem powodują powstanie obrzęków zastoinowych. Powiększone węzły chłonne podżuchwowe i migdałki zaburzają oddychanie. Przy zaatakowanej tkance chłonnej jelit może występować silna biegunka i ataki kolki. Chłoniak śródpiersiowy może powodować gromadzenie się w klatce piersiowej płynu i pies / kot może się dusić. Większość z tych objawów (a najczęściej wszystkie) ustępuje po wprowadzeniu leczenia.

Czy chłoniak jest uleczalny?
Nie. Najczęściej po kilku lub kilkunastu miesiącach chłoniak wraca. Jak dużo czasu dostanie nasz pacjent zależy od rodzaju chłoniaka, od wieku pacjenta i od momentu wprowadzenia leczenia. Chłoniaki T-komórkowe są gorsze i te psiaki umierają szybciej. Krócej żyją psy, u których chłoniak pojawił się w wieku 2-3 lat. Ale mamy sporą grupę pacjentów, które żyły 2, a nawet 3 lata. Realna długość życia przy postaci uogólnionej to około 10-12 miesięcy. W dobrym komforcie. Przy zastosowaniu bardziej rozbudowanych schematów więcej.
Oczywiście zdarzają się wyjątki i może się udać wyleczyć pacjenta. Pod jednym warunkiem: leczenie chłoniaka musi być wprowadzone na bardzo wczesnym etapie. Tego warunku nie spełnia praktycznie żaden nasz pacjent. Najczęściej chłoniaki są „podleczane” sterydami, albo właściciele czekają, aż węzły chłonne same się zmniejszą. Bo na początku choroby psy i koty czują się znakomicie! Jakby nie niepokojące „guzki” na gardle można by uznać, że zwierzak jest zupełnie zdrowy.

Czy chemioterapia jest dużym zagrożeniem dla domowników?
Leki stosowane w chemioterapii są szkodliwe, to nie ulega wątpliwości. Ale przy wprowadzeniu kilku podstawowych zasad ich szkodliwość jest ograniczona do minimum. Większość leków jest stosowana w bardzo niewielkich dawkach. Leki potencjalnie szkodliwe są podawane z niską częstotliwością. Leki są wydalane w niewielkich ilościach różnymi drogami. Unikanie bezpośredniego kontaktu z wydalinami i wydzielinami leczonego zwierzęcia (kał, mocz, wymiociny, ślina) wystarczy do zapewnienia sobie i domownikom bezpieczeństwa. W PWTHERIOS zalecamy sprzątanie po naszych pupilach w jednorazowych rękawiczkach, unikanie wylizywania twarzy i wyprowadzanie na siku poza ogródek, szczególnie, jeżeli w domu są raczkujące po trawie małe dzieci.

Badanie usg u psa z chłoniakiem:
widoczny powiększony węzeł chłonny krezkowy. 
Czy trzeba robić badania przed podaniem chemii? Jakie badania są najważniejsze?
W PW THERIOS przed rozpoczęciem leczenia wykonujemy całkiem sporo różnych badań: biochemia krwi, elektrolity, usg, rtg, badanie serca (echo, ekg). Przed każdym podaniem chemii robimy morfologię krwi i często podstawowe badania biochemiczne. Przed wprowadzeniem doksorubicyny konieczne jest echo serca i ekg (potencjalne działanie kardiotoksyczne). Przy leczeniu asparaginazą warto wykonać badanie krwi w kierunku zapalenia trzustki. Inne badania wykonujemy w razie potrzeby.

Czy powinno się stosować jakieś dodatkowe leki, witaminy i odżywki u pacjenta leczonego chemią?
Jak najbardziej. Czasami zalecamy leki przeciwbakteryjne (antybiotyki, sulfonamidy), szczególnie na początku leczenia i w razie wystąpienia objawów ubocznych. Zalecamy również leki osłaniające ścianę żołądka, szczególnie przy długotrwałym stosowaniu leków sterydowych. Oprócz tego zalecamy zestaw witaminowo-mineralny przeznaczony specjalnie dla pacjentów onkologicznych oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

To w końcu leczyć, czy nie leczyć?
Moim zdaniem leczyć. Nie, żeby wyleczyć, tylko żeby zaleczyć na wiele miesięcy. Warunek: zdyscyplinowanie. Leków nie można podawać od przypadku do przypadku. Ewentualne przesunięcia mogą wynosić nie więcej niż kilka dni. Chyba, że lekarz prowadzący podejmie decyzję o zmianie programu i zmianie terminów podawania leków. W razie wątpliwości należy skontaktować się z przychodnią telefonicznie (12 2744130) lub mailowo (therios@therios.eu). 

Więcej o chłoniaku można przeczytać >>TUTAJ 

poniedziałek, 4 marca 2013

Szalony piątek...



Miało być spokojnie, bo jeden pacjetnt się wypisał, a Saba... No cóż, Saba miała przyjechać po wyrok... Ponad rok temu trafiła do nas z autoimmunologiczną niedokrwistością, która o mało jej nie zabiła. Wygraliśmy. ale w pewnym momencie zaczęła źle tolerować sterydy. Stwierdziliśmy guz nadnerczy i silną niewydolność wątroby. Przez pół roku o komfort Saby walczyli lekarze w Kalwarii. Ustabilizowali cukrzycę, która się rozwinęła i niewydolność wątroby. Ale dwa tygodnie temu Saba zaczęła się źle czuć. Po raz kolejny sunia przyjechała do nas. Tym razem... z paskudnym ropomaciczem.
Daliśmy właścicielce alternatywę: zabieg w dużym ryzyku lub eutanazja. Właścicielka wybrała zabieg. Zabieg przebiegł pomyślnie. W sobotę Saba sama się podnosiła i nawet merdała ogonem. Kryzys przyszedł następnego dnia i z niedzieli na poniedziałek sunia przeszła za TM :( Saba była wyjątkową pacjentką, cierpliwą i ufną. Tyle razy wychodziła z opresji, że mieliśmy nadzieję, że tym razem też się uda...



Potem była sznaucerka z anaplazmozą na biopsję szpiku i śledziony i młoda owczarzyca na biopsję nerki. Z właścicielami owczarka ponarzekaliśmy na współczesną młodzież. Że roszczeniowa, przemądrzałą i w ogóle jakaś taka inna niż 20 lat temu... Jako nauczyciele mieli sporo do opowiadania.


Dalej Klara z dysplazją łokci i bioder. Dostała dostawowo kwas hialuronowy i we wtorek przyjedzie na pobranie tłuszczu do hodowli komórek macierzystych... 



Do domu pojechały dwie pacjentki, które spędziły u nas ponad tydzień: kocica Marzenka w niewydolnością nerek (zatrucie płynem do chłodnic) i Luka po operacji ropomacicza.


Był jeszcze zabieg usunięcia guzów sutka, jakieś szczepienia i odrobaczania. I na koniec dwóch pacjentów "chłoniakowych". Rex na chemię i Tosia. Tośka dostała od nas dwa lata życia. Jest po chemioterapii ratunkowej,, na którą ładnie zareagowała. Niestety, zaczęła ostatnio kaszleć... Zdjęcie rtg wykazało zajęte guzami płuca. Przegrywamy walkę o Tosię... To takie niesprawiedliwe, żeby wygrać z jednym nowotworem, a przegrać z drugim...