Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerniak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

Publikujemy nie tylko w czasopismach weterynaryjnych...

Lato nadeszło, sezon weterynaryjny w pełni, a my wprawdzie trochę się publikacyjnie rozleniwiliśmy, ale nie aż tak bardzo. Tym razem seria artykułów do Biuletynu Ogara i Gończego 2014. Propozycja z zaskoczenia, ale dzięki temu obyło się bez naukowego bla-bla-bla, tylko musiało być... spontanicznie. Naukowe głowy pewnie załamią ręce. O historii hodowli wyrywkowo i w anegdotach. O rozrodzie i nowotworach potocznie i "dla ludzi". Na blogu Boogaskowo umieściłam wspominkowy artykuł o hodowli "Hulaj Dusza" w rozdzielczości umożliwiającej odczytanie. Osoby zainteresowane pełnym tekstem artykułów : "Kiedy kryć sukę?" i "Nowotwory u gończych" proszę o kontakt pod artykułem (w komentarzu), z podaniem maila.
Nie wiem, czy obecnie Biuletyn można kupić. Wiem, że ma być dodruk. Więcej informacji można uzyskać w Opolskim Związku Kynologicznym, u Grzegorza Werona.





poniedziałek, 30 czerwca 2014

Taki sobie guzek...

Gabi ma 12 lat i pełną życia małą sznaucerką. Do tej pory okaz zdrowia. Żywotna, ruchliwa, z turbo doładowaniem pod ogonkiem. Pewnego dnia właścicielka zauważyła na łapce małego guzka. Nie czekała aż urośnie, tylko jak najszybciej przyjechała do THERIOSa. Guzek wyglądał całkiem niewinnie. Mały, kilkumilimetrowy ciemny guziczek. Onkologicznie został potraktowany jako mocno podejrzany i usunięty z dużym zapasem tkanki.
Po 10 dniach dostaliśmy wynik badania histopatologicznego: złośliwy czerniak... Margines cięcia wolny od komórek nowotworowych, jednak margines głęboki z wąskim marginesem zdrowych tkanek (1 milimetr).

Jakie zapadły decyzje? Guzek niby usunięty w całości, ale rodzaj nowotworu i ryzyko, że jednak jakieś pojedyncze komórki czerniaka mogły zostać w tkankach skłonił nas do podjęcia decyzji o chemioterapii. Dzisiaj Gabi dostała pierwszą z 4 dawek karboplatyny. Przed nią jeszcze wiele kontroli, ale stawka jest wysoka, ponieważ walczymy o całkowite wyleczenie...

środa, 30 kwietnia 2014

Definicja sukcesu w onkologii weterynaryjnej...

To taka refleksja na dzisiaj. Niektórzy właściciele myślą, że jak przyjadą do onkologa ze swoim psem lub kotem, to onkolog zrobi czary-mary, wyciągnie strzykawę z kolorowym płynem, poda zastrzyk i zwierzaka wyleczy... Oczywiście, często scenariusz bywa dobry. Strzykawa ma postać skalpela, na którego końcu spotkać można chirurga, potem chemia i mamy pełen sukces: pacjent zdrowieje i żyje przez wiele lat. Ale głównym warunkiem jest wczesna interwencja. Nasi pacjenci niestety często trafiają do nas jak już choroba jest tak zaawansowana, że cudów nie możemy obiecać. Co wtedy jest sukcesem? Czas, który uzyskujemy dla naszych pacjentów i ich właścicieli, w którym mogą się sobą nawzajem nacieszyć. W takiej sytuacji każdy tydzień jest prezentem od losu. Nie należy liczyć na cuda, bo cuda się zdarzają, ale niestety bardzo rzadko...

Pierwsza operacja Szani...

Jednym z takich pacjentów jest Szani, 18-letnia psia babunia. W lutym w THERIOSie dr Ingarden usunął jej z jamy ustnej ogromnego czerniaka. Potem była jedna chemia i druga. Dzisiaj miała dostać trzecią porcję karboplatyny. Niestety, guz zaczął odrastać. Po prawie trzech miesiącach... Szani czuje się bardzo dobrze, ale guz rozpada się i utrudnia jedzenie. Po raz kolejny suczka trafiła na stół operacyjny licząc na kolejny mały cud i kolejne szczęśliwe tygodnie. Czy się uda? Zobaczymy. Kilka małych sukcesów odnieśliśmy, a jak będzie tym razem? 

Szani przed drugim zabiegiem.
Drugim pacjentem był (niestety, BYŁ, a nie JEST) Blues, 12-letni owczarek. Przyjechał do nas po raz pierwszy w październiku 2012 z kilkoma litrami płynu w klatce piersiowej, wyjechał o te kilka litrów lżejszy. Płyn miał upuszczany pięciokrotnie. Czuł się raz lepiej, raz gorzej, ale generalnie dobrze. Serce ustabilizowaliśmy lekami. Jednak od kilku dni poczuł się wyraźnie gorzej. Właścicielki przyjechały licząc, że po raz kolejny uda się Bluesowi pomóc. Ale nie udało się... Psiak odszedł na stole zanim zdążyliśmy odciążyć mu serce... Właścicielki mimo rozpaczy podziękowały nam za te 1,5 roku, które Blues mógł być z nimi... Mimo tego, że straciliśmy pacjenta, odnieśliśmy sukces... 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Operować nieoperacyjne?

Zmiana nieoperacyjna. Zabieg nie przyniósłby poprawy komfortu życia.
Jak to jest z tymi operacjami: operować, czy nie operować? Co jest operacyjne, a co nie jest? Czy guz jest nowotworem, czy na przykład ropniem? Czy niewydolność nerek jest przeciwwskazaniem do operacji?
Ogólne zasady są bezlitosne. Nieoperacyjnego nie ruszać, każdy guz może być nowotworem, a przy niewydolności nerek nie operujemy. Ale czasem świadomie zmienia się zasady. Nam, w THERIOSie, zdarza się to dość często. Chociaż staramy się zachować zdrowy rozsądek. Nieoperacyjne operujemy, jeżeli jest szansa na poprawę pacjentowi komfortu życia. Przykład: Bronka. Kulała, guz rósł w zastraszającym tempie. Histopatologia była bez litości, wykazała wredny złośliwy nowotwór, gruczolakoraka. Ale sunia świetnie się czuje i praktycznie nie widać kulawizny na kulawą łapkę. Czy uda się przedłużyć jej życie? Zobaczymy... Na pewno żyje się jej lepiej.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni trafiła do nas szóstka "nieoperacyjnych" pacjentów.

Nieoperacyjny nowotwór języka.
1. Bronka
2. Nitka
3. Bella
4. Rafael
5. Szina
6. Smyk

Z tego nie zdecydowaliśmy się operować tylko dwóch, kocicy z rakiem płaskonabłonkowym twarzy oraz psiaka z rakiem języka. U nich zabieg nie poprawiłby komfortu życia, ale by pogorszył. Pozostałe zwierzaki zostały zoperowane. I Szina z czerniakiem jamy ustnej, i Bella z guzami po pachą, i Bronka z zarośniętymi nowotworem głównymi naczyniami szyjnymi, i kocurek z guzem w brzuchu i niewydolnością nerek. Kocisko dało nam do wiwatu, bo trochę nas przycisnęli właściciele. Wbrew zasadzie dr Jacek Ingarden zoperował kota z fatalnymi parametrami nerkowymi. do tej pory to była zasada niełamalna. A jednak... Ku naszemu zaskoczeniu guz okazał się ropniem, a 48 godzin po operacji kot czuje się całkiem nieźle i ma lepsze wyniki...

Czerniak jamy ustnej uniemożliwiający pobieranie pokarmu.
Pacjentka ze zdjęcia powyżej: usunięcie guza mające na celu poprawę komfortu życia.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Czerniak, podstępny nowotwór...

Czerniak (melanoma malignum) u Koli. Strzałki wskazują zasięg nowotworu.
Tym razem przedstawiam Kolę, 9-letniego kundelka. Zaczęło się od problemów z jedzeniem. Potem pojawiły się krwawienia z jamy ustnej. A potem Kola odmówił jedzenia. Do nas trafił z nieoperacyjnym guzem naciekającym kości. Rozpoznanie: czerniak (melanoma malignum). I to w najgorszej odmianie. W innej lokalizacji namawialibyśmy na zabieg. W takich sytuacjach usuwa się tyle tkanek ile się da, często razem z częścią szczęki. Właściciele często rezygnują z zabiegu z obawy przed okaleczaniem swojego pupila. Jednak większość psów świetnie adaptuje się do nowej sytuacji i nadal cieszą się życiem. U Koli zabieg nie wchodził w grę, zmiany były zbyt zaawansowane.

Wspólnie z właścicielami podjęliśmy decyzję o paliatywnej chemioterapii karboplatyną. Cztery cykle w odstępach trzytygodniowych. Ryzykując, że może się nie udać... To była trudna decyzja, bo trzeba było ją podjąć za psiaka. Wyrok i tak już zapadł, bo czerniaki jamy ustnej są agresywne i zabijają bezlitośnie. Sukcesem jest każdy dodatkowy tydzień, czy miesiąc.

Kola bardzo dzielnie przeszedł całe leczenie. Już w czasie chemii zaczął interesować się jedzeniem, początkowo miękkimi kawałkami mięsa, potem zabrał się za ogryzanie kości. Przypłacił to utratą zęba (trzeba było go operacyjnie usunąć), ale nie zniechęcił się.

Obecnie mija trzeci miesiąc od rozpoczęcia leczenia. Chemioterapia została zakończona. Pierwsze sukcesy są już za nami: Kola żyje, i to żyje pełnią życia. Je, bawi się, obgryza kości. Czerniak nie zniknął, ale został na jakiś czas "uśpiony". Na jak długo? Trzymamy kciuki, żeby to były kolejne tygodnie, a może miesiące...