poniedziałek, 4 listopada 2013

Czerniak, podstępny nowotwór...

Czerniak (melanoma malignum) u Koli. Strzałki wskazują zasięg nowotworu.
Tym razem przedstawiam Kolę, 9-letniego kundelka. Zaczęło się od problemów z jedzeniem. Potem pojawiły się krwawienia z jamy ustnej. A potem Kola odmówił jedzenia. Do nas trafił z nieoperacyjnym guzem naciekającym kości. Rozpoznanie: czerniak (melanoma malignum). I to w najgorszej odmianie. W innej lokalizacji namawialibyśmy na zabieg. W takich sytuacjach usuwa się tyle tkanek ile się da, często razem z częścią szczęki. Właściciele często rezygnują z zabiegu z obawy przed okaleczaniem swojego pupila. Jednak większość psów świetnie adaptuje się do nowej sytuacji i nadal cieszą się życiem. U Koli zabieg nie wchodził w grę, zmiany były zbyt zaawansowane.

Wspólnie z właścicielami podjęliśmy decyzję o paliatywnej chemioterapii karboplatyną. Cztery cykle w odstępach trzytygodniowych. Ryzykując, że może się nie udać... To była trudna decyzja, bo trzeba było ją podjąć za psiaka. Wyrok i tak już zapadł, bo czerniaki jamy ustnej są agresywne i zabijają bezlitośnie. Sukcesem jest każdy dodatkowy tydzień, czy miesiąc.

Kola bardzo dzielnie przeszedł całe leczenie. Już w czasie chemii zaczął interesować się jedzeniem, początkowo miękkimi kawałkami mięsa, potem zabrał się za ogryzanie kości. Przypłacił to utratą zęba (trzeba było go operacyjnie usunąć), ale nie zniechęcił się.

Obecnie mija trzeci miesiąc od rozpoczęcia leczenia. Chemioterapia została zakończona. Pierwsze sukcesy są już za nami: Kola żyje, i to żyje pełnią życia. Je, bawi się, obgryza kości. Czerniak nie zniknął, ale został na jakiś czas "uśpiony". Na jak długo? Trzymamy kciuki, żeby to były kolejne tygodnie, a może miesiące...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz