Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wysiadywanie jajek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wysiadywanie jajek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2016

Wielkanocne kurczaki...

Na początku były jajka, potem małe urocze pisklęta, a teraz w naszym domu rządzi kolorowa banda kurczaków. Już nie są takie małe i słodkie jak na początku. Teraz bardziej przypominają stado szarańczy. Są żarłoczne i hałaśliwe. Niektóre pokazują różki i próbują atakować - siebie nawzajem i czasem też nas, czyli karmiące je ręce. Fascynująca pozostała obserwacja naszego kurzego "akwarium". Obserwują rodzice, dzieci, psy i koty. Z drugiej strony patrzą na dziwny świat kurki. 12 sztuk, bo wszystkie odratowane przeżyły. Najodważniejsze są zielononóżki, które lubią sobie od czasu do czasu pospacerować po naszych plecach i głowach. A najsympatyczniejsze czubate appenzellerki.
Od kilku dni kurki mają nowa atrakcję: wolierę. Codziennie mają okazję rozprostować nogi i skrzydła na zielonej trawce. W rozprostowywaniu skrzydeł aktywnie uczestniczy pudel Boogie, który odkrył, że każde szczeknięcie powoduje podskakiwanie i przyspieszoną bieganinę kurzego towarzystwa. Hajduk z kolei jest zafascynowany stukaniem ptasich dziobów w ściankę woliery. Stoi i wytrzeszcza oczy próbując zrozumieć, co to za dziwne dźwięki. Z tego wytrzeszczania kury niewiele sobie robią i uparcie wystukują swoje tajne wiadomości.

Dla wszystkich czytelników mojego coraz bardziej kurzego bloga
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!

ALLELUJA!!!



niedziela, 21 lutego 2016

Wysiadywania dzień 19 - końcowe odliczanie

Ostatnie dni pełne były mrożących krew w żyłach przygód. Pisklaki zamieszkujące w naszych jajach przeżyły dwie awarie prądu i związane z tym spadki temperatury i skoki wilgotności. Przeżyły, albo nie przeżyły... Na pewno przynajmniej jedno pisklę nie przeżyło. Owoskop powiedział, że maluch przestał się rozwijać. A pozostałe? Sprawdziłam tylko kilka jajek. W pozostałych nie było widać prawie nic, czyli duża szansa, że w środku siedziały już całkiem pokaźne ptaszyska. I to "prawie nic" wyraźnie się ruszało! Niesamowite wrażenie, jak się widzi kręcącą się wewnątrz jaja małą kurkę.

Utrzymanie temperatury w okolicy 38oC było prawdziwym wyzwaniem. Zawijanie inkubatora w koc na niewiele się zdało. Słoik z gorącą wodą mógł poparzyć jajka. Z kolei niższa temperatura wody nie była w stanie utrzymać minimalnych 32oC. Dlatego trzeba było zastosować wszystko, koce, dwa słoiki osłonięte kawałkiem materiału i regularną wymianę stygnącej wody na cieplejszą. A awaria prądu została usunięta po kilkunastu godzinach...

Testowanie odchowalnika ;) 
Cała rodzina z niecierpliwością czeka na wtorek, kiedy, według planu, wykluwać się będą nasze kurki. Jak wszystko dobrze pójdzie, to pochwalę się na blogu

filmikami :) Na razie w planie mam ostatnią kontrolę, która powinna pokazać trójkątne dzioby w komorze powietrznej, czyli pisklęta przygotowane do opuszczenia skorupki. Jajek od wczoraj nie obracamy, tak każą podręczniki.


Na stadko piskląt czeka już ich pierwszy domek: piękny, duży odchowalnik z promiennikiem ciepła. Jeszcze tylko poidełko, karmidełko, pasza dla bejbi-kurek i pierwsze jajka mogą pękać.    

wtorek, 9 lutego 2016

Pierwsze prześwietlenie, czyli co w jajku piszczy, wysiadywania dzień 7

Oficjalne prześwietlenie jaj ma mieć miejsce dzisiaj wieczorem. Ale już wczoraj po cichu, w tajemnicy przed rodziną, uruchomiłam owoskop i zaglądnęłam do części jajek. Głównie po to, żeby się dzisiaj nie zbłaźnić, bo w końcu robię za autorytet jajeczny. To ja wymyśliłam kury i ja podjęłam wyzwanie wysiadywania. Wyjęłam kurze usg, czyli owoskop i zaczęłam zaglądać. Najpierw duże jajo zielononóżki. Jest! Ciemna plamka i opisywana w mądrych źródłach sieć naczyń krwionośnych. Plamka nawet się trochę kręci. Hurra, żyje! Ok, teraz mała zielononóżka, czyli takie jajo "połóweczka". Niby każą takie eliminować, ale jak się z tego małego coś wykluje, to będzie większa radość. Jest, żyje! Żyły też appenzellerki i australopteki, podobnie leghorny. Sprawdziłam tylko kilka, żeby rodzina żalu nie miała. Potem z drżącym sercem sięgnęłam po nasze, zniesione w naszym kurniku przez nasze kury, zapłodnione przez naszego koguta... Emocje sięgnęły zenitu. Uwaga, uwaga.....
Klops
Puste :( Pierwsze, drugie, trzecie i czwarte...
Dostały jeszcze kilka dni szansy, bo też do inkubatora zostały włożone dzień później. Jak nie to klops, a raczej... jajecznica...
Obwiniony został nasz kogut, Tyson. Przegrał wojnę z Elegancikiem, potem dostał szansę na rehabilitację. Tak to jest z tymi nadmuchanymi, kolorowymi facetami. Dużo słów, mało treści. Kolorowa marynarka, nadmuchane mięśnie i wypachniona broda to nie wszystko. Potwierdziła się teoria profesora Dubiela, który zawsze podkreślał, że najlepszy reproduktor to nie ten cukiereczek, tylko śmierdzący, niedomyty lump... Tylko skąd ja teraz wezmę śmierdzącego, niedomytego koguta??? Na targu widziałam ostatnio same jakieś takie nie-do-końca zdrowo wyglądające, a dorodnie wyglądały tylko... króliki. Ale królik się nie nada...

W temacie kur, ale już z nieco innej beczki, to dzisiaj spotkałam sąsiadkę. Pochwaliłam się pomysłem na drobiowy przychówek i wybiegając w przyszłość podzieliłam się wątpliwościami dotyczącymi pozbawiania życia nadprodukowanych kurek. Sąsiadka uśmiechnęła się szeroko i stwierdziła, że mogę na nią liczyć. Dostarczę kurki, a odbiorę wypatroszone i pozbawione piór tuszki. Moje sumienie zawyło, ale rozsądek zneutralizował obiekcje sumienia.

Na razie wysiadujemy, potem zobaczymy...

A dla fanów koncertów drobiowych filmik ekstra ;)


piątek, 5 lutego 2016

Wysiadywania dzień 3... Pierwsza prezentacja

... czyli co powinno mieszkać w moich jajkach.

Wysiadywanie przebiega zgodnie z planem. Za 4 dni pierwsze prześwietlanie!
Czas na przedstawienie wybranych przez mnie ras.


Po pierwsze: APPENZELLER

Stara szwajcarska rasa czubatek, a do tego mają charakterystyczny grzebień, który nadaje im nieco diabli wygląd. Typowa rasa górska odporna na trudne warunki klimatyczne. Podobno są piękne i ruchliwe, stąd zaleca się dla nich dużą wolierę. Występują w kilku odmianach barwnych, z których najpopularniejsze to: czarna, niebieska, czarna srebrna nakrapiana i złota czarna nakrapiana. Maluchy mają po wykluciu takie śmieszne irokezki na głowach. Dorosłe mają małe główki z rosnącym do przodu czubem. Nie są duże (kura 1,2-1,5 kg, kogut 1,5-1,8 kg), jajka białe, ważą ok. 55g.


Po drugie: AUSTRALORP, zwany przez mnie australopitekiem.

Jak nazwa sugeruje, kura ta pochodzi z Australii, a wśród jej przodków wymienia się... czarnego orpingtona. Poza egzotyką nazw reszta jest jak najbardziej przyziemna. Australorpki są bardzo dobrymi nioskami (do 260-280 jaj rocznie). Są dość duże (kura do 2,0-2,5 kg, kogut do 3,0-3,5 kg). Niechętnie latają i mają przyjazne nastawienie do ludzi. Podobno są bardzo komunikatywne. Są hodowcy którzy twierdzą że "na ręce się nie garną, ale z ręki jedzą". Najczęściej występujący kolor to czarny, rzadziej biały i niebieski łuskowany.


Po trzecie: LEGHORN

Leghorn to jedna z najpopularniejszych niosek. Włoszka zmodyfikowana w USA, a więc aspekt patriotyczny leży... Mała kurka, ale baaardzo jajeczna. Zjada ok. 40% paszy mniej niż koleżanki z branży, a znosi nawet do 300 jaj rocznie. Jajka ważą ok. 63g (inne źródła podają 55g) i są białe. Niepokoi mnie stwierdzenie, że nadają się do chowu wielkotowarowego. A zielona trawka? Takie białe na zielonym byłoby niezwykle malownicze. Niektórzy hodowcy na różnych forach podkreślają wybitnie użytkowy walor, pomijając efekt wizualny. Ale popatrzcie sami, czy nie są to ładne kurki?


Po czwarte: ZIELONONÓŻKA
Ale to temat na osobny artykuł. Już wkrótce!


środa, 3 lutego 2016

Wysiadywania dzień zerowy

Weterynarz wpadł na pomysł, że samodzielnie będzie wysiadywać jajka. Wszystko ku zgrozie jednej części rodziny i radości drugiej. Mąż, też weterynarz, załamał ręce i próbował się oprotestować, jednak bezskutecznie. Uległ jak zawsze ;)
Wysiadywanie jajek składa się z kilku etapów i wymaga pewnych przygotowań. Po pierwsze, trzeba podjąć trudną decyzję, po co chcemy wysiadywać jajka. Czy chodzi o więcej kur, więcej tuszek, więcej jajek, czy po prostu więcej frajdy. Decyzja dla miłośnika zwierząt niezwykle trudna. Ale rodzina oprócz dóbr duchowych (czyli wysiadywanie dla frajdy) krzyczy jeść, a domowa kurka i domowe jajko są dla dzieci zdecydowanie zdrowsze niż plastikowe, nafaszerowane chemią produkty dostępne w sklepach. Na razie numerem jeden jest frajda, w drugiej kolejności jajka, a potem... zobaczymy.
Przygotowania rozpoczęły się już kilka miesięcy temu. Weterynarz nafaszerował się potężną dawką wiedzy i zrobił pierwszy krok: zamówił inkubator i owoskop. Inkubator, jak nazwa głosi służy do inkubacji, czyli wysiadywania jajek. Owoskop to odpowiednik usg u ludzi: kontrola rozwoju małej istotki, która mieszka wewnątrz.
Kolejna decyzja: kiedy i jak. Serce krzyczało, żeby jak najszybciej, rozsądek kazał czekać. Zwyciężył rozsądek. Do tematu wróciliśmy w styczniu. Najlepszym miejscem do poszukiwania jajek dla takiego ignoranta w temacie wysiadywania jak autorka tekstu zostało... allegro. Klik „jajka” w dziale Dom i Ogród > Żywe zwierzęta wykazał duże bogactwo ofert. Po długich rozmyślaniach wybór padł na jajka zielononóżek z certyfikatem pochodzenia. Zielononóżka była wyborem oczywistym, bo weterynarz ma ciągoty patriotyczne, a trudno o bardziej patriotyczną kurkę niż zielononóżka. Ale... Właśnie, najgorsze jest zawsze to nieszczęsne „ale”. Ale hodowca zażądał kontaktu telefonicznego przez zakupem. No to zadzwoniłam. Pan był bardzo miły i bardzo ekspresyjnie opowiadał o swoich kurkach, jajkach i wysiadywaniu. W efekcie zamiast 10 jajek kupiłam ponad 30, w tym nie tylko patriotyczne zielononóżki, ale też jakieś inne, bardziej egzotyczne. Są też takie, które mają wyglądać jak wcielone diabły, z grzebieniami w kształcie diablich rogów i rosochatą czupryną... Rasy będę przedstawiać stopniowo w kolejnych dniach, żeby wypełnić nudne oczekiwanie na wyklucie ;)

Jajka zostały przywiezione przez kuriera i odłożone na 24 godziny w temperaturze pokojowej, w spokojnym miejscu. W tym czasie uruchomiliśmy inkubator, żeby ustabilizować temperaturę i wilgotność. Jutro kolejny etap, czyli... dzień pierwszy wysiadywania :D