poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Moje rozważania na temat chłoniaków,
czyli leczyć, czy nie leczyć?



To jest pytanie, które zadaje sobie większość właścicieli zwierzaków „onkologicznych”, szczególnie w przypadku stwierdzonego złośliwego nowotworu. A szczególnie w przypadku takiego nowotworu, jakim jest chłoniak. Przez nasze ręce, w ciągu kilkunastu lat pracy w Przychodni Weterynaryjnej THERIOS, przewinęło się około setki psów i kotów chorujących na chłoniaka. Pierwsza była Negra, urocza dobermanka. Trafiła do nas z wielkimi jak gęsie jaja węzłami chłonnymi. Był to rok 2000, początki naszej działalności w Myślenicach. W postawieniu rozpoznania pomogli mi znajomi weterynarze zza wielkiej wody. „To pewnie chłoniak. Pobierz węzeł chłonny do badania”. „A co potem?” zapytałam. „Jak to co, chemia!”. Pogrzebałam w książkach, posurfowałam po internecie i po raz pierwszy zastosowałam program COP, stosowany potem regularnie u różnych pacjentów. Tak zaczęła się nasza przygoda z onkologią weterynaryjną. A że działaliśmy w zaciszu prywatnej praktyki, mało kto wiedział, że THERIOS jest jednym z pionierów onkologii weterynaryjnej w Polsce.

Tyle historii. Początki były trudne, uczyliśmy się wszystkiego od początku zdobywając stopniowo doświadczenie. Bo chemia to nie tylko podanie leków. To potrafi każdy. Chemioterapia to sztuka prowadzenia pacjenta onkologicznego. Trzeba wybrać odpowiedni program, dobrać zestaw koniecznych badań dostosowany nie tylko do rodzaju chłoniaka, ale też do kieszeni właściciela, trzeba umieć radzić sobie z objawami ubocznymi. A na końcu najtrudniejsze: powiedzieć w odpowiednim momencie STOP, dalsza walka nie ma sensu. I przekazać tę informację właścicielowi zwierzaka.

Powiększone węzły chłonne podżuchwowe
u boksera z chłoniakiem. 
Czym różni się chłoniak od innych nowotworów?
Chłoniak jest nowotworem ogólnoustrojowym, atakuje układ krwiotwórczy. Nie da się go wyciąć. Jedyną możliwością walki z nim jest chemioterapia. Na szczęście te akurat komórki nowotworowe bardzo nie lubią chemii i już po pierwszych kroplówkach węzły chłonne zmniejszają i zwierzak wraca do stanu sprzed choroby.

 Czy często występują objawy uboczne chemioterapii?
Łagodne objawy uboczne zdarzają się często. Zwierzaki kilka dni po podaniu leków mogą mieć gorszy apetyt, mogą być trochę słabsze i mogą zareagować lekką biegunką. Poważne objawy uboczne zdarzają się rzadko, najczęściej tylko na początku, gdy dochodzi do tzw ostrego zespołu rozpadu guza. Rozpadające się komórki nowotworowe uwalniają dużą ilość substancji toksycznych, co prowadzi do objawów zatrucia. Generalnie psy dużo lepiej znoszą chemioterapię niż ludzie. Objawy zależą też od rasy, stadium chłoniaka i od zastosowanego programu. Na przykład doksorubicyna może uszkadzać serce, ale u pewnych ras (owczarki szkockie, owczarki szetlandzkie) może wywołać krwotoczne zapalenie okrężnicy. Każdy z leków ma listę potencjalnych objawów ubocznych, o których w PW THERIOS właściciele są informowani.

Postać jelitowa chłoniaka może być przyczyną biegunek.
Na zdjęciu: niedrożność jelit u kota spowodowana chłoniakiem. 
Czy zwierzęta chorujące na chłoniaka cierpią?
Uważa się, że nowotwory u zwierząt nie bolą. Są oczywiście wyjątki, ale mówimy teraz o chłoniaku. Bolesność i dyskomfort (czasami znaczny) może wynikać z ucisku powiększonych węzłów chłonnych na narządy wewnętrzne oraz na struktury zewnętrzne. Uciskające na naczynia krwionośne guzy czasem powodują powstanie obrzęków zastoinowych. Powiększone węzły chłonne podżuchwowe i migdałki zaburzają oddychanie. Przy zaatakowanej tkance chłonnej jelit może występować silna biegunka i ataki kolki. Chłoniak śródpiersiowy może powodować gromadzenie się w klatce piersiowej płynu i pies / kot może się dusić. Większość z tych objawów (a najczęściej wszystkie) ustępuje po wprowadzeniu leczenia.

Czy chłoniak jest uleczalny?
Nie. Najczęściej po kilku lub kilkunastu miesiącach chłoniak wraca. Jak dużo czasu dostanie nasz pacjent zależy od rodzaju chłoniaka, od wieku pacjenta i od momentu wprowadzenia leczenia. Chłoniaki T-komórkowe są gorsze i te psiaki umierają szybciej. Krócej żyją psy, u których chłoniak pojawił się w wieku 2-3 lat. Ale mamy sporą grupę pacjentów, które żyły 2, a nawet 3 lata. Realna długość życia przy postaci uogólnionej to około 10-12 miesięcy. W dobrym komforcie. Przy zastosowaniu bardziej rozbudowanych schematów więcej.
Oczywiście zdarzają się wyjątki i może się udać wyleczyć pacjenta. Pod jednym warunkiem: leczenie chłoniaka musi być wprowadzone na bardzo wczesnym etapie. Tego warunku nie spełnia praktycznie żaden nasz pacjent. Najczęściej chłoniaki są „podleczane” sterydami, albo właściciele czekają, aż węzły chłonne same się zmniejszą. Bo na początku choroby psy i koty czują się znakomicie! Jakby nie niepokojące „guzki” na gardle można by uznać, że zwierzak jest zupełnie zdrowy.

Czy chemioterapia jest dużym zagrożeniem dla domowników?
Leki stosowane w chemioterapii są szkodliwe, to nie ulega wątpliwości. Ale przy wprowadzeniu kilku podstawowych zasad ich szkodliwość jest ograniczona do minimum. Większość leków jest stosowana w bardzo niewielkich dawkach. Leki potencjalnie szkodliwe są podawane z niską częstotliwością. Leki są wydalane w niewielkich ilościach różnymi drogami. Unikanie bezpośredniego kontaktu z wydalinami i wydzielinami leczonego zwierzęcia (kał, mocz, wymiociny, ślina) wystarczy do zapewnienia sobie i domownikom bezpieczeństwa. W PWTHERIOS zalecamy sprzątanie po naszych pupilach w jednorazowych rękawiczkach, unikanie wylizywania twarzy i wyprowadzanie na siku poza ogródek, szczególnie, jeżeli w domu są raczkujące po trawie małe dzieci.

Badanie usg u psa z chłoniakiem:
widoczny powiększony węzeł chłonny krezkowy. 
Czy trzeba robić badania przed podaniem chemii? Jakie badania są najważniejsze?
W PW THERIOS przed rozpoczęciem leczenia wykonujemy całkiem sporo różnych badań: biochemia krwi, elektrolity, usg, rtg, badanie serca (echo, ekg). Przed każdym podaniem chemii robimy morfologię krwi i często podstawowe badania biochemiczne. Przed wprowadzeniem doksorubicyny konieczne jest echo serca i ekg (potencjalne działanie kardiotoksyczne). Przy leczeniu asparaginazą warto wykonać badanie krwi w kierunku zapalenia trzustki. Inne badania wykonujemy w razie potrzeby.

Czy powinno się stosować jakieś dodatkowe leki, witaminy i odżywki u pacjenta leczonego chemią?
Jak najbardziej. Czasami zalecamy leki przeciwbakteryjne (antybiotyki, sulfonamidy), szczególnie na początku leczenia i w razie wystąpienia objawów ubocznych. Zalecamy również leki osłaniające ścianę żołądka, szczególnie przy długotrwałym stosowaniu leków sterydowych. Oprócz tego zalecamy zestaw witaminowo-mineralny przeznaczony specjalnie dla pacjentów onkologicznych oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

To w końcu leczyć, czy nie leczyć?
Moim zdaniem leczyć. Nie, żeby wyleczyć, tylko żeby zaleczyć na wiele miesięcy. Warunek: zdyscyplinowanie. Leków nie można podawać od przypadku do przypadku. Ewentualne przesunięcia mogą wynosić nie więcej niż kilka dni. Chyba, że lekarz prowadzący podejmie decyzję o zmianie programu i zmianie terminów podawania leków. W razie wątpliwości należy skontaktować się z przychodnią telefonicznie (12 2744130) lub mailowo (therios@therios.eu). 

Więcej o chłoniaku można przeczytać >>TUTAJ 

20 komentarzy:

  1. Problem onkologiczny to zawsze ogromnie trudna sytuacja. Tak na prawdę wiele ludzi wciąż nie posiada zbyt dużej wiedzy i dla naszego społeczeństwa w dużej mierze medycyna wetrynaryjna jest postrzegana na niskim poziomie. Choć w praktyce w wielu lecznicach poziom pracy jest niezwykle wysoki, a lekarze pracują z takim samym albo i większym zaangażowaniem niż specjaliści "ludzccy". Myślę, że czeka nas wiele wiele pracy względem podniesienia naszej wiedzy społecznej. Na pewno droga będzie długa i kręta. Onkologia jest trudnym zagadnieniem, a leczenie nie należy do łagodnych i przyjemnych. Życie z psiakiem onkoligcznym łatwe nie jest, nie każdy psychicznie jest w stanie udźwignąć ten ciężar.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie leczyc i to jak nawczesniej.Suka przyjaciela trafila do onkologa w poczatkowym stadium chloniaka.Juz niespelna 1.5miesiaca uczeszczamy na chemioterapie 1x w tygodniu.Sunia czuje sie swietnie i wyniki badan bardzo dobre.Chemioterapia niestety nieb wyleczy chloniaka ale jest w stanie spowodowac jego remisje poprawiajac tym samym komfort zycia zwierzaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My właśnie zaczynamy za tydzień chemioterapię wczoraj zdiagnozowanego chłoniaka. Pozdrawiamy serdecznie życząc zdrówka podopiecznym, tego też i naszej Krysi życzymy.

      Usuń
  3. mOJA 3 LETNIA SUCZKA SHIH TZU ZAChOROWALA NA CHLONIAKA Z KOMOREK T . To bylo 1,5 roku temu. Zauważyłam powieksony wezel chlonny na szyi. A wczesniej cierpiala juz na biegunki, ktorych nie moglismy wyleczyc. Zdiagnozowali ja w klinice w Libercu. Przeszla 16 cykli chemioterapi. Najpierw doxorubicyna x4, pozniej vinblastyna. Dodatkowo chlorambucyl i prednizon. Przezyla 15 miesięcy od chwili rozpoczęcia leczenia. Przez rok praktycznie nie miala skutkow ubocznych oprocz biegunki , ktora towarzyszyla jej do konca i nie ustępowała. Pod koniec zycia jej zoladek juz nie przyjmowal pokarmow i wydalala od razu po zjedzweniu. Miala dobry apetyt do konca, a mimo to bardzo schudla(przez te biegunki). Nie zaluję leczenia. Ale trzeba podkreslic, ze jest to ogromne wyzwanie dla wlasciciela zwierzaka. Wiaze sie to z mnostwem badan, wkluc, kroplowek, podawania lekow systematycznie. Moj weterynarz dal mojej kochanej suni dodatkowy rok zycia i za to jestem wdzieczna. Byl to czas jaki moglam z nia spedzic na spacerach i innych przyjemnosciach. Teraz jej juz nie ma od 3 tygodni i tesknie... Zycze powodzenia wszystkim psiakom i ich wlascicielom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze, że po ok 8 miesiącach leczenia chłoniak u mojej suczki dal przezuty do mózgu i dodatkowo miala problemy z orientacja. W pewnym stopniu przestala reagowac na wolanie-tak jakby mnie nie poznawala. Ja jako laik poczatkowo myslalam, ze stracila wzrok, bo tak wlasnie to wyglądalo. Tego problemu juz nie dalo się cofnąc, ale suczka i tak byla calym moim szczęsciem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za komentarze! Takie opinie właścicieli są bardzo cenne nie tylko dla innych, którzy stają przed dylematem, czy podjąć leczenie, czy nie, ale też dla mnie. Wprawdzie jesteśmy po tej samej stronie barykady w walce z nowotworem, ale to Wy podejmujecie największą walkę, ja jako wet daję tylko narzędzie i nadaję kierunek...

    OdpowiedzUsuń
  6. To wazne Pani Doktor co Pani powiedziala, to my jako wlasciciele zwierzat podejmujemy ogromna walke. W przypadku nowotworu jakim jest chloniak na starcie dowiadujemy sie, ze nasze zwierze, predzej czy pozniej ta walke przegra. I nawet jak podejmiemy leczenie to w psychice zostaje swiadomosc tego, ze zwierzak umiera. Jest to bardz bardzo stresujaca sytuacja, do ktorej pozniej czlowiek jakos sie przyzwyczaja. Oswaja sie z ta mysla. Teraz mojej suni nie ma juz 2 miesiace i nadal mysle o niej o calym leczeniu i ciesze sie, ze juz nie cierpi.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja wlasnie dzisiaj dowiedziałam się że mój Kocurek Bercik ma chloniak złośliwy. W pierwszej wersji podejrzenie miesak złośliwy. Na wynik biopsja nie doczekaliśmy się. Amputacja przedniej łapy. Bercik po operacji już 2 tyg. A tu proszę chloniak.

    OdpowiedzUsuń
  8. I zastanawiam się co robić. Jest kotem bialaczkowym.

    OdpowiedzUsuń
  9. I zastanawiam się co robić. Jest kotem bialaczkowym.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja 10-letnia kotka miała drobny wypadek dwa miesiące temu (poprztykała się z naszym drugim kotem). Wydawało się, że to zwykłe stłuczenie palca tylnej łapki. Złamania nie stwierdzono. Niecałe dwa tygodnie później na palcu zrobiła się ranka, wet powiedziała, że to naderwanie pazura. Niedługo potem miała zabieg usunięcia aż trzech pazurów tej łapki, bo wszystkie zaczęły się babrać. Opatrunek i antybiotyki. Jednak rana ciągle nie chciała się zaleczyć i było coraz gorzej, kolejna wet stosowała silniejsze antybiotyki i dodatkowo płukanie ran specjalnym płynem. Po półtora miesiąca pojechaliśmy do onkologa w innym mieście, a on od razu wymacał powyżej kolana powiększony węzeł. Zrobiono biopsję, na której wyniki czekaliśmy półtora tygodnia. W międzyczasie nasza wet prowadząca podjęła decyzję o amputacji palców, bo nie dało się już ich wyleczyć. Teraz od pięciu dni kotka prawie nic nie je i mam wrażenie, że ma problemy nawet z piciem. Strasznie schudła przez cały ten czas od początku choroby. Wczoraj wreszcie doczekaliśmy się wyników biopsji. Nowotwór. Chłoniak. Onkolog powiedział, że trzeba amputować całą tylną łapę, bo inaczej nie ma mowy o podjęciu leczenia. Dziś kotkę czekają dodatkowe badania, żeby sprawdzić czy nie ma przerzutów. Wciąż się zastanawiam czy na pewno trzeba amputować tę łapę, by rozpocząć leczenie, skoro chłoniaka nie da się wyciąć ze względu na jego charakter. Okaleczać kota tylko po to, by po późniejszej chemii tak czy inaczej przeżył maksymalnie rok? Mój onkolog stanowczo powiedział, że nie podejmie się leczenia bez amputacji. Kotka jest poważnie osłabiona przez te problemy z przyjmowaniem pokarmu i po prawie dwóch miesiącach nieustannego podawania antybiotyków. Boję się, że jej organizm nie wytrzyma kolejnej narkozy i chemioterapii..

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyrok zapadł. Są przerzuty, leczymy chemią. Jak po drugiej serii zmiany się powiększą (bo na ich zmniejszenie nie ma już szans), to nie ma sensu robić kolejnych. W najlepszym wypadku zostało kotce pół roku. Jak sobie o tym pomyślę, to już za nią tęsknię... W tej chwili nie umiem nawet na nią patrzeć, żeby nie wybuchnąć płaczem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co czujesz.Moja kotka ma miesaka złośliwego... jest to wznowa.Na operacje juz za późno.Jeatesmy po 2.chemii i cały czas się zastanawiam,czy jest sens,ze ja stresuje tym podleczaniem.Ta świadomość, że ukochane zwierze odchodzi i ze to my-osoby,którym ufają, ostatecznie zaprowadzimy je na śmierć,jest straszna.

      Usuń
    2. Wiem co czujesz.Moja kotka ma miesaka złośliwego... jest to wznowa.Na operacje juz za późno.Jeatesmy po 2.chemii i cały czas się zastanawiam,czy jest sens,ze ja stresuje tym podleczaniem.Ta świadomość, że ukochane zwierze odchodzi i ze to my-osoby,którym ufają, ostatecznie zaprowadzimy je na śmierć,jest straszna.

      Usuń
  12. Moja jamniczka Tina miała chłoniaka śródpiersia. Żyła 10 lat... Nowotwór przesunął jej serce na prawą stronę - lekarze dziwili się, że to nie spowodowało jej śmierci... Niestety, jak to zazwyczaj bywa przy chłoniaku - nie było dla niej ratunku... Nie podejmowaliśmy się chemioterapii, gdyż byłam w ciąży, a to mogłoby negatywnie wpłynąć na dziecko... Jedyną opcją był lek sprowadzany z Francji, który kosztował około 2000 zł za tabletkę i był w trakcie testów... Podobno jej przypadek był jakiś mega rzadki i ciekawy (lek. Jankowska pisze na jej temat pracę doktorancką). Leczyłyśmy się u lekarza Balcerzaka (www.cancept.pl), który podszedł do niej w bardzo profesjonalny sposób. Potrafił nam dokładnie wytłumaczyć co się z nią dzieje i dlaczego. Bardzo polecam tego lekarza. Trzymam kciuki za Wasze pupile! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ku przestrodze. Może nie którzy przeczytają artykuł pani doktor wcześniej niż ja i uratują swojego pupila . Jestem bardzo ale to bardzo ROZGORYCZONY nie wiedzą lekarzy .A więc mojej suczce York wyskoczyła gulka na szyj wielkości jagody . Udałem się do przychodni weterynarii w Łodzi i jako laik zaufałem fachowcom z wiedzą po szkołach itd. Najpierw podali jakieś antybiotyki potem na przemian sterydy , zrobili badania krwi , usg , biopsja . Nie stwierdzili że to rak tyko wymyślali różne rzeczy a guz urósł już do wielkości winogrona i pojawiły się nowe . W przychodni badało ją kilku lekarzy i w końcu główny lekarz stwierdził że trzeba poczekać może samo zniknie .Po 2-3 tygodniach piesek poczuł się zile pojechaliśmy do innej przychodni i tam to samo leczenie na przemian leki sterydy badania i nic dalej nic nie wiedzą w trakcie zdiagnozowali powiększoną śledzionę którą usilnie chcieli usunąć bo według nich to jest przyczyna . Pojechaliśmy na konsultację do trzeciej przychodni i pierwszy lekarz który w 90% stwierdził że to chłoniak nie próbował na siłę leczyć tylko polecił przychodnię w Warszawie , stwierdził że tam uratują naszego psiaka. W Warszawie faktycznie zajęli się tym profesjonalnie nie robili BIOBSJ bo to nie daje prawdziwego wyniku tylko wycinek i wyszło chłoniak 4 stopnia. Próbowali jeszcze leczyć chemią ale nie sety to już było za późno i piesek ku naszej rozpaczy odszedł na zawsze.
    Ludzie nie dajcie leczyć swoich pupil pseudo lekarzom tyko czytajcie w necie i wymagajcie odpowiednich badań szczególnie wycinek za nim podadzą jakiekolwiek leki .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Panu, najgorsza bezradność. Byłam w podobnej sytuacji, ciągłe zmiany lekarzy, brak pomocy, niestety nie udało się pomóc na czas.

      Usuń
  14. Witam!
    Jak czytam Państwa historie łzy same lecą po policzkach ; (; ( .
    Mój Lucuś mały niespełna 5-cio letni Yorczek, zaczął chorować w lipcu, zaczęło się od dużego guza na szyi. Nie wiedzieliśmy co to, pojechaliśmy do weterynarza, podął zastrzyk z jadu pająka aby guz się wchłonął. Po kilku dniach tajemniczy guz pękł wyleciała z niego jakaś flegma. Piesek cały czas jeździł na zastrzyki. Pojawiły się następne guzy. Weterynarz pobrał biopsje strzykawka, wynik chłoniak. Lekarz zrezygnował z dalszego leczenia, nie był w stanie podać chemii, nie miał takich możliwości, przepisał nam tylko encorton. Świat mi się załamał co dalej. Szukaliśmy kolejnego weterynarza, kolejna wizyta, pobranie krwi, zalecił dalsze podawanie encortonu, dołożył jeszcze antybiotyk. Podjął decyzję o pobraniu biopsji z węzła. Sami musieliśmy zawieźć wezel do zbadania. Przyszly wyniki krwi, wynik otrzymałam telefonicznie(krew ok, wątroba w złym stanie) przy następnej wizycie prosilam o wynik i podanie lekow na watrobę, Pani weterynarz stwierdzila ze nie ma dostępu do wynikow ponieważ ma je inna Pani. Piesek nie dostal zadnych lekow. Między czasie puscily szwy po pobraniu wycinka wezla. Następna wizyta, rana miała goić sie juz sama, nie nadawała sie do szycia. Podjęłam decyzje o zmianie weterynarza z powodu braku profesjonalizmu, zaniedbania, braku pomocy. Przyszedł wynik biopsji - potwierdził sie wynik lymphoma nalignum - nowotwór złośliwy. Niestety nie zdążyliśmy nawet rozpocząć normalnej kuracji nie trafiliśmy na weterynarzy z powołania. Stan pieska pogorszył sie dosłownie z dnia na dzien. Guzy miał duże, ale caly czas byl aktywnym szczesliwym pieskiem. Az do wczoraj. Od rana wydawal mi się dziwny osowialy, nie chcial chodzić. Wyprowadzilismy go na dwór, zalatwil się, umyłam Go. Lucus należał do tych delikatnych piesków gdzie doslownie przy przyklejeniu kupki do ogonka stawal sie obloznie chory. Niestety okazalo sie ze nie pomaglo oczyszczenie jego ogonka tak jak przeciez zawsze pomagało. Lucek przestal chodzic praktycznie tylko kladl sie i spal. Zadzwonilsmy do weterynarza ktory mial dyzur, w samochód i w drogę. Biedactwo slablo z minuty na minutę. Lekarz obejrzal go dal mu 2 zastrzyki na wzmocnienie. Zapomnialam napisac jeszcze jeden objaw sie pojawil bmial bardzo twardy i nabrzmialy brzuszek. Malenstwo uspokoilo sie juz nie drzal tak jak wczesniej, ok. 4 godz. po podaniu zatrzykow zaczal wymiotowac. Pil duzo i wymiotowal, byl coraz slabszy, nie ewiedzialam co robic, pilnowaliśmy go na zmiane. Mieliśmy przyjechac do lekarza nastepnego dnia, jeszcze przy wyjściu mowilismy sobie do jutra. Lucek miał miec zrobione prześwietlenie. Zaczal trudniej oddychac, oddychal jakby calym cialem. Ustatlismy juz nawet dyżury przez noc kto po kim bedzie przy nim. Zdazylismy przenieść go na legowisko do sasiedniego pokoju, odszedł na naszych oczach. Walczyl 5 miesięcy, dzielnie walczył nie dawal znac o zlym samopoczuciu, gdby ktoś nie wiedział pomyślałby zdrowy pies. Nie mogę, w zasadzie nie możemy sie z tym pogodzić, byliśmy pewni ze to tylko zly sen, ze jutro bedzie juz dobrze. Jedyne co mnie pociesza to fakt ze sie nie męczył ze przyszlo to nagle, ze nie musialam podejmowac tej strasznej decyzji o uspieniu. Na zawsze bwdzie w naszym sercu, byl naszym kochanym Aniolkiem, oczkiem w glowie. Był członkiem rodziny <3 teraz pozostała wielka dziura w sercu każdego z nas, nie mozemy sie pozbierać. Od samego początku wszystko było nie tak, zabrakło profesjonalnej pomocy. Już nic nie zrobimy, ale mamy do siebie żal.

    OdpowiedzUsuń
  15. A nie ma jakiś naturalnych metod dla zwierząt.Zapewne w praktyce chemia jest tak skuteczna u zwierząt jak u ludzi więc mizernie w sumie .Mój wujek poddawał boksera chemii i pies umarł w ciągu miesiąca dlatego jestem bardzo ciekawa czy są jakieś alternatywne rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chemia jest skuteczna u większości psów z chłoniakiem, ale "skuteczność" oznacza u psów remisję, czyli wycofanie się wszystkich objawów nowotworu, a nie całkowite wyleczenie. Oczywiście wyjątki się zdarzają, ale na bardzo wczesnym etapie choroby, co niestety jest rzadkością... Odejście wujkowego boksera mogła wyniknąć z niezbyt szczegółowej kwalifikacji do leczenia (bo nie każdy pacjent do leczenia się nadaje) lub silnych objawów ubocznych (które są rzadkością, ale niestety czasami się zdarzają). Ze względu na agresywny przebieg wielu chłoniaków metody naturalne nie są skuteczne. Jednak przy braku decyzji o chemii warto spróbować - są różnego rodzaju suplementy, które wzmacniają organizm (a nie nowotwór), przywracają kontrolę nad komórkami, czy podnoszą odporność przeciwnowotworową. Wybór leków zależy od onkologa lub opiekującego się na co dzień lekarza. Na pewno warto spróbować :)

    OdpowiedzUsuń